Kot natknął się przypadkiem na telefon Przedmiot pachniał człowiekiem i był zaskakująco ciepły. Ułożył się przytulnie, objął go łapami i położył się na nim, a telefon niespodziewanie ożył od delikatnego, kociego dotyku.
Jagoda choćby nie zdążyła nacieszyć się nowym telefonem. Od pierwszego włączenia coś było z nim nie tak: grzał się od każdej czynności. A potem, zupełnie jak we śnie, udało jej się go zgubić na dobre.
Szkoda… Telefon był świetny: duży ekran, mocna bateria właśnie ta, która w końcu ją zawiodła. Teraz nie było szans choćby na zwrot bo urządzenia nie dało się znaleźć, jakby zapadł się pod ziemię.
Jagoda wymamrotała do siebie głupia jestem, chwyciła swój stary, wysłużony telefon z klapką i wpisała własny numer. Sygnał rozbrzmiewał, ale nikt nie odbierał.
Po kilku kropelkach waleriany na uspokojenie, Jagoda położyła się i próbowała sobie przypomnieć, gdzie dziś chodziła. Może jak powtórzy trasę, telefon się odnajdzie? Nagle coś zawibrowało pod ręką ktoś dzwonił. Na ekranie zamigotał jej numer.
Halo? Słucham? zapytała.
W odpowiedzi rozległo się tylko szeleszczenie, krótkie westchnienia… a potem nagle:
Miau…
Jagoda natychmiast zakończyła połączenie. Chyba ktoś sobie żartuje, pomyślała. Żałowała, iż choćby nie założyła blokady teraz ktoś bawi się jej telefonem. Złość przerwał kolejny telefon.
Znów westchnienia, znów szeleszczenie i znowu głos kota, jakby na zawołanie.
Nie dzwońcie tu więcej! zdenerwowała się.
Ale połączenia nie ustawały. W końcu, myśląc, iż i tak już nic gorszego się nie stanie, Jagoda narzuciła płaszcz i wyszła w polską noc. Dźwięk wyraźnie dochodził z zewnątrz czyli żartowniś może czaić się tam, gdzie znalazł telefon. Wystarczyło przejść ten sam szlak.
Idąc powoli, co jakiś czas wybierała swój numer. I wtedy, już prawie bez nadziei, usłyszała znany dzwonek. Poszła za nim, wyobrażając sobie, jak zruga tego, kto wyśmiewa się z jej zguby.
Kot tymczasem leżał wtulony w ciepły przedmiot i zdziwiony patrzył, jak ten ożywa i gada. Kot powąchał telefon, a on coś tam mamrotał. Odpowiedział więc uprzejmie.
Telefon ucichł. Kot ostrożnie dotknął go łapą i telefon znów przemówił. Stawał się coraz cieplejszy. Na dworze było chłodno, a ten dziwny przedmiot to było prawdziwe cieplutkie niebo. Kot ponownie zahaczył go łapką.
Wtedy telefon nagle zaczął śpiewać. Kot przestraszył się, uderzył go mocniej a on uparcie nie milkł. W tej walce z grającą puszką kot nie zauważył, iż pod drzewem nie jest już sam.
Cała złość Jagody wyparowała, gdy zobaczyła prawdziwego hultaja. Pod drzewem siedział rudy, smutny kot, który z furią łomotał łapą w jej telefon, próbując go uciszyć. Ale kiedy dostrzegł Jagodę…
Pobiegł do niej, jak do starej znajomej. Tak mruczał, tak ocierał się o dłonie nie dało się oprzeć. Jagoda stała osłupiała tym rudym atakiem czułości.
Kot ocierał się o jej policzki, jakby całował. Był przemarznięty nic dziwnego, iż tak tulił się do jej gorącego telefonu.
Z telefonem w kieszeni i kotem na ramionach Jagoda powoli wracała do domu, rozmyślając niespiesznie o miłości od pierwszego wejrzenia. Jak bardzo spodobała się temu rudemu stworkowi! Po takiej pieszczocie nie miała serca zostawić go pod gołym niebem.
A kot, szalejąc z radości, wił się na jej ramionach, mrucząc i ocierając pyszczkiem o jej usta i brodę, choć Jagoda próbowała unikać tych pieszczot ale prawdę mówiąc, było jej to bardzo miłe. Wydawał się być zwykłym ulicznym kotem, a tu taki przytulak.
Cała tajemnica tkwiła jednak w czymś prostym
Kot był oszołomiony od zapachu waleriany, którą godzinę wcześniej Jagoda nalała sobie dla ukojenia nerwów.












