Od samego początku czułem, iż młodszy brat mojej żony, Dawid, nie jest osobą, z którą łatwo można się dogadać. Teraz moja intuicja okazała się słuszna i trudno mi wytłumaczyć żonie, iż jej brat nie jest już dzieckiem i powinien zacząć brać odpowiedzialność za własne postępowanie. Dawid ma już 26 lat i najwyższy czas, aby dorósł i zaczął być samodzielny.
Prawdziwa tragedia nawiedziła ich rodzinę, kiedy mój teść zmarł, gdy żona miała 14 lat, a Dawid dopiero 11. Trzy lata później, ich mama zginęła w katastrofie lotniczej, zostawiając żonę odpowiedzialną za młodszego brata. Musiała zrezygnować ze szkoły, aby utrzymać rodzinę, wykazując się niebywałą siłą i odpowiedzialnością w tak młodym wieku. Jednak Dawid, patrząc na postępowanie siostry, wyrobił w sobie przekonanie, iż zawsze może liczyć na wsparcie rodzeństwa i nie musi samodzielnie rozwiązywać swoich problemów.
Gdy pierwszy raz spotkałem Dawida, od razu poczułem się niekomfortowo przez jego sposób bycia. Wydawał się zadufany i niewdzięczny, korzystając z pomocy siostry bez żadnej wzajemności. Jego stała obecność w naszym życiu i brak motywacji do pracy tylko potęgowały moją frustrację. Mimo iż Dawid ma 26 lat, nie wykazuje większego zainteresowania znalezieniem stałej pracy, a częste zmiany zajęć jedynie pogarszają całą sytuację.
Moja żona cały czas broni Dawida, przekonując mnie, iż szuka pracy i niedługo wszystko się poprawi. Jednak ja widzę, iż Dawid nie podejmuje szczerych starań, by zmienić swoje życie na lepsze. Ta sytuacja wywiera presję na naszą rodzinę, bo uwaga mojej żony jest rozdzielona pomiędzy brata a naszego syna, którym także trzeba się opiekować i którego musimy utrzymać.
Nie chciałbym, by przez tę sytuację nasze małżeństwo się rozpadło, ale ciągły ciężar związany z zachowaniem Dawida i jego nieodpowiedzialnością negatywnie wpływa na nas wszystkich. Mam nadzieję, iż żona zauważy, jak bardzo rzutuje to na nasze życie i znajdzie wyjście z tej sytuacji, żebyśmy mogli wspólnie budować lepszą przyszłość. Dziś nauczyłem się, jak ważne jest wyznaczanie granic choćby wobec najbliższych dla dobra całej rodziny.




