Dla wielu był wzorem postępowania, jednak przez ostatnie 17 lat swojego życia zajmował się głównie batalią z wymiarem sprawiedliwości o odzyskanie dobrego imienia po głośnej aferze szantażowej.
Na początku września 2008 r. do domu senatora przyszły dwie kobiety – poznana pod hotelem Marriott Joanna D. oraz jej przyjaciółka Joanna Sz. (striptizerka), które przyniosły ze sobą damską bieliznę oraz akcesoria. Po wypiciu znacznej ilości wina (Piesiewicz sugerował później, iż mógł zostać odurzony) senator został nakłoniony do ubrania się w damską kwiecistą sukienkę i pomalowania ust szminką. Całość spotkania była rejestrowana ukrytym aparatem fotograficznym.
Kluczowym elementem nagrania okazała się scena przy stole, na którym usypano trzy „kreski” białego proszku. Joanna D. twierdziła początkowo, iż była to kokaina przyniesiona przez Piesiewicza z kuchni, a on sam miał nakłaniać kobiety do jej zażywania przez zwinięty stuzłotowy banknot. Natomiast senator zeznał, iż poddał się narzuconemu mu „zaimprowizowanemu spektaklowi”, i chcąc uprawdopodobnić sytuację na potrzeby gry, przyniósł z kuchni pastylkę Azantacu (leku na trawienie), którą rozkruszył nożem, i udawał, iż ją zażywa.















