– Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustrze? – zapytał mąż. Odpowiedź żony zaskoczyła go całkowicie. Arek dopijał poranną kawę i kątem oka obserwował Magdę. Włosy spięte gumką z dziecięcym motywem, kotki z bajek. Za to Kasia z sąsiedniego mieszkania zawsze wyglądała świeżo, modnie. Z nutą drogich perfum, które długo unosiły się w windzie po tym, jak wychodziła. – Wiesz, – Arek odłożył telefon, – tak myślę czasem, żyjemy obok siebie jak sąsiedzi… Magda zatrzymała się, ścierka nieruchomo zamarła w jej ręce. – Co ty masz na myśli? – Nic szczególnego. Po prostu – kiedy ostatni raz patrzyłaś w lustro? Spojrzała na niego uważnie. I Arek poczuł, iż nie wszystko idzie zgodnie z planem. – A ty? Kiedy ostatni raz naprawdę mnie zobaczyłeś? – spytała Magda cicho. Zapadła niezręczna cisza. – Magda, przestań dramatyzować. Po prostu kobieta powinna wyglądać świetnie, to oczywiste! Spójrz na Kasię. A przecież ona ma tyle lat co ty. – Aha, Kasia… – Magda przeciągnęła imię, a w jej głosie pojawiło się coś, co Arka nagle zaniepokoiło. Jakby zrozumiała właśnie coś bardzo ważnego. – Arek, wiesz co? Wyprowadze się na trochę do mamy. Przemyślę to, co powiedziałeś. – Okej. Może powinniśmy chwilowo pomieszkać osobno, pomyśleć. Ale nie wyrzucam cię! – Wiesz, – Magda zawiesiła starannie ścierkę na haczyku. – Może faktycznie powinnam spojrzeć na siebie w lustrze. I poszła pakować walizkę. Arek został w kuchni, myśląc: „Kurczę, przecież właśnie tego chciałem.” A zamiast ulgi poczuł dziwną pustkę. Przez trzy dni Arek żył jak na wakacjach. Poranna kawa bez pośpiechu, wieczorem robił co chciał. Nikt nie włączał seriali o miłości i zdradzie. Wolność, rozumiecie? Upragniona męska wolność. Wieczorem spotkał Kasię przy klatce. Miała torby z „Delikatesów Centrum”, szpilki, sukienkę idealnie dopasowaną. – Arek! – uśmiechnęła się. – Co słychać? Magdy coś ostatnio nie widuję. – U mamy teraz, odpoczywa, – łatwo skłamał. – No jasne. Kobiecie czasem należy się przerwa. Od rutyny, codzienności, mieszkania… Mówiła jakby sama nigdy nie sprzątała i obiady same się robiły. – Kasiu, może kawa kiedyś, tak… po sąsiedzku? – Czemu nie, – uśmiechnęła się. – Jutro wieczorem? Całą noc Arek planował spotkanie. Koszula – która? Jeansy czy spodnie? Perfumy – byle nie przesadnie… Rano zadzwonił telefon. – Arek? – nieznajomy głos. – Tu Jadwiga, mama Magdy. Serce podskoczyło. – Tak, słucham. – Magda prosiła przekazać: rzeczy odbierze w sobotę, kiedy cię nie będzie w domu. Klucze zostawi u portiera. – Ale jak to – rzeczy? – Jak myślisz? – w głosie teściowej pojawiła się stal. – Moja córka nie zamierza całe życie czekać, aż zdecydujesz, czy jest ci potrzebna. – Pani Jadwigo, przecież nic takiego nie powiedziałem… – Powiedziałeś wystarczająco. Do widzenia, Arek. Odsłuch. Arek siedział w kuchni patrząc na telefon. Co jest grane? Przecież nie rozwodził się. Chciał tylko przerwy, na przemyślenie. A już zdecydowały za niego! Wieczorna kawa z Kasią była dziwna. Miła, opowiadała fascynujące historie z banku, śmiała się z jego żartów. Ale gdy spróbował wziąć ją za rękę, delikatnie się odsunęła. – Arek, rozumiesz – nie mogę. Jesteś żonaty. – Ale właśnie teraz… żyjemy osobno… – Teraz. A jutro? – Kasia spojrzała na niego przenikliwie. Arek odprowadził Kasię pod klatkę, wrócił do domu. Tam przywitała go cisza i zapach kawalerskiego życia. Sobota. Arek specjalnie wyszedł z domu – nie chciał scen, tłumaczeń, łez. Niech Magda zabierze rzeczy spokojnie. Ale około trzeciej zżerała go ciekawość – co wzięła? Wszystko, czy tylko najważniejsze? I jak dziś wyglądała? O czwartej nie wytrzymał, wrócił do bloku. Przed klatką samochód na lokalnych numerach. Kierowca – obcy mężczyzna około czterdziestki, przystojny w stylowej kurtce. Pomagał komuś pakować pudła. Arek usiadł na ławce i czekał. Po dziesięciu minutach z klatki wyszła kobieta w granatowej sukience. Włosy spięte elegancką spinką, lekki makijaż podkreślający oczy. Arek patrzył, niedowierzał. To była Magda. Jego Magda. Tylko zupełnie inna. Niosła ostatnią torbę, mężczyzna natychmiast ją chwycił, delikatnie pomógł wsiąść. Jakby była z porcelany. Arek nie wytrzymał, podszedł do auta. – Magda! Odwróciła się, jej twarz była spokojna i piękna. Bez tej wiecznej zmęczonej maski, która mu się wydawała normalna. – Cześć, Arek. – To naprawdę… ty? Kierowca na chwilę się napiął, Magda uspokoiła go gestem. – Ja – powiedziała po prostu. – Po prostu przestałeś na mnie patrzeć. – Magda, proszę, porozmawiajmy… – O czym? – zabrzmiało bez gniewu, tylko ze zdziwieniem. – Powiedziałeś, iż kobieta powinna wyglądać świetnie. Zastosowałam się. – Ale to nie o to mi chodziło! – A o co? Chciałeś, bym była atrakcyjna, ale tylko dla ciebie? Ciekawa, ale tylko w domu? Polubiła siebie, ale nie tak bardzo, żeby odejść od męża, który mnie nie widzi? Stał i słuchał, a z każdym jej słowem w nim coś pękało. – Wiesz – kontynuowała łagodnie – przestałam o siebie dbać nie z lenistwa, ale dlatego, iż oswoiłam się z byciem niewidzialną. We własnym domu, własnym życiu. – Magda, nie chciałem… – Chciałeś. Chciałeś żony-ducha: robi wszystko, a nie przeszkadza. A jak się znudzi – można wymienić na nowszy, kolorowy model. Mężczyzna z auta coś do niej powiedział. Magda skinęła głową. – Musimy już jechać. – powiedziała. – Waldek czeka. – Waldek? – Arek poczuł suchość w ustach. – Kim on jest? – Człowiekiem, który mnie widzi. Poznaliśmy się na siłowni. Przy mamie otworzyli fitness. Wyobraź sobie – w wieku czterdziestu dwóch lat pierwszy raz w życiu poszłam na zajęcia. – Magda, nie musisz… spróbujmy jeszcze raz. Zrozumiałem, byłem głupi… – Arek, – spojrzała przenikliwie, – pamiętasz, kiedy ostatni raz powiedziałeś mi, iż jestem piękna? Arek milczał. Nie pamiętał. – A kiedy choć raz spytałeś, co u mnie? Zrozumiał – przegrał. Nie z Waldkiem. Nie z losem. Sam ze sobą. Waldek uruchomił silnik. – Arek, nie złoś się. Naprawdę. Pomogłeś mi zrozumieć jedną rzecz: jeżeli sama się nie zauważę, nikt mnie nie zauważy. Samochód odjechał. Arek stał pod blokiem i patrzył, jak odjeżdża jego życie. Nie żona – życie. Piętnaście lat, które uważał za rutynę, a okazały się szczęściem. Tylko, iż choćby tego nie zauważył. Pół roku później Arek przypadkiem spotkał Magdę w galerii handlowej. Wybierała kawę ziarnistą, czytała etykiety. Obok stała młoda dziewczyna. – Weź ten – mówiła – tata twierdzi, iż arabica lepsza niż robusta. – Magda? – Arek podszedł. Magda odwróciła się, uśmiechnęła lekko, bez napięcia. – Cześć, Arek. Poznaj – to Ola, córka Waldka. Ola, to Arek, mój były mąż. Ola kiwnęła grzecznie głową. Ładna, studiuje pewnie. Patrzyła na Arka ciekawie, bez wrogości. – Jak się masz? – spytał. – Dobrze. A ty? – W porządku. Zapadła niezręczna pauza. Co powiedzieć byłej żonie, która stała się kimś zupełnie innym? Stali przy kawie, Arek patrzył na nią. Opalona, w lekkiej bluzce, z nową fryzurą. Szczęśliwa. No właśnie – szczęśliwa. – A ty? – spytała. – Jak życie osobiste? – Jakoś szczególnie nie układa się, – westchnął. Magda spojrzała na niego badawczo. – Wiesz, Arek, szukasz kobiety o urodzie Kasi, ale posłusznej jak ja. Inteligentnej, ale nie na tyle, żeby zauważyła, jak się oglądasz za innymi. Ola słuchała rozmowy z wielkimi oczami. – Takiej kobiety nie ma, – dodała Magda spokojnie. – Magda, idziemy? – wtrąciła Ola. – Tata czeka w samochodzie. – Tak, już. – Magda wzięła paczkę kawy. – Powodzenia, Arek. Odeszły, Arek został przy regałach. Myślał, iż Magda ma rację. Rzeczywiście szukał nieistniejącej kobiety. Wieczorem Arek usiadł w kuchni z herbatą. Myślał o Magdzie, o tym, kim stała się. O tym, iż czasem strata jest jedyną drogą do zrozumienia, ile miał. Może szczęście nie polega na szukaniu wygodnej żony. Może trzeba nauczyć się dostrzegać kobietę obok siebie.

twojacena.pl 22 godzin temu

A kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustro? pyta mąż. Żona reaguje całkiem inaczej, niż się spodziewał.

Aleksander kończy poranną kawę i kątem oka przygląda się Marcie. Włosy spięte gumką, taką dziecięcą, w kolorowe kotki z bajek.

A przecież sąsiadka, Kinga z mieszkania obok, zawsze wygląda nienagannie. Pachnie ekskluzywnymi perfumami zapach unosi się w windzie jeszcze długo po tym, jak wychodzi.

Wiesz co odkłada telefon Aleksander czasem myślę, iż żyjemy jak sąsiedzi.

Marta zamiera ze ścierką w ręce.

To znaczy?

Tak po prostu. Kiedy ostatni raz patrzyłaś w lustro?

Teraz spojrzała na niego uważniej, niż zwykle. Aleksander od razu czuje, iż rozmowa skręca w niechcianym kierunku.

A kiedy ty ostatni raz patrzyłeś na mnie? mówi cicho Marta.

Zapada niezręczne milczenie.

Marto, nie dramatyzuj. Chodzi mi tylko o to Kobieta powinna zawsze olśniewać! Chociażby popatrz na Kingę. Ona jest w twoim wieku.

Aaa przeciąga Marta. Kinga.

Jej ton sprawia, iż Aleksander robi się niespokojny. Jakby Marta nagle ułożyła coś bardzo istotnego w głowie.

Alek, mówi po przerwie. Wiesz co? Przeniosę się na moment do mamy. Przemyślę wszystko.

Może faktycznie. Pożyjmy osobno, zastanówmy się. Tylko pamiętaj, nie wyrzucam cię!

Wiesz Marta spokojnie odwiesza ścierkę na haczyk. Chyba naprawdę muszę spojrzeć na siebie w lustro.

Idzie zbierać rzeczy do walizki.

Aleksander siedzi w kuchni i myśli: Właśnie tego chciałem. A mimo wszystko robi się dziwnie pusto, nie cieszy go to wcale.

Przez trzy dni żyje jak na urlopie. Rano kawa bez pośpiechu, wieczorem robi, co chce. Nikt nie włącza seriali o miłości i zdradzie.

Wolność. Prawdziwa męska wolność.

Wieczorem spotyka Kingę pod klatką. Niesie torby z Piotr i Paweł, w szpilkach, w sukience skrojonej idealnie.

Aleksander! uśmiecha się Kinga. Co u was? Martę dawno nie widziałam.

U mamy odpoczywa, kłamie bez trudu.

Czasem trzeba przerwy, kiwa ze zrozumieniem. Od codzienności, od rutyny.

Mówi tak, jakby dom zawsze sprzątał się sam, obiad pojawiał się na stole za jednym machnięciem ręki.

Kinga, może kiedyś kawa? Tak po sąsiedzku?

Chętnie uśmiecha się. Może jutro wieczorem?

Całą noc Aleksander układa plan. Koszula która? Spodnie czy jeansy? Perfumy, żeby nie przesadzać.

Rano dzwoni telefon.

Alek? nieznajomy głos. Tu Ludwika, mama Marty.

Serce podskakuje.

Słucham.

Marta prosiła, żeby przekazać: rzeczy odbierze w sobotę, gdy ciebie nie będzie. Klucze odda do ochrony.

Ale jak to, zabierze rzeczy?

A co myślałeś? w głosie teściowej pojawia się żelazna nuta. Moja córka nie będzie całe życie czekać, aż zdecydujesz, czy jej potrzebujesz.

Pani Ludwiko, nic takiego nie mówiłem.

Powiedziałeś wystarczająco. Żegnaj, Aleksander.

Rozłącza się.

Aleksander siedzi na kuchni, patrzy na telefon. O co chodzi? Nie brał rozwodu! Chciał tylko trochę czasu. Przemyśleć.

A oni już wszystko załatwili bez niego!

Kawa z Kingą wieczorem wychodzi jakoś dziwnie. Jest miła, mówi o pracy w banku, śmieje się z jego żartów. Gdy próbuje dotknąć jej dłoni, delikatnie odsuwa się.

Alek, rozumiesz Nie mogę. Masz żonę.

Ale teraz, teraz żyjemy osobno.

Teraz. A jutro? patrzy na niego uważnie.

Odprowadza ją pod drzwi. Wraca do pustego mieszkania. Cisza i zapach samotności witają go chłodno.

Sobota. Aleksander wychodzi z domu, by uniknąć scen, pytań, łez. Niech spakuje się spokojnie.

Przed trzecią aż go nosi z ciekawości. Co zabrała? Wszystko czy tylko najbardziej potrzebne? Jak wyglądała?

O czwartej wraca do mieszkania.

Pod klatką stoi auto na lokalnych rejestracjach. W środku facet około czterdziestki, dobrze ubrany, pomaga zapakować pudła.

Aleksander siada na ławce.

Po dziesięciu minutach wychodzi kobieta w błękitnej sukience. Ciemne włosy spięte elegancką spinką. Delikatny makijaż podkreślający oczy.

Patrzy i nie wierzy. To Marta. Jego Marta. Ale zupełnie inna.

Niesie ostatnią torbę, mężczyzna natychmiast podbiega i pomaga jej wsiąść do auta, ostrożnie, jakby była ze szkła.

Aleksander podchodzi.

Marta!

Odwraca się. W jej twarzy spokój i piękno, bez zmęczenia, które kiedyś wydawało się oczywiste.

Cześć, Alek.

To ty?

Facet z auta spięty, ale Marta dotyka go lekko wszystko w porządku.

Ja odpowiada. Po prostu od dawna na mnie nie patrzyłeś.

Poczekaj, możemy porozmawiać.

O czym? nie ma złości, jest tylko zdziwienie. Sam mówiłeś, iż kobieta powinna wyglądać świetnie. Posłuchałam.

Ale ja nie miałem tego na myśli! serce Aleksandra wali jak młot.

Czego oczekiwałeś, Alek? Marta przechyla lekko głowę. Że będę piękna, ale tylko dla ciebie? Ciekawa, ale tylko w domu? Pokocham siebie, ale nie na tyle, by odejść od męża, który mnie nie widzi?

Każde jej słowo przewraca coś w środku.

Wiesz mówi łagodnie. Zdałam sobie sprawę, iż przestałam o siebie dbać. Ale nie z lenistwa. Po prostu nauczyłam się być niewidzialna. We własnym domu, we własnym życiu.

Nie chciałem

Chciałeś. Żony-cienia, która wszystko zrobi, ale nie będzie przeszkadzać. A kiedy się znudzi wymienisz na ciekawszą.

Facet z auta mówi coś cicho, Marta przytakuje.

Musimy jechać, mówi do Aleksandra. Władek czeka.

Władek? Aleksander ma sucho w gardle. Kim on jest?

Człowiekiem, który mnie widzi. Poznaliśmy się na siłowni obok mamy. Wyobraź sobie w wieku czterdziestu dwóch lat pierwszy raz poszłam ćwiczyć.

Marta, nie rób tego. Spróbujmy jeszcze raz. Wiem, byłem głupi.

Alek patrzy w jego oczy. Pamiętasz kiedy ostatni raz powiedziałeś mi, iż jestem piękna?

Aleksander milczy. Nie pamięta.

A kiedy ostatni raz spytałeś, jak się czuję?

Rozumie przegrał. Nie z Władkiem, nie przez sytuację. Przegrał ze sobą.

Władek uruchamia auto.

Alek, nie mam pretensji. Naprawdę. Dzięki tobie zrozumiałam: jeżeli sama siebie nie zauważę, nikt mnie nie zobaczy.

Auto rusza.

Aleksander stoi pod klatką i patrzy, jak odjeżdża jego życie. Nie żona życie. Piętnaście lat, które brał za rutynę, a to było szczęście.

Nawet nie wiedział.

Po pół roku Aleksander przypadkiem widzi Martę w galerii handlowej.

Wybiera kawę ziarnistą, przygląda się etykietom. Obok stoi młoda dziewczyna, może dwudziestoletnia.

Wybierzmy tę mówi Marta. Tata mówi, iż arabica lepsza od robusty.

Marta? podchodzi Aleksander.

Marta odwraca się. Uśmiecha się lekko, bez cienia napięcia.

Cześć, Alek. Poznaj to Nastka, córka Władka. Nastka, to mój były mąż Aleksander.

Dziewczyna kiwa z gracją. Ładna, pewnie studentka. Patrzy badawczo, ale życzliwie.

Jak tam? pyta on.

Dobrze. U ciebie?

Jakoś leci.

Milczenie. O czym rozmawia się z byłą żoną, która wyrosła na całkiem inną osobę?

Stoją przy półkach z kawą, Aleksander patrzy na nią: opalona, w przewiewnej bluzce, z nową fryzurą. Szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

A Ty? pyta Marta. Jak życie uczuciowe?

Szału nie ma, wzdycha.

Marta patrzy mu w oczy.

Wiesz, Alek, szukasz kobiety pięknej jak Kinga, łagodnej jak ja byłam. Mądrej, ale nie aż tak, by widzieć, iż oglądasz się za innymi.

Nastka słucha uważnie.

Takiej kobiety po prostu nie ma, kończy Marta ze spokojem.

Marta, idziemy? wtrąca Nastka. Tata czeka w samochodzie.

Już Marta bierze paczkę kawy. Wszystkiego dobrego, Alek.

Odchodzą, a Aleksander zostaje sam w alejce. Myśli: Marta ma rację. Szuka kobiety, której nie ma.

Wieczorem siada w kuchni, nalewa herbatę. Myśli o Marcie, o tym, jaką stała się kobietą. Czasem dopiero strata pozwala docenić coś naprawdę ważnego.

Może szczęście nie polega na szukaniu wygodnej żony. Może chodzi o to, by naprawdę zobaczyć kobietę, która jest blisko.

Idź do oryginalnego materiału