Kiedy Valeria zmywała naczynia w kuchni, a do środka wszedł Jan i zgasił światło, zaczęła się rozmow…

newsempire24.com 5 godzin temu

Weronika zmywała naczynia w kuchni, gdy do pomieszczenia wszedł Jan. Tuż przed tym wyłączył światło.

Jeszcze jasno. Można nie marnować prądu mruknął ponuro.

Chciałam wstawić pranie powiedziała Weronika.

W nocy wstawisz odburknął Jan. Prąd będzie tańszy. I nie puszczaj tak mocnego strumienia wody, jak myjesz. Za dużo zużywasz, Weronika. Dużo za dużo. Tak nie można. Czy ty w ogóle rozumiesz, iż wylewasz nasze pieniądze w kanał?

Jan zmniejszył strumień. Weronika spojrzała na męża z rozgoryczeniem, po czym wyłączyła wodę, wytarła ręce i usiadła przy stole.

Jan, patrzyłeś kiedyś na siebie z boku? zapytała cicho.

Cały czas na siebie patrzę z boku odburknął Jan gniewnie.

I co widzisz?

Jako człowieka? dopytał Jan.

Jako męża i ojca doprecyzowała Weronika.

Mąż jak mąż. Ojciec jak ojciec. Normalny, zwyczajny, jak wszyscy. O co ci chodzi?

Chcesz powiedzieć, iż wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty? zapytała Weronika.

O co znowu szukasz zaczepki? Pokłócić się chcesz?

Weronika wiedziała, iż nie ma już drogi powrotnej i tę rozmowę musi dokończyć. Do skutku, aż do Jana dotrze, iż życie z nim to udręka.

Wiesz, czemu ty do tej pory od nas nie odszedłeś? zapytała spokojnie.

A dlaczego miałbym odchodzić? odpowiedział pytaniem i skrzywił się złośliwie.

Może dlatego, iż mnie nie kochasz powiedziała Weronika. Dzieci też nie kochasz.

Jan już chciał się odezwać, ale Weronika mówiła dalej:

I nie mów, iż jest inaczej. Ty nikogo nie kochasz. I nie będziemy o tym dyskutować, bo szkoda czasu. Chciałam mówić o czymś innym. Czemu nie odszedłeś ani ode mnie, ani od dzieci?

No to czemu? spytał Jan.

Z chciwości odpowiedziała Weronika. Z twojej skrajnej oszczędności. Bo dla ciebie rozstanie ze mną to wyłącznie finansowa strata. Ile lat jesteśmy razem? Piętnaście? I co przez te wszystkie lata osiągnęliśmy? Poza tym, iż jesteśmy po ślubie i mamy dzieci co jeszcze? Jakie sukcesy?

Całe życie przed nami wymamrotał Jan.

Nie całe, Janie. I w tym właśnie problem odpowiedziała Weronika. Co przez te lata razem przeżyliśmy? Ani razu nie byliśmy razem nad morzem. Ani razu! Nie mówię o zagranicy, ale choćby w Polsce nigdzie nie pojechaliśmy. Każde wakacje w tym samym miejscu, w mieście. choćby na grzyby za miasto nie jeździmy. Dlaczego? Bo za drogo.

Bo odkładamy pieniądze stwierdził Jan. Dla naszej przyszłości.

My? Może ty odkładasz?

Dla was przecież się staram odpowiedział Jan.

Dla kogo, dla nas? poważnie spytała Weronika. Piętnaście lat skrzętnie zabierasz co miesiąc swoje i moje pieniądze, żeby uzbierać coś dla mnie i dzieci?

A niby dla kogo? Dzięki mnie, wiesz ile już mamy na koncie?

My mamy? Chyba ty zdziwiła się Weronika. Ale załóżmy, iż coś przeoczyłam. Dobrze. Sprawdźmy to. Daj mi proszę pieniądze kupię sobie i dzieciom ubrania. Piętnaście lat chodzę w rzeczach, w których do ślubu szłam i w ubraniach, które oddała mi żona twojego brata. Nasze dzieci też chodzą po kuzynach. A przede wszystkim! Wynajmę wreszcie mieszkanie. Mam już dość mieszkania z twoją mamą.

Mama nam dała dwa pokoje odburknął Jan. Nie powinnaś na nią narzekać. A dzieciom nie ma po co kupować nowych ubrań. Jak ciuchy po dzieciach brata są w dobrym stanie.

A ja? zapytała Weronika. Po kim mam chodzić? Po żonie twojego brata?

Dla kogo masz się stroić? odpowiedział Jan. To śmieszne. Jesteś matką dwójki dzieci, masz trzydzieści pięć lat! Nie szmaty w głowie powinnaś mieć.

A co powinnam mieć w głowie?

Sens życia odpowiedział z patosem Jan. Poza ciuchami i babskimi fanaberiami są rzeczy wyższe, ważniejsze.

O czym ty mówisz? nie rozumiała Weronika.

O rozwoju duchowym. O tym, co naprawdę wartościowe. Powinnaś wznieść się ponad te codzienne troski o ubrania, mieszkanie i takie tam.

Już rozumiem powiedziała Weronika. Dlatego wszystkie pieniądze trzymasz na swoim koncie i nie dajesz nam ani złotówki. Dla naszego szczęścia. Żebyśmy rośli duchowo. Prawidłowo rozumuję?

Wam nic nie można powierzyć! krzyknął Jan. Wszystko byście od razu roztrwonili. A z czego będziemy żyć, jak coś się stanie? Myślałaś o tym?

Z czego, jak coś się stanie? powtórzyła Weronika. Dobre pytanie, Janie! Tylko powiedz mi kiedy my w końcu PRZESTANIEMY się tylko bać i zaczniemy żyć? Nie widzisz, iż my JUŻ żyjemy jakby te twoje jak coś się stanie już się wydarzyło?

Jan milczał, patrząc z nienawiścią.

Oszczędzasz choćby na mydle, papierze toaletowym i serwetkach ciągnęła Weronika. Przynosisz mydło i krem do rąk z fabryki, bo tam dają za darmo.

Grosz do grosza i jest złotówka rzucił Jan sucho. Od drobiazgów się zaczyna. Wydawać na drogi papier czy mydło to głupota.

To powiedz konkretnie, jak długo mam jeszcze czekać zapytała Weronika. Dziesięć lat? Piętnaście? Dwadzieścia? Ile jeszcze masz zamiar odkładać, byśmy w końcu mogli żyć po ludzku? Teraz mam trzydzieści pięć lat i wciąż czas nie nadszedł, czy tak?

Jan znowu milczał.

Spróbuję zgadnąć Weronika patrzyła w przestrzeń. Czterdzieści lat? Wtedy już wolno żyć?

Milczenie.

Rozumiem. Głupio powiedziałam. W końcu czterdziestolatka to przecież dzieciak… A pięćdziesiąt?

Dalej cisza.

Też za wcześnie z politowaniem stwierdziła Weronika. A jeśli, Janie, nie dożyjemy do sześćdziesiątki? Całe życie oszczędzanie, tanie jedzenie, żeby tylko dużo. I wiecznie zły humor. Zauważyłeś? Z takim nastrojem długo nikt nie żyje.

Jak wyprowadzić się od mamy i lepiej jeść, to nie będzie się dało odkładać wybąkał Jan.

No właśnie dlatego od ciebie odchodzę powiedziała cicho Weronika. Mam już dość wiecznego odkładania. Nie chcę więcej. Tobie to pasuje, mi nie.

Jak będziesz żyć bez tego wszystkiego?

Przeżyję. Wynajmę mieszkanie, poradzę sobie. Zarabiam podobnie jak ty. Starczy na wszystko, a co najważniejsze nie muszę słuchać twoich wywodów o oszczędzaniu na prądzie, gazie, wodzie. Pralkę włączę, kiedy będę chciała. I najwyższą jakościowo papier toaletowy będę kupować. W kuchni zawsze będą serwetki. W sklepie kupię to, na co mam ochotę bez czekania na przeceny.

Ale nie dasz rady nic odłożyć! wykrzyknął Jan.

Dam radę, Janie. Twoje alimenty na dzieci będę odkładać uśmiechnęła się ironicznie Weronika. Chociaż nie. Wiesz co, wcale nie będę. Bo po co? Będę wydawać wszystko twoje pieniądze też. Od wypłaty do wypłaty, bez zmartwień. A w weekendy dzieci będą z tobą i z twoją mamą. Dla mnie to oszczędność. A wtedy pójdę do teatru, do restauracji, na wystawę. Latem pojadę nad morze. Jeszcze nie wiem, dokąd, ale na pewno się zdecyduję. Jak tylko od ciebie odejdę, wszystko sobie poukładam.

Janowi pociemniało w oczach. Przeraził się. Nie o żonę, nie o dzieci. O siebie. W głowie gwałtownie policzył ile mu zostanie po alimentach i wydatkach na dzieci. Ale najbardziej bolało go wyobrażenie Weroniki wydającej jego pieniądze na podróże. Według niego to jakby wyrzucała pieniądze w błoto.

Jednego nie powiedziałam dodała Weronika, a w jej głosie zabrzmiało mocne postanowienie. Podzielimy to konto, na którym masz pieniądze.

Jak to podzielimy? nie zrozumiał Jan.

Na pół odpowiedziała Weronika. I ja też wydam te pieniądze. Wszystkie, które uzbierałeś przez piętnaście lat. To też będą moje pieniądze. Nie będę oszczędzać na życie, Janie. Będę żyła już teraz.

Jan bezgłośnie poruszał ustami, jakby szukał słów, ale strach odebrał mu mowę i myśli.

Wiesz o czym marzę, Janie? zapytała Weronika lekko. Żeby, kiedy przyjdzie mój czas odejść na zawsze, nie zostało mi na koncie ani złotówki. Wtedy będę wiedziała, iż wszystko w życiu wydałam na siebie.

Dwa miesiące później Jan i Weronika rozwiedli się.

Idź do oryginalnego materiału