Klasyczna Fenestra – Grand Theft Auto IV

gazetafenestra.pl 1 tydzień temu
GTA IV stanie się w tym roku pełnoletnie / Autorka grafiki: Zuzanna Prusiewicz, (Fragment grafiki – okładka GTA IV: https://www.deviantart.com/slimtrashman/art/GTA-IV-Box-Art-v2-61790377, SlimTrashman, CC BY-NC-ND 3.0)

Gdybym miał jednym słowem określić źródło sukcesu gier z serii „Grand Theft Auto”, to użyłbym słowa „rewolucyjność”. Już pierwsza część z 1997 roku wyróżniła się na tle konkurencji poprzez uczynienie z protagonisty przestępcy. Przy trzeciej odsłonie gracze dostali do swobodnej eksploracji otwarte, trójwymiarowe miasto. Później było „Vice City” z gwiazdorską obsadą i fabułą inspirowaną filmem „Człowiek z blizną”, a następnie jeszcze „San Andreas” – większe od poprzedniczki pod każdym względem. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, która wywróciła do góry nogami całą serię. Wiele decyzji było jednak na tyle kontrowersyjnych, iż twórcy w późniejszym „Grand Theft Auto V” zrobili kilka zdecydowanych kroków wstecz.

Jedyne takie GTA

Produkcja z 2008 roku jest bardziej „dojrzała” względem innych tytułów z serii. Osiąga to nie tylko za sprawą poważniejszej fabuły, ale też mrocznego świata przedstawionego. Nie bez znaczenia jest również bardziej przyziemna rozgrywka czy mechaniki. W grze wcielamy się w pochodzącego z Europy Wschodniej Niko Bellica, który wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych w pogoni za lepszym życiem. Jego kuzyn, Roman, obiecywał mu spełnienie amerykańskiego snu. Na miejscu okazuje się jednak, iż zamiast eleganckiej rezydencji i pięknych kobiet, krewniak ma jedynie ciasną kawalerkę pełną karaluchów. Bohater gwałtownie powraca do dawnego, przestępczego życia. Ponadto demony przeszłości nie dają o sobie zapomnieć – protagonista ma bowiem traumatyczną przeszłość w wojsku. Kluczowym wątkiem staje się też chęć zemsty, której motyw Rockstar wykorzystał wyjątkowo dobrze. To gracz ma podjąć decyzję, czy Niko powinien jej dokonać. Wybór ten jest jednak trudniejszy niż mogłoby się wydawać.

Wybory moralne były dla serii rewolucyjne, ale poza bagażem emocjonalnym nie mają dużego wpływu na całość fabuły. Zaledwie ostatnia decyzja ma rzeczywiste znaczenie. Jest to jednak wybór tragiczny. Ostatecznie zabieg ten pasuje do mrocznej historii, która nie mogła skończyć się dobrze. Obydwa możliwe zakończenia „Grand Theft Auto IV” to bolesne ostrzeżenia o zgubnym kierunku kryminalnej drogi. Nie oznacza to jednak, iż gra jest cały czas poważna. Twórcy nie zrezygnowali z satyry ówczesnej rzeczywistości. przez cały czas chętnie śmieją się z mediów, korporacji czy polityki. Poza tym zabawne dialogi i szalone postacie również są jak najbardziej obecne.

Poważna historia ma jednak konsekwencje dla rozgrywki. W poprzednich częściach nie brakowało niezwykle kreatywnych, często absurdalnych zadań. „Czwórka” jest pod tym względem mocno ograniczona. Zaryzykuję stwierdzenie, iż pomimo dobrego wykonania cierpi ona na wtórność misji. Wiele z nich opiera się na prostym: pojedź do danego miejsca i zabij wszystkich wrogów. Oczywiście są od tego liczne wyjątki, ale przez cały czas jest to zauważalny problem.

Jedną najbardziej kontrowersyjnych, ale i wyróżniających się cech „Grand Theft Auto IV” była mechanika jazdy samochodami. Twórcy postawili na większy realizm niż w pozostałych częściach serii. Samochody wolniej nabierają prędkość, dłużej hamują i trudniej wchodzą w zakręty. Dodatkowo w przypadku zderzenia Niko może wypaść przez przednią szybę. Pierwsze kilka godzin rozgrywki miałem trudności z jeżdżeniem po mieście, ale z czasem przyzwyczaiłem się do takiego modelu jazdy. Ostatecznie jego dobre opanowanie sprawiło, iż prowadzenie było dla mnie niezwykle satysfakcjonujące.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na samo miasto, w którym dzieje się akcja gry. Inspirowane Nowym Jorkiem Liberty City do dzisiaj robi olbrzymie wrażenie. Gęsto zabudowana metropolia została wykonana przez twórców z zaskakującą dbałością o detale. Nie brakuje tu możliwych do odwiedzenia lokacji takich jak restauracje, kręgielnie oraz kabarety. Każda dzielnica ma swój własny klimat i sprawia wrażenie autentycznej – pełnej samochodów, rozgadanych przechodniów, a także graffiti czy śmieci. Świat przedstawiony zdaje się brudny, przytłaczający tak, jak opowiedziana w nim historia Niko. Efekt potęgowany jest przez oświetlenie i filtry koloru – w pochmurne dni Liberty City staje się niemal szare. Noce natomiast przywodzą mi na myśl słynnego „Taksówkarza” z Robertem De Niro.

Liberty City dobrze oddaje ducha Nowego Jorku / Źródło: https://pixabay.com/pl/photos/zachód-słońca-manhattan-miasto-3875817/, fot. C1ri

Podróż w czasie

Paradoksalnie „Grand Theft Auto IV” nie zestarzało się znacząco pod względem grafiki czy mechanik rozgrywki. Zdezaktualizował się świat przedstawiony. Przez te osiemnaście lat zmieniła się rzeczywistość, czyniąc z gry swego rodzaju kapsułę czasu. Liberty City na zawsze będzie już tkwić duchem w latach dwutysięcznych. Telefony komórkowe są tam powszechne, ale daleko im do współczesnych telefonów. Dostęp do Internetu jest natomiast ograniczony do komputerów w rozsianych po mieście kafejkach internetowych. Te również są już reliktem przeszłości. Sama przygotowana przez twórców sieć ma w sobie parodię blogów czy portalu randkowego. Aktualne w humorystycznym przedstawieniu przez Rockstar pozostały jedynie reklamy i spam na skrzynce mailowej.

W tym miejscu warto docenić wykorzystanie mediów, takich jak radio czy strony portali informacyjnych, jako sposobu na poszerzenie świata przedstawionego. Gracz za ich pośrednictwem może poznać ciekawostki o życiu w Liberty City, a choćby usłyszeć newsy o własnych dokonaniach. Przykładowo jedna z misji kończy się wysadzeniem pewnego budynku, co później będzie poruszane w serwisach informacyjnych. To samo tyczy się innych kluczowych dla fabuły akcji, w których udział bierze Niko.

Techniczne kłopoty

Wersja na komputery osobiste ukazała się po ponad pół roku od wersji konsolowej. Niestety, ale pod względem technicznym była to porażka ze strony twórców. Problemy z optymalizacją sprawiły, iż tytuł cierpiał na poważne spadki w ilości klatek na sekundę. choćby mocne, jak na tamte czasy, konfiguracje miały trudność w utrzymaniu płynnego działania gry. Dodatkowo liczne błędy utrudniały, a często i uniemożliwiały rozgrywkę. Dużą przeszkodą dla wielu graczy była choćby sama instalacja oraz późniejsze uruchomienie produkcji. W tym celu wymagane było pobranie dwóch dodatkowych programów i założenie na nich kont. Były to jednak usługi cierpiące na własne problemy techniczne, powodujące przy tym kolejne błędy w grze. Instalacja pecetowej wersji stała się tematem wielu memów w społeczności. To właśnie z uruchomieniem tej części serii walczył Kamil Steinbach na jednym z hitów polskiego YouTube tamtych czasów.

Obecnie „Grand Theft Auto IV” działa na komputerach znacznie lepiej. Instalacja jest łatwa i była dla mnie całkowicie bezproblemowa. Do uruchomienia gry nie potrzeba już dodatkowego systemu poza launcherem od twórców. Naprawiono też liczne błędy oraz problemy z optymalizacją. Mimo to wciąż uważam, iż pod względem technicznym nie jest zbyt dobrze. Osobiście doświadczyłem licznych błędów, w tym kilku wyjątkowo irytujących. Najpoważniejszy z nich niemal powstrzymał mnie przed ukończeniem gry. Otóż pod koniec finałowej misji Niko wskakuje do lecącego helikoptera, a zadaniem gracza jest mu w tym pomóc poprzez szybkie wciskanie spacji. Problem w tym, iż ta mechanika nie działa poprawnie, więc bohater zawsze spada, a gracz musi zacząć misję od nowa. Po kilku próbach byłem gotów się poddać i obejrzeć zakończenie na YouTube. Ostatecznie błąd udało mi się pokonać dopiero za sprawą poradnika.

Mniej szkodliwy, ale przez cały czas dość irytujący błąd dotyczy mostu Algonquin. Jest to jedna z głównych arterii miasta, przez którą przejeżdżałem wielokrotnie w trakcie rozgrywki. Zawsze doświadczałem wtedy problemu z działaniem kierowców. Ci bowiem nagle zmieniają pas, taranując przy tym siebie nawzajem lub choćby całkowicie blokując ruch. Jest to szczególnie problematyczne z racji realistycznie długiej drogi hamowania pojazdów. Co ciekawe, błąd ten towarzyszy grze już od czasów jej premiery na konsolach.

Pomimo problemów „Grand Theft Auto IV” jest dla mnie tytułem bardzo dobrym. Udowadnia on, iż gry wideo mogą być dojrzałym medium zdolnym poruszać poważne tematy. Chociaż mankamenty techniczne produkcji są irytujące, to nie przyćmiewają one wartościowej fabuły oraz mrocznego klimatu. Unikalność skierowana w kierunku większego realizmu była przyjemną odmianą dla serii. Zdecydowanie jest to pozycja, której warto dać szansę. Oferuje ona coś więcej poza dobrą zabawą.

Jakub SARNOWSKI

Idź do oryginalnego materiału