KOCHAĆ W TRAWIE ZACISZA, ZNOSIĆ KOCHAJĄC
U Pawła i Małgorzaty małżeństwo było po ślubie kościelnym.
W dniu ślubu, kiedy orszak weselny już zbliżał się do kościoła na Starym Mieście w Krakowie, nagle rozpętała się letnia gwałtowna burza. Przyszła niespodziewanie, szarpiąc bezlitośnie welon z głowy panny młodej. Welon uniósł się ku niebu jak balonik, zatańczył w powietrzu i w końcu opadł wycieńczony w kałużę. Wszyscy goście tylko westchnęli. Burza ustała, jak gwałtownie się zaczęła. Paweł od razu pobiegł po welon, ale nie zdążył go złapać.
Śnieżnobiały welon leżał w czarnej kałuży. Małgorzata w rozpaczy zawołała do swego przyszłego męża:
-Paweł, nie podnoś go! Nie założę już tego welonu!
Sąsiadki i starsze panie, które zawsze przesiadywały na ławkach przed kościołem, szeptały między sobą: No, teraz to młodych czekają burze i niedole całe życie.
Małgorzacie w najbliższym sklepie kupili sztuczny biały kwiat, wpięli jej go we włosy. czasu w szukanie nowego welonu nie było nie wypada przecież spóźnić się na własny ślub!
Nowożeńcy stali w przedsionku kościoła trzymając świece ślubne, składali Bogu przysięgę małżeńską przed ołtarzem, a przecież już wcześniej podpisali akt małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego i mieli piękne wesele tak dla ludzi
Po trzech latach wspólnego życia mieli już dwoje dzieci: córkę Jadwigę i syna Michała. Prowadzili spokojne, rodzinne życie, nie wiedząc, co to troska.
Po dziesięciu latach do domu Pawła i Małgorzaty zapukała młoda kobieta.
Małgorzata zawsze była gościnna i chętna do rozmowy z każdym, kto przyszedł; każdy był mile ugoszczony, najedzony, napojony herbatą, wysłuchany. Ale tego dnia gość był wyjątkowy. Przyszła, gdy Pawła nie było w domu.
Od razu zorientowała się, iż nieznajoma jest młoda, ładna i bardzo zadbana.
-Dzień dobry. Mam na imię Kinga. Jestem przyszłą żoną pani męża przedstawiła się cicho dziewczyna.
-Jakże to ciekawe! zaniemówiła Małgorzata.
Od dawna Paweł zalicza się pani do narzeczonych? podjęła niecodzienny dialog.
Długo. Ale już dłużej czekać nie mogę. Będziemy mieli z Pawłem dziecko oświadczyła bez zażenowania Kinga.
Typowy scenariusz Żona kochanka nieślubne dziecko
Wie pani w ogóle, iż jestem z Pawłem po ślubie kościelnym? Mamy dzieci próbowała przemówić jej do rozsądku Małgorzata.
O wszystkim wiem. Ale my się kochamy! Na zawsze! Możecie się przecież rozwiązać. Przecież pani mąż pani nie dochował wierności. To jest możliwe nalegała Kinga.
Proszę pani! Nie radzę mieszać się w cudze małżeństwo. Bez pani poradzimy sobie z naszymi sprawami zirytowała się Małgorzata. Do widzenia!
Dziewczyna wzruszyła ramionami i gwałtownie wyszła.
Małgorzata zatrzasnęła z hukiem drzwi wejściowe.
Wszystko wypytała No nie, nie oddam ci Pawła! rozgniewała się Małgorzata.
Zaczęła sobie uświadamiać, iż Paweł jakoś od jakiegoś czasu źle się odnosi do niej, do dzieci. W takich sytuacjach mężczyźni niby później wracają z pracy, wyjeżdżają nagle w delegację, interesuje ich nagle weekendowy wypad na ryby albo polowanie, choć wcześniej nie mieli żadnego hobby. Wszystko to zaczęło się dziać i z Pawłem. Kobieta zawsze wyczuwa takie rzeczy; czuje się napięcie, niepokój, domyślność…
Ale Małgorzata odpędzała czarne myśli. Być może sobie coś wyobrażała, a mąż jest niewinny?
Wieczorem, gdy Paweł wrócił, Małgorzata zaprosiła go na kolację. Wiedziała: najpierw dobrze nakarmić męża, potem rozwiązywać rodzinne sprawy.
Po podziękowaniu za smaczny posiłek, Małgorzata przeszła do rzeczy:
-Pawełku, zakochałeś się? zastanawiała się, jak zacząć ten trudny temat zdrady.
Tak odpowiedział niepewnie Paweł.
Dzisiaj była u mnie twoja wybranka. To poważne? bała się odpowiedzi.
Jestem łajdakiem! Nie mogę bez Kingi żyć, duszę się bez niej! Próbowałem zerwać, nie wyszło Puść mnie, Małgosiu! błagał Paweł.
Puszczam Małgorzata wiedziała, iż nie ma sensu przemawiać do sumienia ani rzucać argumentów typu: Przecież mamy dzieci, zastanów się. Życie wszystko samo poukłada.
Paweł odszedł do ukochanej.
A Małgorzata poszła po radę do księdza w krakowskiej parafii. Ksiądz wysłuchał jej żalów, próbował ją pocieszyć:
Córko, miłość wszystko znosi i nigdy nie ustaje! Tak pisze Pismo. Zapamiętaj to. Masz prawo wystąpić o unieważnienie małżeństwa, bo mąż dopuścił się niewierności. Możesz też wybaczyć i modlić się za niego, czekać. Niezbadane są wyroki Boga
Po dwóch miesiącach Małgorzata poczuła pod sercem dziecko. To było dziecko Pawła. Kobieta ucieszyła się, traktując to jako znak, iż Paweł może kiedyś się opamięta i wróci. Z tą myślą Małgorzata wytrwała do dnia porodu.
Urodził się synek. Mama Małgorzaty zaproponowała mu imię Janek. Może twój Pawełek wróci, córeczko. Życie różne bywa.
Na szczęście mama Małgorzaty bardzo jej pomagała. Opiekowała się wnukami, karmiła wszystkich, przekazywała bajki przy kolacji i uczyła dzieci rozumu.
Paweł nie zapomniał o Jadwidze i Michale. Przynosił im zabawki, jeździł z nimi nad Bałtyk, przysyłał pieniądze w kopercie dla Małgorzaty.
Małgorzata zabroniła dzieciom mówić ojcu o narodzinach Janka. Czy jednak posłuchali? Jadwiga wszystko ojcu opowiedziała, będąc u niego w odwiedzinach. Paweł pomyślał, iż w końcu Małgorzata ma nowego partnera. Serce mu się ścisnęło, wróciły wspomnienia dawnego szczęścia Nie przypuszczał nawet, iż to jego własny syn!
W tym czasie Kinga, jego nowa żona, leżała w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Paweł co chwila jeździł z owocami, ogórkami kiszonymi, szukał gdzieś kredy ekspedientek Kinga cierpiała na niedobór wapnia i zajadała się kredą. Niestety, wszystko skończyło się tragedią urodziła martwą dziewczynkę. Jedna bieda nie minęła, druga już na progu.
Druga ciąża zakończyła się poronieniem.
Kinga strasznie cierpiała po wszystkich tych stratach, postanowiła zrobić sobie przerwę, odłożyć marzenia o dziecku. Ale los napisał swój własny scenariusz
Paweł był blisko żony, wspierał ją jak mógł. Uważał, iż sam jest winny tym nieszczęściom. Każdy miał swoje zmartwienia.
A u Małgorzata coraz częściej pojawiał się jej dawny kolega ze studiów, Wojciech. Dawniej podkochiwał się w Małgorzacie, studiował z nią przez wszystkie lata, a zaraz po obronie dyplomu poprosił ją o rękę. Nigdy nie patrzyła jednak na Wojciecha jak na przyszłego męża był za bardzo wylewny, drobiazgowy, ulubieniec mamy. Choć wiele dziewczyn z roku go podziwiało, choćby między sobą rywalizowały o jego względy, Małgorzata jasno dała mu do zrozumienia, iż interesuje ją Paweł. Odstąpił, wtedy na jakiś czas
Pewnego dnia Małgorzata wracała autobusem w pochmurny, jesienny dzień. Usiadł przy niej jakiś mężczyzna.
Czy mogę? zapytał.
Proszę odsunęła się, nie patrząc choćby w jego stronę.
Smutno pani? nie dawał za wygraną.
Nie odwracając się, westchnęła: A panu co do tego?.
Ale mężczyzna nie dawał się spławić.
Małgosiu, to ja! przywitał się Wojciech.
Małgorzata aż się rozpromieniła.
Wojtek! Sto lat cię nie widziałam! Co słychać?
Opowiedz lepiej o sobie! Z Pawłem jesteś szczęśliwa? zapytał Wojciech.
Zapraszam cię do siebie! Żona się nie obrazi, jak się spóźnisz? śmiała się Małgorzata już, ciągnąc go za rękaw do wyjścia.
Po drodze Wojciech kupił butelkę wina, owoce i smakołyki dla dzieci. Przy domowej kolacji Małgorzata opowiedziała mu wszystko do końca. Musiała się komuś wygadać. Wojciech bardzo jej współczuł, nie przerywał, kiwał głową ze zrozumieniem. Na koniec wyznań Małgorzata pocałowała go w policzek. Wojciech, uszczęśliwiony, wrócił do siebie.
Jak się okazało, nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci.
Wojciech zaczął coraz częściej odwiedzać Małgorzatę. Przynosił dzieciom upominki, jej kwiaty.
Małgorzata od razu postawiła sprawę jasno:
Przychodź, jeżeli chcesz, ale ja czekam na męża. Nie będę pozwalała sobie na żadne wolności.
Wojciech i z tym się pogodził. Będziesz dla mnie jak siostra, a dzieci jak siostrzeńcy.
I tak się wpasował
Tymczasem u Pawła i Kingi stało się coś dobrego: Kinga urodziła piękną, zdrową córeczkę. Nadali jej imię Bożena. Żeby była blisko Boga
Kinga całą siebie oddała długo wyczekiwanemu i wymarzonemu macierzyństwu.
Nie raz wspominała rozmowę z Małgorzatą. Oj, nie jest to szczęście ukradzione! Sama gorycz…
Dopiero po narodzinach Bożeny zaczęła rozumieć, co przyniosła do życia Małgorzaty. Cudze nieszczęście nie daje rozumu.
Paweł bardzo pokochał swoją Bożenkę. Zasypywał ją nowymi zabawkami, w nocy nie szczędził sił, by usypiać ją w kołysce. Kochał ją przy kąpieli. Kinga nie mogła się napatrzeć na aż tak troskliwego ojca.
Czas płynął
Minęło pięć lat.
Wszystkie dzieci dorosły, a dorośli jeszcze bardziej zyskiwali doświadczeń.
Niestety, Kinga ciężko zachorowała. Miała wtedy zaledwie trzydzieści lat. Paweł nie mógł sobie znaleźć miejsca; szpitale, lekarze, kosztowne leczenie, leki
Kinga żegnała się z życiem. Była już gotowa odejść. Paweł jak mógł dodawał jej otuchy, widział, iż Kinga każdego dnia gaśnie, była o krok od wieczności.
Kiedy lekarze odesłali już beznadziejną pacjentkę do domu, Kinga ledwo szepnęła Pawłowi:
Zawieź mnie do swojej żony. Proszę!
Paweł był zdziwiony, ale nie sprzeciwił się.
Małgorzata już wiedziała o śmiertelnej chorobie Kingi jej córka Jadwiga, która odwiedzała ojca, opowiedziała wszystko. Dlatego, kiedy Paweł zadzwonił z prośbą o przyjęcie Kingi, Małgorzata się zgodziła.
Paweł przywiózł Kingę do dawnego domu. Była tak słaba, iż Paweł musiał zanieść ją na rękach.
Cała rodzina czekała na wyjaśnienia.
Małgorzata wskazała oczami łóżko. Paweł położył Kingę delikatnie, poprawił poduszkę.
Zostawcie mnie z Małgosią. Proszę wyszeptała Kinga.
Wszyscy wyszli posłusznie z pokoju.
Małgorzata podeszła bliżej do łóżka, przyglądnęła się chorej. W trumnie leżą piękniej pomyślała.
Potem usiadła na brzegu łóżka.
Wybacz, jeżeli potrafisz, Małgosiu! Spadła na mnie kara Boża Proszę, zaopiekuj się Bożenką! Oprócz ciebie i Pawła, nie mam nikogo. Obiecaj, iż wychowacie Bożenę razem prosiła łamiącym się głosem Kinga.
Jej łzy płynęły strumieniami.
Małgorzata ujęła ją rękę.
Kinga, Bóg nas nie karze, sami siebie karzemy! Ja dawno ci wybaczyłam. Bożeną się zaopiekujemy. I jeszcze zamieszkajcie u mnie z Pawłem. Jemu ciężko, tobie ciężko Dom duży, wszyscy się pomieścimy!
Obiecuję ci wyzdrowiejesz! Zobaczysz! Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy! pocieszała ją Małgorzata.
W jej domu, jak w bajkowym dworku, dla wszystkich znalazło się miejsce.
Cała rodzina, a najgorliwiej Wojciech, opiekowali się Kingą. Od pierwszego dnia otoczył ją troską i niemal nie opuszczał jej łóżka. Prowadził rozmowy, pocieszał, rozbawiał dzieci, znajdował dla Kingi czułe słowa, które leczyły. choćby nie zauważył, jak się w niej zakochał. Bożenę nazwał Bożą stokrotką. Dziewczynka rzeczywiście była cudowna.
Kinga bardzo chciała żyć! Walczyła!
Małgorzacie udało się wlać w nią iskierkę nadziei; Kinga chwyciła się tej cieniutkiej nitki życia i nie puszczała
Minęło pół roku pełnego rozpaczy i żmudnego leczenia. Kinga powoli zaczęła sama wychodzić do ogrodu, głęboko wdychała pachnące powietrze, wystawiała twarz na słońce i uśmiechała się. Życie powoli wracało do jej zmęczonego ciała
Kinga myślała o Wojciechu. Pawła już nie kochała, był czyimś mężem, więc nie sięgaj po cudze! tego nauczyła się na zawsze! A Wojciech naprawdę był dobrym człowiekiem, taki, przy którym nie zgubisz się nigdy. Jego miłości wystarczy na całą rodzinę pokochał i Kingę, i Bożenkę, jak swoje. Takie rodziny też bywają. Kinga obiecała sobie zrobić wszystko, żeby miłość Wojciecha była odwzajemniona. Trzeba tylko zdrowia!
Coraz lepiej wracała do sił.
…Nadszedł dzień, w którym Kinga przy obiedzie ogłosiła:
Małgosiu i Pawle! My z Bożenką i Wojciechem opuszczamy wasz dom. Nigdy nie doświadczyłam takiej dobroci, dziękuję wam za wszystko!
Paweł i Małgorzata spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Wiedzieli już dawno, iż między Wojciechem a Kingą rodzi się prawdziwa MIŁOŚĆ.
Jeszcze wcześniej Paweł odbył rozmowę z Małgorzatą:
Małgosiu! Niezależnie od wszystkiego, zawsze chcę być z tobą. Twoja dobroć nie ma granic czy mnie przyjmiesz? Mamy wychować razem naszej trójkę dzieci! Na kolanach będę cię przepraszał!
I jak myślisz, Pawełku? Przyjmę! A może jeszcze ja powinnam cię przeprosić? Widocznie nie byłam ci dość dobrą żoną, skoro cię na inną skusiło! Życie nauczy każdego, choćby jeżeli nie chce! obejmowała i całowała Małgorzata błądzącego męża.
A co z Bożenką, Paweł? Jesteś jej ojcem! Ona cię kocha martwiła się Małgorzata.
Tak, Bożenka to moja córka! I nigdy jej nie zostawię, dom zawsze dla niej otwarty odpowiedział stanowczo Paweł.
Wojciech, Kinga i Bożenka szykowali się do wyjazdu.
Kinga na pożegnanie przywołała Pawła do siebie:
Kochaj Małgosię! Bardziej niż życie! Nie rani jej. Nigdy nie zapomnę o tobie, Pawle! Kinga pożegnała Pawła pocałunkiem.
Bądź szczęśliwa, Kingo odpowiedział PawełPotem podeszła do Małgorzaty i mocno ją przytuliła. Poczuły obie, jak przez tę chwilę, przez uścisk, przez spojrzenie przekazywane są sobie siły, zrozumienie i cicha, kobieca solidarność. Bo przecież wszystko już zostało powiedziane i przebaczone.
W ogrodzie dzieci śmiały się radośnie, goniąc motyle. Bożenka ostatni raz objęła Małgorzatę za szyję.
Ciociu, będę do ciebie pisać! obiecała z zapałem.
Małgorzata uśmiechnęła się ciepło, patrząc na rozbawione dzieci swoje i cudze, a przecież jakby własne. Czuła dumę i wdzięczność, iż potrafiła otworzyć serce nie tylko dla nich, ale dla całego niespodziewanego życia, jakie przyniosły jej burze i cisze. Patrząc na Pawła, zrozumiała, iż miłość naprawdę wszystko znosi i iż powraca silniejsza, gdy pozwoli się jej odejść i wybaczyć.
Droga odjeżdżających powoli rozmywała się w złotym popołudniu. Wojciech ujął Kingę za rękę, a Bożenka co chwilę odwracała się, machając radośnie.
W domu Małgorzata nalała Pawłowi herbaty, jak kiedyś i posadzili dzieci na kolana. Na stole stał świeży chleb i miód, pachniała mięta z ogrodu. Wszystko było, jak być powinno zwyczajnie, a jednak zaczarowanie. Paweł spojrzał na Małgorzatę i dzieci z nową czułością.
Za oknem wiatr poruszył gałęzie drzew, jakby śmiał się z nimi. Burza dawno już ustała.
I kiedy dzieci wybiegły znów na trawę, a w powietrzu unosił się tylko śmiech i zapach lata, Małgorzata zamknęła oczy, dziękując w ciszy za nowe początki: za miłość, która choć kaleczona rozkwita, gdy przebaczy się przeszłości. Za dom, w którym jest miejsce dla wszystkich pogodzonego serca.
Bo najpiękniej jest kochać w trawie zacisza i pozwolić, by miłość wygrała choćby po największej burzy.




