Wsiadasz do ciężarówki po zmienniku i adekwatnie po kilku sekundach już wszystko wiesz.
Papierosy. Tłuste plastiki. Brud. Materac, na którym nie bardzo masz ochotę położyć własną pościel. Charakterystyczny zapach, który siedzi w kabinie mimo otwartych drzwi i zaczyna przechodzić na ubrania.
A przed Tobą nie osiem godzin pracy.
Masz w tej kabinie jechać, jeść, odpoczywać, przebierać się i również spać przez następne kilka albo kilkanaście dni.
Temat pojawił się ostatnio grupie Kierowcy Cystern (Tanker Drivers) na Facebook. Jeden z kierowców dostał samochód po brudasie i palaczu. Jak opisał, ścianki były tłuste i śmierdzące, a on próbował już praktycznie wszystkiego: prania odkurzaczem, różnej chemii, zamgławiania, ozonowania, wietrzenia, choćby kawy.
Kabina została praktycznie rozebrana na części.
Poprawa?
Niewielka.
Smród przez cały czas został, a tłusty osad wciąż wychodził.
W komentarzach pojawiły się trzy główne szkoły. Jedni: prać wszystko, wietrzyć i ozonować. Drudzy: przestać kombinować i oddać auto profesjonalnej firmie. Trzeci poszli jeszcze dalej: w ciężarówkach użytkowanych przez kilku kierowców powinien obowiązywać bezwzględny zakaz palenia.
I właśnie tutaj zaczyna się znacznie ciekawszy temat niż samo pytanie: czym umyć kabinę?
Kabina ciężarówki to nie zwykłe miejsce pracy
Biurko po poprzednim pracowniku można przetrzeć.
Krzesło można wymienić.
Po ośmiu godzinach zamykasz drzwi biura i jedziesz do domu.
Kierowca międzynarodowy często w swoim „biurze” również mieszka.
Tutaj je śniadanie. Tutaj robi pauzę. Tutaj trzyma ubrania. Tutaj śpi. Kilkadziesiąt centymetrów od twarzy ma podsufitkę, ściany i zasłony. Pod nim leży materac, a kilka godzin dziennie działa ogrzewanie postojowe, klimatyzacja albo nawiew.
Dlatego czystość kabiny to nie fanaberia.
Nie chodzi o to, czy na desce rozdzielczej leżą dwa papierki, a na dywaniku jest trochę piasku.
Problem zaczyna się wtedy, gdy kolejny człowiek otrzymuje miejsce pracy i odpoczynku, które przez miesiące lub lata było jednocześnie palarnią.
Papieros zgasł. To nie znaczy, iż wszystko zniknęło
Jest pojęcie, o którym część kierowców prawdopodobnie nigdy nie słyszała: thirdhand smoke, czyli pozostałości dymu tytoniowego pozostające na powierzchniach już po zgaszeniu papierosa i przewietrzeniu pomieszczenia.
Badano ten problem również we wnętrzach samochodów.
W jednym z badań używanych aut pobierano próbki z powietrza, kurzu oraz powierzchni. Samochody należące do osób palących w środku miały znacząco wyższe poziomy nikotyny niż samochody osób niepalących. Co ciekawe, choćby w samochodach palaczy deklarujących zakaz palenia we własnym aucie zanieczyszczenie powierzchni i kurzu mogło przez cały czas występować.
Czyli zapach jest tylko tym, co wyczuwa nos.
Nie mówi nam wszystkiego o tym, co zostało na powierzchniach.
Inne badania pokazały dodatkowo, iż nikotyna osadzona na powierzchniach może w określonych warunkach uczestniczyć w reakcjach prowadzących do powstawania specyficznych dla tytoniu nitrozoamin. Takie związki wykrywano również na powierzchniach wewnątrz samochodu osoby palącej.
Nie oznacza to oczywiście, iż wejście do starej ciężarówki automatycznie zrobi komuś krzywdę.
Pokazuje jednak, iż stwierdzenie „przecież teraz nikt tutaj nie pali” nie zamyka tematu.
Tłuste ścianki? Najpierw trzeba usunąć brud
I tutaj dochodzimy do pierwszego wniosku praktycznego.
Jeżeli kabina jest oblepiona tłustym osadem, nie zaczynałbym od ozonu, choinki zapachowej ani kawy wysypanej na talerzyk.
Najpierw trzeba fizycznie usunąć brud.
Deska rozdzielcza, kierownica, drzwi, uchwyty, schowki, ściany, ramy łóżka, plastiki wokół foteli.
W mocno zapuszczonej kabinie jedno przetarcie szmatką może nie wystarczyć. o ile na powierzchni przez kilka lat osadzały się zabrudzenia, tłuszcz i dym papierosowy, trzeba je po prostu dokładnie umyć odpowiednim preparatem do danego materiału.
I tutaj ważna uwaga.
Mocniejsza chemia nie zawsze oznacza lepszą chemię.
Kabina ciężarówki ma mnóstwo różnych tworzyw, gum, lakierowanych elementów, ekranów i materiałów. Zanim zalejemy wszystko przypadkowym preparatem, lepiej sprawdzić jego zastosowanie i zrobić próbę w niewidocznym miejscu.
I nigdy nie mieszamy na własną rękę różnych środków czyszczących, zwłaszcza preparatów zawierających chlor z inną chemią.
Patrzysz na fotel, a problem może wisieć nad głową
Podsufitka.
Bardzo łatwo o niej zapomnieć.
Fotel wygląda źle, więc go pierzemy. Materac śmierdzi, więc zajmujemy się materacem. Plastiki są tłuste, więc przecieramy plastiki.
A nad nami znajduje się ogromna powierzchnia, na którą przez lata również trafiał dym papierosowy.
W ciężarówce dochodzą jeszcze materiałowe obicia ścian, zasłony, firanki, pokrowce, siatki schowków i cała część sypialna.
Jeżeli ktoś palił w kabinie regularnie, nie ma większego sensu wyprać tylko fotela i oczekiwać cudu.
Trzeba potraktować wnętrze jako całość.
Z podsufitką radziłbym jednak szczególnie uważać. Nie każdą można bezkarnie przemoczyć odkurzaczem piorącym. Nadmiar wody i niewłaściwa chemia mogą skończyć się zaciekami albo odklejeniem materiału.
I właśnie w tym momencie profesjonalny detailing przestaje wyglądać jak niepotrzebny wydatek.
A materac?
To dla mnie jeden z ważniejszych elementów całego problemu.
Bo w osobówce fotel po palaczu jest nieprzyjemny.
W ciężarówce na materacu po poprzedniku masz jeszcze spać przez osiem czy dziewięć godzin.
Jeżeli jest stary, zapuszczony, poplamiony i przez lata stał w kabinie, w której regularnie palono, czasami bardziej rozsądnym rozwiązaniem będzie jego wymiana niż kolejne próby ratowania.
To samo dotyczy pościeli czy innych elementów osobistych pozostawionych przez poprzedniego kierowcę.
Są rzeczy, które warto wyczyścić.
I są rzeczy, które po prostu warto wyrzucić.
Po sprzątaniu jest dobrze. Włączasz nawiew i znowu wali
Kolejny punkt, o którym łatwo zapomnieć: wentylacja i filtr kabinowy.
Można wymyć pół ciężarówki, wyprać fotel, łóżko i zasłony, a później odpalić nawiew i zastanawiać się, skąd ponownie pojawił się ten charakterystyczny zapach.
Dlatego przy przejmowaniu mocno zadymionego samochodu warto zainteresować się również filtrem kabinowym i stanem układu wentylacji.
Zwłaszcza jeżeli zapach staje się wyraźniejszy właśnie po uruchomieniu nawiewu albo ogrzewania.
I znów — o ile trzeba rozbierać lub profesjonalnie czyścić elementy układu, niekoniecznie powinien robić to kierowca na parkingu przy użyciu przypadkowego preparatu z marketu.
Ozonowanie. Magiczny przycisk „usuń smród”?
Tutaj pewnie zacznie się największa dyskusja.
Bo przy praktycznie każdym takim temacie znajdzie się ktoś, kto powie:
„Ozonator. Dwie godziny i po sprawie.”
A chwilę później drugi kierowca odpowie:
„Ozonowałem trzy razy i przez cały czas śmierdzi.”
Problem polega na tym, iż ozonowanie zaczęło być traktowane niemal jak magiczne lekarstwo na każde zaniedbane wnętrze.
Tymczasem amerykańska Environmental Protection Agency zwraca uwagę na dwie bardzo istotne rzeczy.
Po pierwsze, przy stężeniach, które nie przekraczają norm zdrowotnych, ozon ma niewielką skuteczność w usuwaniu wielu zanieczyszczeń z powietrza.
Po drugie, ozon sam w sobie jest substancją drażniącą dla układu oddechowego. EPA przestrzega przed stosowaniem generatorów ozonu w przestrzeniach, w których przebywają ludzie.
Czyli parkingowy patent:
„Odpalę ozonator, a sam położę się na górnym łóżku”
odpada.
Kabina podczas takiego zabiegu nie może być traktowana jak normalnie użytkowana przestrzeń. Trzeba przestrzegać instrukcji konkretnego urządzenia i procedury dotyczącej ponownego wejścia oraz przewietrzenia.
Nie kopiowałbym też z internetu magicznych czasów typu „dokładnie godzina”, „trzy godziny” albo „zostaw na całą noc”.
Urządzenia różnią się wydajnością, a kabina ciężarówki jest bardzo małą przestrzenią.
Ozonowanie brudnej kabiny nie zastąpi sprzątania
To chyba najważniejsze zdanie w całym materiale.
Najpierw usuń źródło problemu. Później zajmuj się tym, co zostało.
EPA w swoich materiałach dotyczących jakości powietrza wskazuje ogólną zasadę, iż oczyszczanie powietrza nie zastępuje usunięcia źródła zanieczyszczeń i wentylacji.
I dokładnie tak podszedłbym do ciężarówki.
Jeżeli podsufitka przez cały czas jest brudna, materac przesiąknięty, popielniczka pełna osadu, a plastiki tłuste, ozonowanie nie zamieni tej kabiny w sterylny pokój hotelowy.
Kawa, soda, ocet i parkingowa szkoła detailingu
Oczywiście są jeszcze domowe sposoby:
Kawa, soda, ocet, pochłaniacze zapachów, neutralizatory, kilka dni wietrzenia.
I zapach do kabiny tak mocny, iż po pięciu minutach sam chciałbyś wysiąść.
W rozmowach kierowców znajdziemy zwolenników praktycznie każdej metody.
Jednemu pomogła kawa.
Drugi twierdzi, iż uratowało go kilkudniowe wietrzenie.
Trzeci mówi, iż dopiero pranie całej kabiny i ozonowanie dały efekt.
Czwarty poddał się i oddał samochód firmie detailingowej.
Nie robiłbym jednak z żadnego domowego sposobu cudownego rozwiązania.
Bo o ile po zamknięciu samochodu na weekend w poniedziałek ponownie otwierasz drzwi i czujesz papierosy, to znaczy, iż gdzieś przez cały czas zostało źródło tego zapachu.
I kolejna kawa raczej go nie usunie.
Może zamiast kupować dziesiąty preparat, oddać auto profesjonaliście?
Przy lekkim zabrudzeniu kierowca spokojnie poradzi sobie sam.
Ale istnieje pewna granica.
Jeżeli samochód wymaga rozbierania elementów wnętrza, dokładnego prania materiałów, czyszczenia trudno dostępnych miejsc, bezpiecznego zajęcia się podsufitką i neutralizacji wieloletniego zapachu, profesjonalna firma może być najrozsądniejszym rozwiązaniem.
Zwłaszcza iż mówimy o samochodzie służbowym.
I tutaj pojawia się pytanie, które moim zdaniem jest dużo ważniejsze od wyboru odpowiedniego płynu.
Dlaczego nowy kierowca ma sprzątać bałagan po poprzedniku?
Przychodzisz do pracy.
Dostajesz kluczyki.
„Twoje auto stoi na placu.”
Otwierasz drzwi.
I zaczyna się archeologia.
Kubki, butelki, resztki jedzenia, popiół, tłuste plastiki, brudna lodówka, materac po kimś. Papierosy czuć jeszcze zanim wejdziesz po schodkach.
I teraz pojawia się podejście:
„Weź sobie płyn, szmatkę i posprzątaj.”
Tylko dlaczego?
Podstawowe utrzymanie porządku przez kierowcę podczas użytkowania auta jest czymś zupełnie normalnym.
Ale doprowadzanie przez pół dnia do używalności kabiny zdewastowanej przez poprzednika to już zupełnie inna sprawa.
Zwłaszcza w firmach pracujących w systemach, gdzie jeden samochód przechodzi regularnie z rąk do rąk.
Zdjęcia przed sprzątaniem
To akurat zrobiłbym zawsze.
Dostajesz brudny samochód?
Najpierw zdjęcia.
Podłoga, fotel, łóżko, ściany, deska, lodówka.
Wszystko, co budzi zastrzeżenia.
I informacja do dyspozytora lub przełożonego jeszcze przed rozpoczęciem sprzątania.
Nie po to, żeby robić aferę.
Po to, żeby za tydzień nikt nie powiedział:
„Przecież samochód dostałeś czysty.”
Jeżeli sytuacja jest naprawdę poważna, firma powinna zdecydować, co dalej: profesjonalne czyszczenie, wymiana części wyposażenia, inne auto czy inne rozwiązanie.
Nie namawiam natomiast do samowolnej odmowy wykonywania pracy — takie kwestie zależą już od konkretnej sytuacji, stanu pojazdu i przepisów obowiązujących w danym kraju.
Palący kontra niepalący. Czy w samochodzie zmianowym powinien być zakaz?
I na koniec temat, który może zrobić największą burzę w komentarzach.
Czy w ciężarówkach użytkowanych przez kilku kierowców powinien obowiązywać całkowity zakaz palenia?
Rozumiem argument palącego:
„Jeżdżę tym autem trzy tygodnie. Mieszkam tutaj. To praktycznie mój drugi dom.”
Tylko później przychodzi czwarty tydzień.
Kluczyki dostaje ktoś inny.
I wtedy to już nie jest wyłącznie sprawa pierwszego kierowcy.
Nowy człowiek ma w tej samej kabinie jeść, spać i spędzać czasem kilkanaście godzin na dobę.
A badania samochodów pokazują, iż pozostałości nikotyny mogą znajdować się na powierzchniach i w kurzu choćby wtedy, gdy papieros został już dawno zgaszony.
Dlatego może rozwiązanie jest prostsze, niż nam się wydaje.
Jeżeli samochód ma jednego stałego kierowcę — firma ustala własne zasady.
Jeżeli auto jest zmianowe — zasady powinny chronić również następnego człowieka.
Następny kierowca też będzie tutaj spał
Nie każdy musi mieć w ciężarówce sterylnie jak na sali operacyjnej.
Jeden wozi trzy pary butów.
Drugi ma ekspres do kawy.
Trzeci pół kuchni.
Czwarty potrafi przez dwa tygodnie żyć z jednej torby.
Każdy ma swoje przyzwyczajenia.
Ale jest różnica między normalnym użytkowaniem auta a pozostawieniem po sobie miejsca, którego następny kierowca zwyczajnie nie chce dotknąć.
Bo ciężarówka to nie tylko kierownica i fotel.
Przez sporą część miesiąca to również sypialnia, jadalnia i miejsce odpoczynku.
Możemy się spierać, czy kierowca powinien mieć prawo palić w przypisanej ciężarówce. Problem zaczyna się wtedy, kiedy oddaje ją następnemu człowiekowi, który ma w tej samej kabinie pracować, jeść i spać.
A Wy?
Dostaliście kiedyś auto po takim zmienniku? Co rzeczywiście pomogło — pranie, ozonowanie, wymiana materaca, profesjonalny detailing, a może dopiero zmiana samochodu?
I drugie pytanie:
w ciężarówkach zmianowych całkowity zakaz palenia — TAK czy NIE?












