Dżem z mniszka lekarskiego
Skończyła się już śnieżna zima. W tym roku mrozy nie były mocne, wszystko łagodne, śniegu sporo, ale już wszyscy mieli dosyć tej zimowej monotonii. Człowiek aż pragnie już zrzucić z siebie ciepłe kurtki i otulić się pierwszą zielenią, poczuć różnorodność kolorów wiosny.
Do małego miasteczka powiatowego w końcu zawitała wiosna. Zofia wyjątkowo lubi ten czas, zawsze niecierpliwie czeka na przebudzenie natury. Patrząc z okna trzeciego piętra, myślała sobie:
Z cieplejszymi, wiosennymi dniami miasto jakby obudziło się ze snu. choćby ciężarówki inaczej warczą, targ zrobił się gwarny. Ludzie w kolorowych płaszczach, kurtkach załatwiają swoje sprawy, a ptaki budzą nas wcześniej niż budziki. Ach, jak dobrze wiosną, a latem chyba jeszcze lepiej
Zofia mieszka tu od dawna, teraz żyje w dwójkę z wnuczką Jagodą, która chodzi do czwartej klasy. Rok temu rodzice Jagody wyjechali na kontrakt do Egiptu oboje lekarze zostawili córkę pod opieką babci.
Mamo, przekazujemy ci naszą Jagódkę, nie będziemy jej przecież ciągnąć aż tam, wiemy, iż zaopiekujesz się ukochaną wnuczką mówiła do Zofii jej córka.
No jasne, przecież zaopiekuję się, będzie mi weselej na tej emeryturze. Jedźcie, a my tu z Jagodą sobie poradzimy zapewniała babcia.
Hurra, babciu! W końcu będziemy razem chodzić do parku, bo rodzice wiecznie nie mają czasu. Na mnie też nie cieszyła się Jagoda.
Zofia nakarmiła Jagodę śniadaniem, wysłała do szkoły i zabrała się za domowe sprawy. Dzień zleciał jej nie wiadomo kiedy.
Do sklepu pójdę, a potem już Jagoda wróci ze szkoły myślała, szykując się do wyjścia.
Wyszła z klatki i od razu zobaczyła dwie sąsiadki na ławce, podłożyły sobie poduszki, bo ławka jeszcze zimna. Pani Barbara kobieta bez wieku czy to siedemdziesiąt, czy osiemdziesiąt, a może więcej, zawsze cię to trzyma w sekrecie. Mieszka na parterze w kawalerce. Pani Wanda, również starsza, 75 lat, oczytana, zna całą masę ciekawych opowieści, śmieje się głośno i promienieje euforią całkowite przeciwieństwo Barbary, ta zawsze jest z wszystkiego niezadowolona.
Jak tylko śnieg zejdzie i słońce ogrzeje, ta ławka nigdy nie jest wolna ktoś zawsze zasiada. A pani Barbara z Wandą należą do stałych bywalczyń. Siedzą od rana do wieczora, tylko na obiad wracają do domu, a potem znów na ławkę. Obie wiedzą wszystko o wszystkich nic im nie ujdzie uwadze.
Czasem i Zofia przysiada do nich. Dyskutują o nowościach, artykułach z Przyjaciółki, serialach, a pani Barbara uwielbia opowiadać o swoim ciśnieniu.
Dzień dobry, dziewczyny zagadała Zofia z uśmiechem już dyżurujecie?
Dzień dobry, Zosiu! A jakże, dyżurujemy, bo jeszcze nam absencję wpiszą! rzuciła Barbara i zerknęła na jej torbę A ty chyba do sklepu się zbierasz?
Właśnie idę, zanim Jagoda wróci, obiecałam jej coś słodkiego za piątki odpowiedziała Zofia i ruszyła dalej.
Dzień toczył się swoim rytmem. Odbieranie wnuczki ze szkoły, obiad, lekcje, trochę telewizji.
Babciu, idę na tańce usłyszała Zofia.
Jagoda już stała z plecakiem i telefonem w dłoni. Od sześciu lat chodzi na zajęcia taneczne, bardzo to lubi i występuje przy każdej okazji, co napawa babcię dumą.
Dobrze, Jagódko, biegnij! powiedziała Zofia i odprowadziła ją do drzwi.
Wieczorem Zofia usiadła sama na ławce przed blokiem, czekając na wnuczkę z zajęć.
Szukasz towarzystwa? zagadnął ją sąsiad z drugiego piętra, pan Tadeusz.
A gdzie tam, w taki dzień jak dziś to choćby marzyć o samotności nie można, wiosna, słońce, ptaki śpiewają, wszystko wokół zielone, aż się człowiek cieszy odpowiedziała Zofia.
Faktycznie, wiosna w pełni, słońce grzeje, ptaszki ćwierkają, żółto wszędzie od podbiału, przypomina mi miniaturowe słoneczka odparł z uśmiechem sąsiad.
W tym momencie podbiegła Jagoda i rzuciła się babci na szyję wołając:
Hau, hau!
No, wariatka, przestraszyłaś mnie, prawie mi serce stanęło roześmiała się Zofia.
No, jeszcze za wcześnie na takie rozmyślania poklepał ją po ramieniu pan Tadeusz.
Chodź, kochanie, starłam dla ciebie marchewkę z cukrem, a do tego ulubione kotleciki zaprosiła wnuczkę Zofia.
Pan Tadeusz wstał razem z nimi.
Zofia, aż się głodny zrobiłem, jak mówiłaś o kotletach! Idę coś zjeść. Potem może jeszcze wyjdziemy na ławkę, albo pójdziemy na spacer rzucił sąsiad.
Nie obiecuję, mam sporo roboty, ale zobaczymy
Jednak Zofia wyszła wieczorem na ławkę.
Pożegnawszy się z sąsiadem, z Jagodą weszły do klatki. On wszedł za nimi.
Babciu, pan Tadeusz chyba się w tobie podkochuje! śmiała się Jagoda w przedpokoju.
Ty już nie wymyślaj! zbyła ją Zofia.
Naprawdę, widzę jak na ciebie patrzy, a gdyby tak na mnie patrzył Marcin z równoległej klasy, to wszystkie dziewczyny by mi zazdrościły roześmiała się wnuczka.
Siadaj już do stołu, bystrzacha. Może i Marcin jeszcze spojrzy uśmiechnęła się Zofia.
Wieczorem faktycznie Zofia wyszła na ławkę, a pan Tadeusz już na nią czekał. Co dziwne, nie było pań Barbary ani Wandy.
Odeszły przed chwilą na kolację zameldował sąsiad z radością.
Od tego wieczora coraz częściej spotykali się z Tadeuszem, czasem choćby szli razem do parku po drugiej stronie ulicy. Czytali gazety, komentowali przepisy, aktorów, dzielili się opowieściami.
Tadeusz nie miał w życiu łatwo. Dawno temu miał żonę, córkę i wnuka. Wdowiec został wcześnie, córkę Marysię wychowywał sam, jak umiał. Pracował na dwóch etatach, by córka nie czuła niedostatku, ale też przez to mało ją widywał wracał, gdy ona już spała, rano wychodził zanim jeszcze zdążyła się obudzić.
Córka dorosła, wyszła za mąż, wyjechała do Krakowa, urodziła syna. Kilka razy przyjechała odwiedzić ojca, potem kontakt się urwał. Ich spotkania bywały raczej chłodne. Z mężem się rozstała po piętnastu latach, syna wychowuje sama.
Zosiu, moja Marysia zadzwoniła, powiedziała, iż za dwa dni przyjedzie. Po latach! powiedział Tadeusz, już dawno przeszli na ty, rozmawiali o wszystkim, znali się dobrze.
Może zatęskniła, z wiekiem człowiek pragnie być bliżej rodziny zaproponowała Zofia.
Nie wiem, nie jestem pewien
Marysia przyjechała. Cały czas taka sama chłodna, szorstka, zamknięta w sobie. Tadeusz spodziewał się poważnej rozmowy i nie mylił się.
Tato, wpadłam w konkretnej sprawie zaczęła Marysia. Sprzedajmy mieszkanie i zamieszkaj z nami. Będzie weselniej, z wnukiem, zawsze to raźniej mówiła stanowczo, od razu było widać, iż podjęła decyzję.
Ale Tadeusz źle się czuł w tej rozmowie, nie chciał wyjeżdżać z ukochanego domu do obcego miasta pod dozór szorstkiej córki. Odmówił, tłumacząc, iż przyzwyczaił się do samotności.
Marysia nie zamierzała odpuszczać. Dowiedziała się, iż ojciec przyjaźni się z sąsiadką Zofią i przeszła do niej z wizytą. Uprzejmie się przywitała, siadła w kuchni. Zofia zaparzyła herbatę, postawiła cukierki i dżem z mniszka lekarskiego.
Słucham cię, Marysiu zagaiła łagodnie.
Zauważyłam, iż bardzo się przyjaźnicie z moim ojcem zaczęła. Może mogłabyś go namówić w ważnej sprawie.
Jaka to sprawa?
Pomóż przekonać go, żeby sprzedał swoje mieszkanie. Po co mu tyle metrów samemu? Czy nie można pomyśleć o innych? zakończyła ostro.
Zofia była zaskoczona cynizmem Marysi, odpowiedziała, iż nie zamierza tego robić. Wtedy Marysię zupełnie poniosła złość, zaczęła krzyczeć na Zofię.
No tak, pewnie sama chcesz zagarnąć to mieszkanie. Znalazłaś sobie samotnego staruszka, wnuczce chcesz zapewnić posag Spędzacie razem wieczory, rozmawiacie o mniszku, oba takie mniszki, a tu Pewnie już do urzędu złożyliście papiery! Ale ostrzegam, nic z tego nie będzie! przeszła na ty i dorzuciła nic ci się nie uda, stara wiedźmo! Po czym zatrzasnęła drzwi i wyszła.
Zofii było bardzo przykro, bała się, iż inni sąsiedzi posłyszą te krzyki. Marysia niedługo potem wyjechała. Zofia starała się omijać Tadeusza, uciekała, kiedy go widziała, wracała gwałtownie do domu.
Ale jakby nie unikać, życie samo wszystko poukłada. Pewnego dnia, wracając ze sklepu, zobaczyła Tadeusza siedzącego przed blokiem, z rękami pełnymi żółtych kwiatów, choćby zaczynał z nich wić wianek.
Zofio, nie uciekaj poprosił. Usiądź na chwilę. Przepraszam za moją córkę. Wiem, co mówiła Rozmawiałem poważnie z nią, wnukowi pomagam i będę pomagać. Ale ona nie można tak, jak ona. Wyjechała i powiedziała, iż nie ma już ojca zamilkł, potem podał jej niedokończony wianek z mniszka. Proszę, weź. A ja ugotowałem dżem z mniszka lekarskiego, bardzo zdrowy i smaczny, musisz spróbować. Do sałatek też świetny mówił z uśmiechem sąsiad.
Po tej rozmowie przystąpili razem do robienia sałatki. Zofia wypiła później herbatę z dżemem z mniszka, naprawdę jej posmakował. Wieczorem znów poszli do parku:
Mam najnowszy numer naszego ulubionego miesięcznika powiedział Tadeusz poczytamy pod lipą na ławce.
Zofia usiadła obok i roześmiała się. Rozmowa się rozkręciła, zapomnieli o świecie. Dobrze im było razem.
Dziękuję, iż czytacie, subskrybujecie i wspieracie. Powodzenia w życiu!










