Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo to historia jak z kryminału z prawdziwego życia no, u nas, w Polsce! Dorota już od dłuższego czasu podejrzewała swojego męża, Grzegorza, o zdradę. Za dużo miał tych pilnych spotkań, za często wyjeżdżał do warsztatu po narzędzia, a do tego wracał z dziwnymi zapachami, które nijak nie pasowały do jego opowieści. Nic nie mówiła, obserwowała to wszystko w milczeniu, ale w końcu nie wytrzymała i wynajęła prywatnego detektywa no bo wiesz, w Polsce to się robi, jak już człowiek nie daje rady.
Detektyw obiecał sprawdzić wszystko w dwa dni. Rano Dorota dostała smsa: tylko adres, żadnych wyjaśnień. Proszę jechać natychmiast. To ważne. Musi pani zobaczyć to osobiście. Serio, tak samo napisał.
Dorota wsiadła w samochód i przez prawie godzinę jechała coraz dalej od Warszawy. Najpierw normalnie, potem coraz mniejsze miejscowości, aż w końcu została tylko polna droga prowadząca w las. Serce jej waliło jak dzwon, myślała, iż usłyszy je pół Mazowsza. Wszystko sobie wyobrażała: chałupę jakiejś kochanki, samochód Grześka pod płotem, wiejski romans ukryty na wsi… No wiesz, te wszystkie historie z plotek.
Dojeżdża do tego adresu, a tam stara, ceglana rudera jak jakiś zapomniany przez czas magazyn. Ani jednego auta, ani śladu człowieka. Zrobiło jej się autentycznie nieswojo, żołądek jakby ktoś ścisnął ręką. Wysiadła, telefon w dłoni, gotowa dzwonić do detektywa albo choćby na policję.
Drzwi do budynku były lekko uchylone, tak jakby ktoś właśnie przed chwilą tam wszedł i nie zamknął. Weszła do środka, a tam smród wilgoci, rdza i śmieci na podłodze. Ale w kącie zobaczyła równą drewnianą płytę. Zrobiła krok, dotknęła a płyta cicho się odsunęła.
Za nią była druga, malutka sala. I tam, na brudnym, starym materacu… siedziała kobieta. Wychudzona, pobladła, przykuła Dorotę wzrokiem. Trzymały ją łańcuchy.
Dorota zastygła z przerażenia. Obca kobieta podniosła głowę powoli, jakby każdy ruch sprawiał jej ból.
Ty jesteś żoną? wyszeptała ledwo słyszalnie. Nie powinnaś tu być. On mówił, iż nigdy się nie dowiesz.
Kto? Dorota sama nie rozpoznała swojego głosu.
Tamta spojrzała w bok.
Twój mąż. Trzyma mnie tu od siedmiu miesięcy. Powiedział, iż szuka zamienniczki.
I wtedy Dorota zobaczyła na podłodze tacę z jedzeniem zupa była jeszcze ciepła, ktoś musiał tu być dosłownie przed chwilą.
I nagle, za jej plecami, rozległy się kroki. Właśnie przyjechała policja, którą zawiadomił detektyw.
No mówię Ci, czegoś podobnego nie przeżyłabym choćby w najgorszym śnie.













