Agnieszka pamiętała dzień powołania jak dziś.
Piotr stał na peronie, blady, spięty.
– Będę czekać – powiedziała wtedy. – Zawsze.
Dotrzymała słowa.
Pisała listy co tydzień, czasem częściej.
Rysowała serduszka, małe kwiatki przy podpisie.
Na końcu zostawiała ślad szminki przy słowie „buziak”.
Kochała go naprawdę, bez reszty.
Każdy dzień rozłąki ciągnął się jak tydzień.
Czekała cierpliwie, wierna, pełna nadziei.
Aż listy przestały przychodzić.
Najpierw cisza, potem niepokój.
Pisała kolejne, coraz bardziej zrozpaczone.
Czy coś mu się stało?
Czy może zapomniał?
Serce podpowiadało, iż to niemożliwe.
Po kilku tygodniach przyszła kartka.
Krótka, sucha, bez czułości.
„Zapomnij o mnie” – napisał Piotr.
Agnieszka czytała to zdanie w kółko.
Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Łzy kapały na papier, rozmazując atrament.
Dlaczego tak postąpił?
Co się adekwatnie wydarzyło?
Nie miała jak dociec prawdy.
Musiała się pogodzić z losem.
Wyszła za mąż za pierwszego mężczyznę, którego poznała.
Bez miłości, z sercem zamkniętym na klucz.
– Już nigdy się nie poparzę – mówiła sobie.
Nikogo nie pokochała tak jak jego.
Lata mijały, rana się nie zagoiła.
Pewnego dnia krzątała się po kuchni.
Fartuszek, kapcie, zwykły poranek.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Otworzyła, zdziwiona.
Przed nią stał dorosły Piotr.
W mundurze oficera Wojska Polskiego.
Oczy miał smutne, zmęczone.
– Nie mogłem uwierzyć, iż wyszłaś za mąż – powiedział cicho.
– Musiałem sprawdzić na własne oczy.
Widzę jednak, iż to prawda…
W jego spojrzeniu był ból.
Agnieszka stała bez słowa, oniemiała.
– Dlaczego kazałeś mi zapomnieć? – wyszeptała w końcu.
– Nigdy tego nie napisałem – odparł Piotr.
Spojrzeli na siebie z niedowierzaniem.
Ktoś przez lata kłamał im obojgu.
Prawda wyszła za późno.
Zostali tylko z żalem.















