Kota, którego nazwaliśmy Andrzejem, już trzykrotnie oddawano jako niebezpiecznego. W końcu to ja go zabrałem i omal nie straciłem już pierwszego dnia, kiedy postanowił uciec. Jeszcze podpis na karcie w schronisku nie zdążył zaschnąć, a dłonie miałem już lepkie ze strachu jakby pot zdradzał, jak bardzo się pomyliłem. W schronisku, gdzieś na obrzeżach Poznania, pachniało […]