Kiedy skończyłem piętnaście lat, moi rodzice postanowili, iż koniecznie potrzebują jeszcze jednego d…

twojacena.pl 1 dzień temu

Kiedy skończyłam piętnaście lat, moi rodzice postanowili, iż koniecznie potrzebują jeszcze jednego dziecka. Tak więc na świat przyszedł mój brat Kacper. Wszyscy gratulowali i życzyli wszystkiego najlepszego, ale ja nie czułam się w stanie świętować. Nie lubię wracać do tej opowieści, ale muszę ją podzielić.

Moja mama Grażyna cieszyła się, iż ma córkę, ale nie dlatego, iż mnie kochała, a dlatego, iż mogła mnie wykorzystać jako darmową opiekunkę. Gdy Kacper miał rok, nagle przestała go karmić i ruszyła do pełnoetatowej pracy. Babcia Stanisława przychodziła rano, a kiedy wracałam ze szkoły, albo spała, albo już była w domu. Kacper leżał pod moją opieką, płakał bez ustanku i nic nie mogłam go uspokoić.

Nie miałam czasu dla siebie. Musiałam zmieniać pieluchy, go myć, karmić i codziennie przygotowywać świeże posiłki. Gdy rodzice wracali wieczorem i widzieli brudne naczynia albo nieprasowane ubrania, zaczynali wrzeszczeć, iż jestem leniwa i pasożyt. Potem siadałam przy zadaniach domowych, bo dopiero wtedy miałam chwilę. W szkole radziło się kiepsko. Nauczyciele, żałując, dawali mi jedynki, które wywoływały kolejne nagany.

Pralka pierze, zmywarka myje, a co ty robisz cały dzień? Myślisz chyba tylko o balach! ryczał ojciec Marek, a matka kiwając głową, potwierdzała.

Pralka naprawdę pierze, ale trzeba ją włączyć, suszyć pranie i prasować wczorajsze rzeczy. Zmywarka była zakazana w ciągu dnia zużywała za dużo prądu, więc naczynia dla dzieci myłam manualnie. Nikt nie zazdrościł mi codziennego zamiatania podłogi, bo Kacper był niestrudzonym wspinaczem i biegaczem.

Nieco łatwiej stało się, gdy Kacper trafił do przedszkola. Rodzice nalegali, żebym go odbierała i karmiła po powrocie do domu, więc miałam przynajmniej kilka godzin popołudniowych dla siebie. Zaczęłam się bardziej starać w szkole i skończyłam ją bez jedynek.

Śniło mi się, iż będę studiować biologię jedyny przedmiot, który naprawdę mnie porywał. Rodzice nie popierali tego planu.

Uniwersytet jest w centrum Warszawy, dojazd półtorej godziny. A kiedy wrócisz? Kacper musi zostać odebrany, a potem zajmiesz się nim. Nie myśl choćby o tym! ostrzegali.

Z ich nieugiętością wybrano mi inną drogę. Najbliżej domu stała szkoła gastronomiczna, gdzie uczyłam się cukiernictwa. Pierwszy semestr pamiętam ledwo byłam przytłoczona. Potem jednak zaangażowałam się. Zaczęłam lubić pieczenie ciast, przygotowywanie ciasteczek i różnorodnych deserów.

Od drugiego roku pracowałam w niepełnym wymiarze weekendy w kawiarni przy ulicy Krakowskiej, niedaleko naszego bloku. Rodzice początkowo narzekali, iż nie ma mnie w domu, ale w końcu przyzwyczaili się do mojego małego azylu. Po ukończeniu szkoły dostałam stałą pracę.

Wkrótce nowy szef kuchni pojawił się w kawiarni. Spotykaliśmy się późno w nocy, a rodzice znowu zaczęli kłócić się i przeklinać. Ojciec wielokrotnie przychodził po mojej zmianie, by nie pozwolić mi spacerować z chłopakiem. Pewnego dnia zorganizowano rodzinne spotkanie.

Zaproszono babcię, ciocię Halinę i jej męża. Postawili mnie w środku sali i kazali zapomnieć o narzeczonym, spacerach i jakiejkolwiek rozmowie.

Nieważne, iż pracujesz w kawiarni! ryczała ciotka. Załatwiłam ci pracę jako pomoc kuchenna w szkole Kacpra.

To wspaniała wiadomość! zawołała mama. Kacper będzie zawsze pod opieką, a po południu można wrócić do domu. Będziesz mieć czas, by nam pomagać.

Zrezygnować z kawiarni, w której byłam szanowana i dobrze płacona, gdzie wszystko szło gładko i gdzie pracował mój chłopak? Wyobrażałam sobie przyszłość w szarej stołówce szkolnej z podlizanymi kotletami i lepka potrawą z makaronu, a wieczorami domowe obowiązki i życie poświęcone Kacprowi.

Dopóki brat nie skończy szkoły, nie śnij o chłopcach! przestrzegał ojciec.

Następnego dnia opowiedziałam wszystko mojemu chłopakowi Bartekowi i opracowaliśmy plan. Marzył o własnej kawiarni, oszczędzał, ale brakowało mu kapitału. Musieliśmy wziąć kredyt lub znaleźć inwestorów. W domu twierdziłam, iż muszę jeszcze dwa tygodnie pracować. Rodzice zgodzili się odczekać aż do końca okresu wypowiedzenia.

Kredytu nie dostaliśmy, ale znajomy Bartka, menedżer w dużej restauracji, zaproponował projekt otwierany w Gdańsku. Bartek pojechał tam na rozmowę kwalifikacyjną, przekonał szefa i umówił się ze mną na wideorozmowę. Gdy opowiadałam o sobie, wciągnął do rozmowy też moje wypieki przyniósł je w chłodnym pudełku.

W ostatni dzień pracy wyszłam wcześniej, pobiegłam do pustego domu, spakowałam torbę, wzięłam wszystkie dokumenty i oszczędności i wsiadłam w pociąg do Gdańska.

Teraz prowadzę własne życie, które poświęcę tym, których wybiorę, a nie tym, którym zostaliśmy narzuconi. Kocham mojego brata i naprawdę mam nadzieję, iż kiedyś będziemy w dobrych stosunkach. Nie żywię urazy do rodziców, ale wiem, iż gdybym mieszkała pod tym samym dachem, ich wpływ by mnie przytłoczył. Nie byłam wystarczająco silna, by się bronić, dlatego musiałam uciec. Liczę, iż w nowym mieście wszystko się ułoży i będziemy szczęśliwi.

Idź do oryginalnego materiału