Mistka Marka była niezwykle piękna. Gdyby była mężczyzną, i tak wybrałby ją. Wiesz, są kobiety, które znają swoją wartość. Idą prosto, z godnym strojem, patrzą prosto w oczy, słuchają do końca. Nie są pośpieszne, nie mają nerwowych gestów, nie czują potrzeby odsłaniania ramion ani wywyższania biustu, by zwrócić na siebie uwagę; zachowują królewski spokój i nigdy nie gubią się w własnym charakterze.
Marek wybrałby ją właśnie dlatego, iż była jego przeciwieństwem. Bo on sam był taki: zawsze w biegu, podnosił głos na dzieci i na żonę, rzeczy wypadały mu z rąk, nie potrafił się zebrać, w pracy ciągle był w tyle, szefowie nieustannie się na niego gniewali. Nosił zawsze spodnie i koszulki albo swetry, bo kto ma czas, by zakładać sukienkę czy bluzkę? Nie pamiętał już, kiedy ostatnio prasował koronki czy hafty. Jedynie nowoczesna suszarka do ubrań uwalniała go od troski o prasowanie.
Mistka była nieomylnie elegancka. Sylwetka, sposób chodzenia, długie nogi, bujna czupryna, przejrzyste oczy, piękna twarz aż trudno było nie dotknąć jej ręką! Odkąd ją zobaczył, nie mógł już spokojnie oddychać. Wszystko stało się jasne po służbowej wizyty w odległej dzielnicy Warszawy. Zmęczona i głodna, weszła przypadkowo do kawiarni Zielona Herbata. Lokal był pełny; jedynie w rogu stało wolne stolik. Usiadła, podniosła wzrok znad menu i nic jej nie umknęło. Rozpoznała mężczyznę siedzącego przy niej. I zobaczyła ją.
On trzymał jej dłonie w swoich dłoniach, całował powoli palce. To było jak obraz: jego palce pachnące bazylią. Chciało mu się spojrzeć w dół, ale rozpoznał, iż kobieta jest czymś więcej.
Ogarnął go dziwny stan. Jakby przy poparzeniu: widzisz czerwone ślady na skórze i wiesz, iż za chwilę będzie boleć, ale wciąż czekasz na ból, starając się oddechem ulżyć ranie. Musiało to boleć, a w środku było tylko pustka. Nic więcej.
Marek wrócił do domu na czas. Zwykle jest spokojny i wyważony. To ona zawsze podnosi głos, jest impulsywna, porywcza. On jest umiarkowanie ognisty, ma przyjemne poczucie humoru, jest solidny zupełny kontrast.
Cały wieczór chciała go zapytać bezpośrednio, tonem neutralnym: Jak jest z tą kochanką? Widziałam cię wczoraj w Zielonej Herbacie, była przepiękna, rozumiem, i ja nie powstrzymałabym się. Mówiła i patrzyła, jak z czoła spływa kropla potu, jak rumieni się i walczy, by zachować spokój.
Dobrze, i co dalej? kontynuowałaby. Czy dzieci mają ją poznać? Czy nowa mama przyjdzie z własnym mieszkaniem, czy my przeniesiemy ją pod nasz dach? Nie odpowiedział. Jak zwykle, mężczyzna objął ją, zasnął gwałtownie obok niej.
Może nie doszli jeszcze do sypialni, pomyślała, uciekając na swoją stronę łóżka i uśmiechając się w myślach. Myślała o kobiecie, która widzi zdradę własnymi oczami i wciąż twierdzi, iż coś jej się podoba.
Byli może dopiero na początku, w fazie spojrzeń, w rytmie bijących serc. On i tak potrafił się ukryć, nie zdradzić niczego ani spojrzenia, ani ruchu.
Obracała się w łóżku, spała w kawałkach, śniła kolorowe kwiaty i kochanki w nieznanych czerwonych sukienkach.
Rano wstała z ciężką głową, ruszyła wolniej niż zwykle, spokojnie przygotowała dzieci do szkoły.
Cały dzień zastanawiała się, co zrobić. Co zwykle robią kobiety, które łapią mężczyzn z innymi kobietami? Szukałyby w Google? Google nie dało odpowiedzi. Nie miałaby żadnego planu. Żyć dalej?
Nie sądziła, iż musi coś wymyślać. Żyła jak przedtem ta sama rutyna, ten sam mąż, który wraca na czas, bez obcego zapachu na koszuli, wesołe hałaśliwe dzieci, wyjścia do kina w niedzielę. To samo dwukrotny romans w tygodniu, czasem trzy, jeżeli zwracała uwagę na szczegóły.
Może popełniła błąd w tej kawiarni? Nie. Zadzwoniła w południe; nie odebrał. Wsiadła w taksówkę i pojechała znowu do tej samej kawiarni. Powiedziała taksówkarzowi krótkie wyjaśnienie: czeka ważna przesyłka do pracy. Samochód Marka stał naprzeciwko. Zobaczyła ich obu wsiadających razem.
Rozjaśniła twarz, poprosiła taksówkarza o butelkę wody, udawała rozmowę i krzyknęła teatralnie do zamkniętego telefonu: Ależ niech wam będzie wstyd z tą paczką! Już nie czekam, jadę do pracy!. choćby wtedy nie zależało jej, co myśli taksówkarz.
Kiedy dowiadujesz się o kochance, życie się odwraca. Rozwód? Może. Ale jak żyć inaczej? Czy znosić? Dla czego, dla kogo?
Przypomniała sobie parę przyjaciół, w której mąż miał kochankę. Ukrywał się, kłamał, ale żona w końcu się dowiedziała. Było skandalicznie, on upierał się, iż to nieprawda, aż znaleziono dowody: wiadomości na telefonie. Mówiło się, iż go zhakowano, iż to zazdrość konkurentów.
Wtedy jej mąż powiedział stanowczo: Nigdy nie skłamałbym. Byłoby żenujące zaprzeczać. jeżeli coś robisz, musisz to przyznać. Decyzja jest prosta: albo zerwać z kochanką i zostać przy rodzinie, albo odejść i dbać o własnych.
To wydawało się godne podziwu. Co za powaga! Tak, łatwo doradzać z boku, nie będąc w centrum. Gdy życie wystawia cię na próbę, gdy inni liczą na twoją decyzję i równowagę, odwaga i spokój znikają w jednej chwili.
Wróciła do tej samej kawiarni i usiadła przy ich stole. Mistka podniosła zdziwione oczy. Mąż zastygnął, potem zmarszczył dłonie pod stołem. Cisza. Interesowało ją, co się dzieje. Mistka od razu zrozumiała, kim jest. Albo już o tym wiedziała.
Mąż chciał mówić, ale ona podniosła rękę: Nie, nie muszę już tego zauważać, prawda? powiedziała cicho. Nic tu nie jest nienormalne. To się zdarza. Ale proszę, pomyślcie, jak to rozwiązać mamy dzieci, wspólne mieszkanie, starzejących się rodziców. Jesteście dorosłymi, dacie radę.
Wstała. Świeżo wyprasowana sukienka dobrze jej leżała. Szkoda, iż nie nosiła jej od dawna.
Czasem odwaga to umiejętność mówienia prawdy i podążania dalej z godnością, choćby było to najtrudniejsze. A godność kobiety nie zależy od butów ani od uprasowanej sukienki, ale od spokoju, z jakim na końcu potrafi zebrać siły i iść dalej własnym życiem.












