Kierownictwo sieci wielopowierzchniowych sklepów z różnymi rzeczami, typu zlew, typu sedes, drzwi, wykładziny, śrubki, meble ogrodowe czy lampy, nie jest tajemnicą który sklep, ale i tak jej nie zdradzę. W każdym razie nazwa zaczyna się na C a kończy astorama, więc to kierownictwo zaczęło wymagać od pracowników, by pytali klientów wychodzących bez zakupów, dlaczego nic nie kupili. I słuszna inicjatywa, Bo co. Nie podobało się? Przyjdzie taki klient do sklepu, połazi, zużyje tlenu, podotyka, podepta alejki i nic nie nabywa. A gdyby tak wycieczka szkolna przyszła do sklepu i zobaczyła, iż dany klient nic nie kupuje, to jaki przykład da dzieciom, i niech nie ściemnia gościu, iż nie widział nigdy wycieczki szkolnej. Stoi taki 40 minut przed półką z silikonami, gapi się w ścianę, później bierze tyłek w troki i do domu. Przepytywania nic nie kupujących klientów powinny być jednak głębsze, uświadamiające niekupującym ich błąd. A młotek się nie spodobał?