Kiedy podeszłam do stołu, teściowa dała mi klapsa: «Gotowałam dla syna, a ty z dziećmi jedzcie, gdzie chcecie!»

polregion.pl 3 godzin temu

Jak podeszłam do stołu, teściowa dała mi klapsa: „Dla syna gotowałam, a ty z dziećmi jedz gdzie chcesz!”

Weronika zapięła kurtkę młodszej córce i sprawdziła, czy starszy syn ma dobrze zawiązane buty. Za oknem samochodu migały nagie drzewa, niebo zasnuły szare chmury, a droga wiodła coraz dalej od miasta. Bartek siedział za kierownicą, pogwizdując jakąś melodię, stukając palcami w rytm muzyki z radia.

Mamo, a babcia ma huśtawkę? zapytał Kacper, siedmioletni syn, wiercąc się na tylnym siedzeniu.

Nie wiem, kochanie odpowiedziała Weronika. Chyba tak. Babcia ma duże podwórko.

A będziemy mogli się pobawić? odezwała się Zosia, młodsza. Dziewczynka miała cztery lata i droga ją zmęczyła.

Oczywiście uspokoiła Weronika. Tylko najpierw przywitamy się z babcią i zjemy obiad.

Bartek spojrzał na żonę w lusterku wstecznym.

Wera, nie martw się tak powiedział. Mama się zmieniła. Mówiła, iż tęskni za wnukami. Będzie się cieszyć, iż was widzi.

Weronika skinęła głową, ale nie odpowiedziała. Słowa męża brzmiały pewnie, ale w środku wszystko się ściskało z niepokoju. Danuta Januszewska nigdy nie była ciepłą, miękką kobietą. Teściowa trzymała się z dystansem, rzucała złośliwe uwagi, a każde spotkanie z nią było dla Weroniki próbą wytrzymałości.

Ostatni raz, gdy cała rodzina odwiedzała Danutę, był dwa lata temu. Wtedy teściowa cały wieczór krytykowała, jak Weronika ubiera dzieci, jak gotuje, jak się zachowuje. Bartek milczał, a Weronika zaciskała zęby i znosiła. Od tamtej pory widywali się rzadko, głównie w neutralnych miejscach kawiarniach, parkach. Ale teraz Bartek nalegał na tę wizytę.

Mama sama mieszka, tęskni mówił. Dzieci podrosły, trzeba częściej bywać. A i dom ma ładny, przestronny. Odpoczniemy na świeżym powietrzu.

Weronika nie protestowała. Może Danuta naprawdę się zmieniła. Może z wiekiem zmiękła. Ludzie potrafią się zmieniać.

Samochód skręcił z głównej drogi na polną, minął kilka działek i zatrzymał się przy wysokim płocie. Za płotem widać było parterowy dom z dużymi oknami i dachem pokrytym ciemną dachówką. W ogrodzie stały jabłonie już bez liści i stara altanka.

Bartek zgasił silnik, wysiadł i otworzył furtkę. Weronika pomogła dzieciom wysiąść, wzięła Zosię za rękę i poprowadziła do domu. Kacper biegł przodem, ciągnąc plecak z zabawkami.

Drzwi otworzyły się i na progu stanęła Danuta Januszewska. Teściowa była wysoką, szczupłą kobietą z krótkimi siwymi włosami i ostrymi rysami twarzy. Na ustach igrał uśmiech, ale oczy pozostały zimne.

No to przyjechaliście powiedziała Danuta zamiast powitania. Mam nadzieję, iż nie na długo? U mnie jest czysto, nie brudźcie.

Weronika zastygła w progu, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Bartek objął matkę za ramiona.

Mamo, jesteśmy na weekend powiedział. Chcieliśmy z tobą pobyć, wnuki za tobą tęskniły.

Danuta obrzuciła dzieci wzrokiem od góry do dołu.

Tęskniły, tak? przeciągnęła. No to wchodźcie, skoro już jesteście. Tylko buty zostawcie w przedpokoju. I od razu ręce umyjcie.

Weronika pomogła dzieciom zdjąć kurtki i buty, ustawiła obuwie starannie przy drzwiach. Kacper i Zosia przytulali się do matki, onieśmieleni nowym otoczeniem.

W domu pachniało jedzeniem czymś sytym, z cebulą i mięsem. Zapach był przyjemny, a Weronika poczuła głód. Śniadanie jedli dawno, w drodze tylko przekąsili ciastkami.

Danuta przeszła do kuchni, nie oglądając się. Bartek wziął walizki i zaniósł je na górę. Weronika została z dziećmi w przedpokoju, niepewna, co dalej robić.

Mamo, chce mi się pić szepnęła Zosia.

Zaraz, kochanie obiecała Weronika.

Weszła do kuchni. Wszystko było tam czyste, uporządkowane, niemal sterylne. Garnki na kuchence błyszczały, blaty lśniły, nie było żadnego zbędnego przedmiotu. Danuta stała przy kuchence, mieszając coś w garnku.

Danuto Januszewska, mogę dzieciom dać wody? zapytała Weronika.

Szklanki w szafce skinęła teściowa, nie odwracając się. Tylko uważaj, żeby nie stłuc.

Weronika wyjęła dwie szklanki, nalała wody z dzbanka i zaniosła dzieciom. Kacper i Zosia chciwie wypili. Weronika pogłaskała córkę po głowie i wróciła do kuchni.

Może czymś pomóc? zaproponowała.

Danuta obrzuciła synową wzrokiem od stóp do głów.

Możesz pokroić warzywa odparła. Tylko normalnie, nie byle jak. Nie lubię dużych kawałków.

Weronika skinęła głową, wzięła nóż i deskę. Teściowa postawiła przed nią miskę z ogórkami i pomidorami. Weronika zaczęła kroić starannie, drobno, próbując się przypodobać.

Danuta co jakiś czas zerkała na jej pracę i marszczyła brwi.

Zawsze tak kroisz? zapytała. Nierówno wychodzi.

Przepraszam mruknęła Weronika. Postaram się lepiej.

Staraj się, staraj burknęła Danuta.

Bartek zszedł ze schodów, zajrzał do kuchni.

Mamo, pachnie pysznie! pochwalił. Co gotujesz?

Dusz

Idź do oryginalnego materiału