Koniec świata już w najbliższych godzinach. Pastor wskazał dokładną datę

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: Koniec świata. Źródło: Youtube Sterta Głupot


Dziś, 12 października 2026 roku, rozpoczyna się okres, w którym według jego przepowiedni ma dojść do wydarzenia określanego przez media jako koniec świata. Joshua Mhlakela twierdzi, iż 12 lub 13 października nastąpi biblijne pochwycenie wierzących. Duchowny przekonuje, iż otrzymał tę informację podczas nadprzyrodzonych wizji i tym razem nie będzie kolejnego przesunięcia terminu. Jego słowa wzbudzają ogromne zainteresowanie, szczególnie iż wcześniej zapowiadał podobne wydarzenie, które nigdy nie nastąpiło. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać?

Koniec świata w najbliższych godzinach? Pastor wskazał 12 i 13 października

Poniedziałek, 12 października, ma według jednego z najbardziej komentowanych ostatnio kaznodziejów przynieść początek wydarzeń, które na zawsze zmienią losy ludzkości.

Joshua Mhlakela, pastor pochodzący z Republiki Południowej Afryki, twierdzi, iż poznał termin biblijnego pochwycenia wierzących. W jego przekonaniu ma ono nastąpić właśnie 12 lub 13 października 2026 roku.

Jeszcze kilka dni temu informacje o tej przepowiedni można było traktować jako zapowiedź dotyczącą nadchodzącego tygodnia. Teraz wskazana przez kaznodzieję data już nadeszła.

Oznacza to, iż według jego słów zapowiadane wydarzenie miałoby nastąpić jeszcze dzisiaj albo jutro, 13 października.

Nie jest jednak znana konkretna godzina. Pastor wskazał dwudniowy okres, nie podając wiarygodnego sposobu ustalenia dokładnego momentu rzekomego wydarzenia.

Sprawa ponownie wywołała dyskusję w internecie. Niektórzy obserwatorzy śledzą wypowiedzi kaznodziei, inni przypominają jego wcześniejsze błędne przepowiednie.

Warto jednak zaznaczyć, iż nie istnieją żadne wiarygodne dowody wskazujące na rzeczywisty koniec świata w dniach 12–13 października. Jest to wyłącznie religijna przepowiednia konkretnego człowieka.

Co ma się wydarzyć 12 lub 13 października? Pastor mówi o pochwyceniu wierzących

Choć media często używają określenia „koniec świata”, zapowiedź Joshuy Mhlakeli dotyczy nieco innego wydarzenia.

Duchowny mówi o tak zwanym pochwyceniu wierzących, znanym w języku angielskim jako Rapture.

W niektórych nurtach chrześcijaństwa pojęcie to odnosi się do przekonania, iż Jezus Chrystus zabierze swoich wyznawców do nieba przed nadejściem okresu wielkiego ucisku.

Według tej interpretacji na Ziemi miałby później rozpocząć się czas wyjątkowych trudności i dramatycznych wydarzeń.

Mhlakela jest przekonany, iż właśnie taki moment nadejdzie 12 lub 13 października 2026 roku.

Pastor twierdzi, iż nie ustalił daty samodzielnie. Utrzymuje, iż otrzymał wskazówki podczas nadprzyrodzonych objawień.

Według jego relacji historia wizji sięga 2018 roku. Wówczas miał po raz pierwszy doświadczyć spotkania z Jezusem, które odebrał jako zapowiedź przyszłych wydarzeń.

Kolejne doświadczenia miały utwierdzić go w przekonaniu, iż jest w stanie określić dokładny termin.

Nie przedstawił jednak niezależnie weryfikowalnych dowodów potwierdzających prawdziwość tych twierdzeń.

„Nie będzie innej daty”. Pastor twierdzi, iż tym razem jest pewien

Szczególne zainteresowanie wzbudziła stanowczość, z jaką kaznodzieja przedstawia swoją najnowszą zapowiedź.

Po wcześniejszych nieudanych przepowiedniach można byłoby oczekiwać większej ostrożności. Tymczasem Mhlakela przekonuje, iż 12 i 13 października stanowią termin ostateczny.

W opublikowanym w internecie nagraniu powiedział, iż Bóg miał wskazać mu właśnie te dwa dni.

Według jego interpretacji termin wiąże się z prawdziwą datą biblijnego Święta Trąb.

Pastor utrzymuje, iż tradycyjne obliczenia kalendarzowe są błędne i iż wydarzenie, na które czeka, nastąpi miesiąc później, niż wynikałoby to z powszechnie stosowanego kalendarza żydowskiego.

Kaznodzieja zapowiedział zatem nie odległą przyszłość, ale okres, który właśnie się rozpoczął.

To sprawia, iż jego wypowiedzi ponownie zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.

Jednak zdecydowany ton przepowiedni nie jest dowodem na jej prawdziwość.

Co więcej, podobną pewność duchowny okazywał już wcześniej, wskazując daty, które minęły bez zapowiadanych wydarzeń.

Wcześniej zapowiadał koniec świata. Wyznaczony termin minął i nic się nie stało

Joshua Mhlakela zyskał rozgłos już w 2025 roku.

Wówczas zapewniał, iż pochwycenie wierzących nastąpi 23 lub 24 września.

Zapowiedź błyskawicznie rozprzestrzeniła się w internecie. Relacje pastora o rzekomych wizjach zaczęły docierać do osób w różnych częściach świata.

Niektórzy wyznawcy uwierzyli, iż zbliża się wydarzenie ostatecznie zmieniające rzeczywistość.

Według zagranicznych mediów część zwolenników kaznodziei miała podejmować bardzo poważne decyzje życiowe.

Pojawiały się doniesienia o osobach, które sprzedawały samochody lub nieruchomości, a choćby rezygnowały z pracy, przygotowując się na zapowiadane wydarzenie.

Kiedy jednak nadszedł 23 września 2025 roku, nic z tego, co zapowiadał pastor, się nie wydarzyło.

Nie zakończyło to jego działalności.

Mhlakela zaczął przedstawiać kolejne wyjaśnienia i wskazywać nowe terminy.

Później twierdził między innymi, iż Bóg miał odroczyć wydarzenie, aby dać ludziom dodatkowy czas na nawrócenie.

Teraz kaznodzieja wraca z nową datą, zapewniając, iż tym razem nie dojdzie już do kolejnego przesunięcia.

Dlaczego akurat 12 i 13 października? W tle pojawił się kalendarz żydowski

Podstawą najnowszych wyliczeń Mhlakeli ma być jego interpretacja żydowskiego Święta Trąb, utożsamianego w tych rozważaniach ze świętem Rosz ha-Szana.

To jedno z najważniejszych świąt judaizmu, wyznaczające początek żydowskiego Nowego Roku.

W niektórych interpretacjach chrześcijańskich Święto Trąb bywa łączone z wydarzeniami dotyczącymi czasów ostatecznych.

Pastor uważa, iż adekwatna data obchodów została błędnie wyliczona i powinna przypadać właśnie w połowie października.

Z tego powodu wskazał 12 i 13 października jako termin pochwycenia wierzących.

Jest jednak poważny problem z tym rozumowaniem.

Według kalendarza żydowskiego Rosz ha-Szana w 2026 roku rozpoczęło się wieczorem 11 września i zakończyło 13 września.

Nie przypada więc na dni wskazywane przez kaznodzieję.

Jego obliczenia nie znajdują potwierdzenia w powszechnie stosowanym kalendarzu żydowskim.

To kolejny powód, dla którego zapowiedź pastora spotyka się ze sceptycznymi reakcjami.

Czy w Polsce również miałoby dojść do końca świata?

Wypowiedzi południowoafrykańskiego duchownego nie ograniczają się do jednego kraju.

Według jego przekonań pochwycenie wierzących miałoby mieć charakter globalny i dotyczyć ludzi w różnych częściach świata.

Właśnie dlatego wiadomość zainteresowała również polskich internautów.

Ponieważ wskazany termin już nadszedł, pojawia się pytanie, czy według tej przepowiedni coś niezwykłego miałoby wydarzyć się także w Polsce.

Pastor nie przedstawił jednak wiarygodnych informacji pozwalających określić miejsce ani godzinę rozpoczęcia zapowiadanego wydarzenia.

Nie ma żadnych naukowych przesłanek, aby mieszkańcy Polski lub jakiegokolwiek innego kraju mieli przygotowywać się na koniec świata 12 albo 13 października.

Religijna wizja Mhlakeli nie jest komunikatem instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludności ani ostrzeżeniem przed rzeczywistym zagrożeniem.

Nie należy też podejmować na jej podstawie pochopnych decyzji finansowych czy rodzinnych.

Duchowni krytykują przepowiednię. Przypominają istotny fragment Biblii

Nowa zapowiedź wzbudziła kontrowersje również w środowiskach chrześcijańskich.

Część kaznodziejów zwraca uwagę, iż wyznaczanie konkretnej daty powtórnego przyjścia Jezusa stoi w sprzeczności z tradycyjnymi interpretacjami niektórych fragmentów Nowego Testamentu.

Szczególne znaczenie ma tutaj Ewangelia według świętego Mateusza.

W rozdziale 24, wersecie 36, znajduje się stwierdzenie, zgodnie z którym dokładny dzień i godzina tych wydarzeń nie są znane ludziom.

To właśnie ten fragment przywołują krytycy religijnych przepowiedni wskazujących konkretne daty.

Zwracają również uwagę na powtarzający się schemat: kiedy wyznaczony dzień mija, autor przepowiedni przedstawia nowe wyjaśnienie i przesuwa termin.

W przypadku Joshuy Mhlakeli podobna sytuacja miała już miejsce.

Dlatego jego najnowsze twierdzenia są odbierane przez krytyków z dużym sceptycyzmem.

Do zapowiadanej daty nie zostały już dni. Rozstrzygnięcie według pastora ma nastąpić dziś lub jutro

Największą uwagę zwraca w tej chwili fakt, iż wskazana przez kaznodzieję data nie jest już odległą zapowiedzią.

Dziś jest poniedziałek, 12 października 2026 roku. To pierwszy z dwóch dni, w których według Joshuy Mhlakeli miałoby nastąpić pochwycenie wierzących.

Drugi wyznaczony dzień przypada jutro, 13 października.

Oznacza to, iż w kalendarzu pastora nadszedł moment, który sam przedstawiał jako ostateczny termin swojego proroctwa.

Nie podał jednak dokładnej godziny. Nie sposób więc określić, ile godzin pozostało do rzekomego wydarzenia.

Wiadomo natomiast, iż nie jest to pierwsza tak stanowcza deklaracja duchownego.

Jego wcześniejsze przepowiednie nie spełniły się, a uzasadnienie obecnej daty budzi poważne wątpliwości.

Nie ma żadnych wiarygodnych dowodów, iż w najbliższych godzinach rzeczywiście wydarzy się coś nadzwyczajnego.

Choć przepowiednia ponownie przyciąga uwagę mediów, należy traktować ją jako niepotwierdzone twierdzenie religijne, a nie zapowiedź realnego zagrożenia.

Jedno pozostaje pewne: termin wskazany przez pastora właśnie nadszedł. Już 13 października będzie można ocenić, czy jego kolejna zapowiedź podzieliła los wszystkich poprzednich.

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Aleksandra Kwaśniewska późnym wieczorem przekazała wieści o mężu. Pilnie zwróciła się do fanów

Idź do oryginalnego materiału