Księżna, kancelista i pleban. Trzy sekrety dolnośląskiej Winnicy

nieustanne-wedrowanie.pl 2 tygodni temu

Żeby dotrzeć do tej miejscowości, musiałam najpierw przerobić historię zamku w Krotoszycach i zamku w Krajowie. Wyprawa rowerowa, która obliczona została na jeden dzień, od świtu do nocy, musiała zmieścić wszystkie te wątki dziejowe, które wyrastały nam na drodze, zanim dotarłyśmy do Winnicy. Było to jednocześnie męczące i fascynujące, ponieważ to już przedproża Krainy Wygasłych Wulkanów, a więc ciężka droga dla miejskiego roweru z dość sporym obciążeniem, które składało się z sakw i kosza, w którym podróżował pies. Ostatecznie jednak udało nam się dotrzeć do rzeczonej Winnicy, gdzie czekał na nas kolejny wspaniały zabytek. Tym razem była to grangia cysterska, czyli ruiny dawnego folwarku zakonnego. Kto ma uszy, niechaj słucha…

Jeżeli ineteresuje Cię, drogi Czytelniku gdzie zaczyna się ta opowieść, to zapraszam tutaj: Krotoszyce. O zamku otoczonym fosą, sroce złodziejce i tajemniczym grobowcu i Krajów. O rycerzu Dzierżykraju, bezbronnym zamku i niezłomnej pani Suzannie

Po przybyciu na miejsce okazało się, iż obiekt owszem jest dostępny dla turystów, ale jedynie z zewnątrz. Nie jest to więc zabytek w stanie nadającym się do zwiedzania, choć na Mapach Google widniał jako atrakcja turystyczna. Pomimo tego jednak zrobił na mnie ogromne wrażenie – szczególnie jego gabaryty powalały na kolana. No i jest tam klimat, iż klękajcie narody! Warto było przejechać wszystkie te kilometry, aby to zobaczyć.

Grangia pocysterska

Przy obiekcie znajduje się sporych rozmiarów wiata, a tuż przy niej – niewielki ogródek z ziołami. Ukryłyśmy rowery pod dachem i spięłyśmy je na wszelki wypadek, bo choć na miejscu nie zastałyśmy nikogo, to jednak licho nie śpi. Lonek był bardzo zmęczony naszym wędrowaniem i kiedy znalazł trochę cienia w altanie, wykazywał niechęć do opuszczania jej, ale ostatecznie pokonał znużenie i wybrał się z nami na lustrację terenu. W takich okolicznościach bardzo często dzieje się tak, iż Ines idzie w jedną stronę, a ja w drugą. Każda z nas zwiedza na własną rękę i odpoczywa. Mamy tak od lat – kiedy spędzamy w drodze dużo czasu razem – iż gdy nadarza się okazja do pobycia samej, wybieramy taką opcję bez żadnych konsultacji. Lonek oczywiście poszedł za mną, bo on bez swojej „Madki” żyć nie może.

Winnica i jej słynna Grangia

Zabytek jest imponujących rozmiarów i bije z niego żywa, fascynująca historia. Sam fakt, iż – choć w stanie ruiny – przetrwał do naszych czasów, jest wręcz fenomenalny. Jego dziejowa wartość pozostaje bezcenna, choćby w teraźniejszej formie. Taka rola tej osady zaczęła się w roku 1202, kiedy to książę śląski, Henryk I Brodaty, ufundował tutaj cystersom z Lubiąża oddzielną grangię, czyli zakonny folwark. Grunty te wydzielono z terenów, które pierwotnie były częścią pobliskiej wsi Słup i należały do rodu Dzierżykrajowców, o których opowiadałam Wam w poprzednim wpisie.

Grangia pocysterska. Wieś Winnica

Od tego czasu folwark nieustannie się rozwijał. W roku 1218 wieś Winnica po raz pierwszy została wymieniona na piśmie – w dokumencie opisującym wielki przywilej biskupa wrocławskiego Wawrzyńca dla klasztoru w Lubiążu. Wspomina się w nim tę osadę jako Vin circa Slup (Winnica koło Słupa). Zakonnicy doskonale wykorzystali ukształtowanie terenu, czyli wzgórza nad Nysą Szaloną, oraz dobre warunki glebowe, zakładając tam winnicę. Nie była to jednak ich jedyna działalność w tamtym czasie, gdyż widzieć trzeba, iż grangia stanowiła wielkie, samowystarczalne centrum gospodarcze. Cystersi, jak wiadomo, słynęli w świecie z bardzo dobrej organizacji pracy, która przynosiła fenomenalne efekty. W krótkim czasie rozwinęli oni w Winnicy wielokierunkowe gospodarstwo – zarówno rolnicze, jak i rzemieślnicze. Poza uprawianiem winorośli zajmowali się tradycyjnym rolnictwem i ogrodnictwem. Hodowali owce oraz bydło, a także zakładali stawy rybne. Folwark służył za zaplecze usługowe dla przylegających do Winnicy dóbr zakonu – działały tu młyny wodne oraz kuźnia, która istnieje do dziś. W grangii mieściła się także administracja, dokąd zwożono plony wyprodukowane w mniejszych folwarkach oraz chłopskie daniny i podatki. Choć wino, jako towar luksusowy, stanowiło prawdziwą wizytówkę Winnicy, zakonnicy nie utrzymywali się wyłącznie z niego, ale z wszechstronnej, ciężkiej pracy rąk.

Stara kuźnia w Winnicy

Na przełomie XVII i XVIII wieku w folwarku nastąpił prawdziwy rozkwit architektoniczny. To właśnie wtedy cystersi wznieśli tam wspaniałą, barokową rezydencję prepozyta. Wówczas to bowiem majątek zyskał status oficjalnej prepozytury klasztoru, co oznaczało, iż przeistoczył się w prestiżową filię opactwa lubiąskiego. Ten barokowy boom zaowocował powstaniem wielu innych obiektów. Wzniesiono wtedy dom konwersów, przeznaczony na mieszkania dla braci zakonnych zajmujących się pracą fizyczną, oraz murowany belweder – wspaniały punkt widokowy, z którego można było podziwiać okolicę z powulkanicznymi wzgórzami oraz panoramę Nysy Szalonej. Powstał także pawilon ogrodowy, do którego wkraczało się przez ozdobną bramę, a także nowoczesne jak na tamte czasy budynki gospodarcze: stodoły i stajnie. Wszystko to zbudowano z miejscowego, ciemnego bazaltu, który łączono z jasnymi dekoracjami z piaskowca. W efekcie w Winnicy wyrósł unikalny pod względem gabarytów, warowno-pałacowy kompleks.

Winnica. Teren grangii

Sekularyzacja. Ksiądz Eugeniusz Rodewald

Jednak z czasem ten prężnie funkcjonujący folwark, który nie tylko przynosił ogromne zyski, ale również olśniewał barokową architekturą, znalazł się na celowniku wielkich przemian politycznych. W listopadzie 1810 roku król pruski Fryderyk Wilhelm III wydał słynny edykt sekularyzacyjny, który jednym podpisem położył kres kilkusetletniej obecności cystersów w tym rejonie. Państwo pruskie bezwzględnie skonfiskowało cały zakonny majątek, a przerażeni mnisi musieli opuścić swoją rezydencję. W tamtym chaotycznym momencie, przez kolejne dwa lata, przejętym przez rząd folwarkiem administrował miejscowy proboszcz, ksiądz Eugeniusz Rodewald. Był to jednak tylko krótki, przejściowy rozdział przed nadejściem nowej ery, w której państwowe dobra miały ostatecznie trafić w ręce prywatne.

Teren grangii. Winnica

Prywatyzacja majątku. Karl Josef Otto

Gdy państwowe zasoby zaczęły świecić pustkami, nadszedł czas, w którym cysterska grangia poszła pod młotek. W 1812 roku ten monumentalny majątek trafił w ręce Karla Josefa Ottona. Jako wieloletni, świecki kancelista zakonu w Lubiążu, doskonale znał on każdą cyfrę zapisaną w klasztornych księgach rachunkowych. Tę unikalną wiedzę oraz urzędnicze umiejętności wykorzystał po mistrzowsku. Zorientowawszy się w prawdziwej, ogromnej wartości tutejszych dóbr, sprytnie przejął folwark, odbierając klucze i zarząd bezpośrednio z rąk proboszcza Rodewalda. Dla dawnego pracownika mnichów był to życiowy awans – z biuralisty stał się dumnym panem na włościach w Winnicy.

Winnica. Teren grangii
Winnica. Teren grangii

Karl nie pochodził z dalekich stron – urodził się i spędził dzieciństwo w pobliskim Słupie, tuż obok Winnicy. Kiedy zaczął pracować dla cystersów, na co dzień napatrzył się na ich bogactwo, do którego zresztą sam się przyczyniał, skrupulatnie pilnując klasztornej księgowości. To właśnie tam nauczył się sprawnego gospodarowania i nabrał oka do interesów. Przejęcie przez niego grangii w 1812 roku okazało się genialnym posunięciem biznesowym. Prusy rozpaczliwie potrzebowały wtedy pieniędzy na prowadzenie wojny z Napoleonem i wyprzedawały zagarnięte kościelne majątki za bezcen. Karl doskonale wykorzystał ten dziejowy moment. Z dnia na dzień stał się panem na włościach, wiedząc doskonale, iż nie kupuje kota w worku. Historia pokazała również, iż potrafił po mistrzowsku zarządzać zdobytym majątkiem. Za jego czasów na terenie folwarku powstały cegielnia, browar i gorzelnia oraz dwa nowoczesne młyny wodne na Nysie Szalonej. Jego rządy w Winnicy na pocysterskich dobrach trwały ponad 30 lat. Ten czas wystarczył, aby zmienić je w bardzo dochodowe imperium. Skąd o tym wiemy? Ponieważ dokładnie w 1844 roku Karl sprzedał swój majątek za bajońską kwotę 182 500 talarów księżnej Marii Luizie Paulinie von Hohenzollern-Hechingen. Gdyby dawna grangia nie była rentowna, Karl nie dostałby za nią tak ogromnych pieniędzy. Po tej transakcji były urzędnik cystersów, który przez lata dla nich pracował, stał się niesamowicie majętnym człowiekiem i najpewniej zabezpieczył byt swojej rodziny na pokolenia.

Paulina von Hohenzollern-Hechingen

Czas na kolejną fascynującą postać, której losy splotły się z dziejami dawnej grangii. Opowieść o księżnej Paulinie to kronika obyczajowych trzęsień ziemi, nieszablonowych wyborów i szaleństw, które nieustannie elektryzowały dziewiętnastowieczną arystokrację. Jako jedna z bajecznie bogatych dziedziczek wielkiej fortuny Bironów, Paulina od najmłodszych lat pisała własne, kontrowersyjne reguły gry na europejskich salonach, zupełnie drwiąc z surowych konwenansów swojej epoki. Choć formalnie nosiła tytuł księżnej von Hohenzollern-Hechingen, w praktyce jej małżeństwo było fikcją. Paulina szukała bowiem spełnienia w ramionach innych mężczyzn, a jej miłosne podboje regularnie stawały się tematem salonowych szeptów. Pierwszy potężny kryzys wybuchł już w 1805 roku, gdy młoda księżna wdała się w płomienny romans z księciem Louisem de Rohan-Guémenée. Sytuacja była o tyle skandaliczna, iż arystokrata był mężem jej rodzonej, starszej siostry – Wilhelminy. Ten rodzinny i towarzyski rozłam ostatecznie przypieczętował separację Pauliny z prawowitym małżonkiem.

Cena, jaką Paulina musiała zapłacić za swoje salonowe rewolucje, okazała się jednak porażająco wysoka. Gdy kurz po skandalu z de Rohanem zaczął opadać, a separacja z prawowitym małżonkiem stała się faktem, pruska machina konwenansów uderzyła w księżną z pełną bezwzględnością. Zgodnie z surowym, dziewiętnastowiecznym prawem, kobieta uznana za winną rozpadu małżeństwa traciła wszelkie prawa do macierzyństwa. Czteroletni wówczas Konstantyn, jedyny ślubny syn Pauliny urodzony w 1801 roku, został od niej bezceremonialnie odizolowany. Dla arystokratycznych sędziów i urażonego męża mały sukcesor tronu był własnością dynastii, którą za wszelką cenę należało chronić przed „gorszącym i moralnie skażonym” wpływem matki-skandalistki.

Winnica. Teren dawnej grangii

Osamotniona, ale nieujarzmiona Paulina rzuciła się w wir kolejnych romansów. Następny głośny epizod przyniósł rok 1815 i słynny Kongres Wiedeński. Podczas gdy dyplomaci rzeźbili nową mapę Europy po upadku Napoleona, Paulina błyszczała na salonach u boku austriackiego generała kawalerii, hrabiego Ludwiga von Wallmoden-Gimborn. Ich płomienna relacja niemal odciągała uwagę opinii publicznej od kluczowych obrad politycznych. Niedługo później, w 1816 roku, kolejny romans – tym razem z brytyjskim oficerem Johnem Wilsonem – zaowocował przyjściem na świat ich nieślubnej córki Marii. Narodziny te wywołały obyczajowe trzęsienie ziemi. Paulina została zmuszona do oddania dziecka pod fikcyjne nazwisko von Steinach, choć po latach dziewczynka i tak zdołała powrócić do wyższych sfer jako żona grafa Fabiana zu Dohna-Schlodien.

Winnica. Teren dawnej grangii

Prawdziwym poligonem emocjonalnym okazała się jednak dla Pauliny relacja z najmłodszą siostrą, Dorotą. Między kobietami przez dekady panował lodowaty chłód, podsycany ostrym konfliktem moralnym i ambicjonalnym. Paulinę głęboko mierził, a zarazem napawał zawiścią publiczny, wieloletni romans Doroty z Charles’em-Maurice’em de Talleyrandem. Układ, w którym jej rodzona siostra stała się oficjalną kochanką wuja własnego męża, jawił się Paulinie jako gorszące złamanie rodzinnego tabu. Najbardziej jednak bolała ją dziejowa niesprawiedliwość – podczas gdy Paulina za swoje miłosne błędy zapłaciła utratą reputacji i przymusowym ukrywaniem córki, bezwzględna Dorota u boku potężnego dyplomaty pociągała za sznurki europejskiej polityki i opływała w luksusy. Gdy w 1842 roku bogata Dorota bezceremonialnie odkupiła od Pauliny prawa do Księstwa Żagańskiego, starsza z sióstr poczuła się ostatecznie zepchnięta w cień. Pragnąc zabezpieczyć swoją finansową niezależność na jesień życia, Paulina wykonała imponujący ruch kapitałowy. W 1844 roku wyłożyła kolosalną sumę 182 500 talarów i zakupiła ogromny majątek w podlegnickiej Winnicy, obejmujący pałac, browar i folwarki. Schorowana księżna nie zdążyła już jednak osobiście osiąść na dolnośląskiej prowincji. Traktując te dobra głównie jako bezpieczną lokatę pieniędzy dla swoich bliskich, Paulina odeszła niedługo później – w styczniu 1845 roku w Wiedniu, pozostawiając nowo nabyte włości swoim spadkobiercom.

Zmiana warty w cieniu winorośli

Śmierć księżnej Pauliny zamknęła najbardziej burzliwy, pełen namiętności i salonowych skandali rozdział w historii podlegnickiej Winnicy. Choć dziedziczka fortuny Bironów nigdy nie zdążyła osobiście zasiąść w nowo nabytej rezydencji, jej spektakularny ruch kapitałowy trwale zmienił oblicze tych dolnośląskich dóbr. Pałac, browar i rozległe folwarki stały się cichym świadkiem przemijania dawnej, wielkiej epoki pruskiej arystokracji. Prawdziwy zmierzch dotychczasowego świata i dotkliwa zmiana warty nadeszły jednak niemal sto lat później. Lata 30. XX wieku przyniosły brutalne reformy strukturalne, które raz na zawsze odebrały Winnicy jej samodzielność. Dawny majątek, w urzędowych spisach figurujący jako Weinberg, stracił swoją administracyjną niezależność i został bezceremonialnie wchłonięty przez sąsiednie, potężniejsze Bielowice.

Winnica. Teren grangii

Nowo utworzonym kompleksem ziemskim zaczęła rządzić rodzina von Spenger. Kolejny pan na tych włościach, baron von Spenger, był postacią zupełnie innego formatu niż ekscentryczna córka kurlandzkiego księcia. Jako szanowany, pragmatyczny właściciel reprezentował interesy pruskiego ziemiaństwa i skupiał się na bezwzględnej ekonomii oraz zarządzaniu rolniczym imperium. Romantyczne intrygi, skandale i wielka europejska dyplomacja, które niegdyś towarzyszyły Paulinie i jej siostrom, ustąpiły miejsca chłodnej, gospodarczej kalkulacji. Spengerowie rządzili zjednoczonym majątkiem twardą ręką aż do tragicznego finału w 1945 roku. Ich era była ostatnim akordem niemieckiej historii tych ziem, ostatecznie zamykającym fascynującą, wielowiekową sagę, w której splatały się losy średniowiecznych mnichów, dumnych księżnych i wytwornego śląskiego ziemiaństwa…

Winnica. Teren dawnej grangii

Kaplica na wzgórzu i tajemniczy grób

Gdy stworzyłam już wystarczające archiwum fotograficzne, zakończyłyśmy lustrację terenu i wróciłyśmy do altany oraz naszych rowerów. Tam, chroniąc się w cieniu, usiadłyśmy na ławce, by uzupełnić płyny przed dalszą podróżą. Odpoczywałyśmy, napawając się historią tego miejsca. Nie trwało to jednak długo – dzień nieubłaganie uciekał, a przed nami było jeszcze naprawdę sporo kilometrów. Spakowałyśmy więc rzeczy, umieściłyśmy psa w koszyku i ruszyłyśmy przed siebie.

Kaplica pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Winnicy

Gdy odjechałyśmy kilkaset metrów od potężnych skrzydeł dawnego gospodarstwa, pośród drzew wyrosła przed nami przedwojenna kaplica pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Stała na lekkim podwyższeniu, a prowadziły do niej kamienne stopnie. Co ciekawe, w żadnych oficjalnych dokumentach ani w internecie nie ma dokładnej daty jej wybudowania. Wiadomo tylko, iż istniała już na początku zeszłego wieku, ponieważ uwieczniono ją na starych, niemieckich pocztówkach z tamtych lat.

Kaplica pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Winnicy

Budynek sakralny od razu przykuwa wzrok – wyróżnia się ozdobnym, ładnie zaokrąglonym szczytem nad wejściem oraz grubą, przysadzistą wieżą zwieńczoną stożkowym dachem. Chociaż z zewnątrz wyraźnie widać upływ czasu, w środku nie zachowały się żadne dawne pamiątki, a całe wyposażenie jest nowoczesne.

Kaplica pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Winnicy

Jednak to, co uderzyło mnie najbardziej, kryło się tuż obok. Zaledwie kilka metrów od ściany kaplicy, w wysokiej trawie, znajduje się samotny grób. Bez kamiennych płyt i drogiego marmuru – to po prostu zwykły, ziemny kopczyk zwieńczony prostym, drewnianym krzyżem. Ten skromny, bezimienny widok, schowany w cieniu starej wieży i potężnej historii tej małej wioski, robi piorunujące wrażenie i chwyta za serce. Widziałam to na własne oczy i choć bardzo pragnęłam ustalić, do kogo należy ta mogiła, to nie udało mi się tego osiągnąć.

Samotny grób przy kaplicy w Winnicy

Oględziny tego obiektu nie trwały długo i zaraz wróciłyśmy na szlak. Pedałowałyśmy niespiesznie. Droga wiła się leniwie wśród rozgrzanych słońcem pól, a lekki wiatr przyjemnie chłodził nam twarze. Co jakiś czas mijałyśmy przydrożne krzyże i wiekowe sady, które przypominały o bogatej, wciąż nieodkrytej przeszłości Dolnego Śląska. Z każdym kolejnym kilometrem zmęczenie dawało o sobie znać, ale świadomość, ile pięknych miejsc udało nam się uwiecznić tego dnia na zdjęciach, dodawała nam skrzydeł. Cel podróży został osiągnięty, a my, niesione tą wyjątkową atmosferą, po prostu cieszyłyśmy się każdą chwilą spędzoną w trasie i wracałyśmy do domu…

Źródła:

1. Gach P., Kasata zakonów na Śląsku Pruskim w latach 1810–1811, „Przeszłość Demograficzna Polski”

2. Zmiana Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Krotoszyce, Załącznik nr 5 do uchwały Rady Gminy Krotoszyce, Ujednolicony tekst, 2015, Dokument PDF https://krotoszyce.pl/images/pliki/2015/listopad/zmiana-studium/zal5_tekst-jednolity.pdf

3. Winnica – Weinberg, Portal Historyczny Miasta Legnicy – Liegnitz.pl.

4. Pamiętniki i opracowania biograficzne: Opracowano na podstawie XIX-wiecznych kronik salonowych oraz oficjalnych akt rodowych linii Hohenzollern-Hechingen i Biron von Curland (w tym udokumentowanego sądownie rozdzielenia księżnej Pauliny z synem Konstantynem po separacji małżeńskiej w 1805 r.).

5. Kroniki miejskie i rodowe: Leipelt A., Geschichte der Stadt und des Herzogthums Sagan (Dzieje miasta i Księstwa Żagańskiego), Sagan 1853

Idź do oryginalnego materiału