Kiedy odchodzi strach

twojacena.pl 8 godzin temu

Kiedy odchodzi strach

18 marca

Mamo, już jestem! zawołałam, wchodząc do mieszkania i ostrożnie odstawiając tornister pod ścianą. Wzięłam głęboki oddech, próbując powstrzymać drżenie rąk: po szkole zawsze bałam się wracać do domu nigdy nie wiedziałam, w jakim humorze będzie mama. Serce tłukło się gwałtownie, a dłonie miałam wilgotne ze zdenerwowania.

W ciszy mieszkania rozbrzmiał ostry, przenikliwy głos mamy:

Co znowu? Znowu trója?

Aż podskoczyłam i utkwiłam wzrok w zdartych trampkach. Mam dopiero dwanaście lat, a już przywykłam do jej tonu dzień w dzień wbijał mnie w podłogę, zmuszał ukrywać emocje głęboko, jakby chciała, żebym zniknęła. Zacisnęło mi się w piersi, a oddychać było coraz trudniej.

Nie, mamo Cztery z matmy odpowiedziałam cicho, unikając jej spojrzenia. Głos mi drżał mimo woli. Do piątki zabrakło naprawdę niewiele

Monika, moja mama, poderwała się z kanapy, na której przeglądała kolorowy magazyn, i szybkim krokiem podeszła do mnie. Jej twarz wykrzywił gniew: brwi złączyły się na środku, usta stały się twardą kreską, a oczy pałały złością.

Cztery?! Żartujesz sobie chyba! jej głos zadźwięczał oburzeniem. Moja córka ma czwórki? Jak to wygląda? Ludzie pomyślą, iż jestem złą matką! Że nie potrafię cię wychować!

Naprawdę się starałam wyszeptałam, czując ścisk w gardle. Zadanie było trudne Nie zdążyłam przećwiczyć wszystkiego. Wczoraj siedziałam nad tym dwie godziny

Trudne! prychnęła i wykrzywiła usta w ironicznym uśmiechu. Ty po prostu nie chcesz się uczyć! Znowu tylko w telefonie siedzisz, prawda? Zawsze tylko się rozpraszasz!

Chwyciła mój tornister, szarpnęła z takim impetem, iż wszystko z niego wypadło na podłogę: zeszyty rozsiały się po przedpokoju, piórnik się otworzył, kredki i długopisy potoczyły pod szafkę. Stałam nieruchomo, zaciskając wargę i walcząc z łzami. Przecież naprawdę się starałam, dwie godziny nad zadaniami, wertowałam podręcznik, szukałam przykładów w internecie

Mama nie słuchała, tylko wypchnęła mnie za drzwi:

Aż zrozumiesz, jak się robi te zadania, nie wracaj! I nigdy więcej czwórek, jasne?

Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Echo odbiło się w mojej duszy gorzkim bólem. Stałam na klatce schodowej, ściskając jeden zeszyt, którego zdołałam nie stracić. Po policzku popłynęły łzy, plamiąc okładkę.

Dlaczego zawsze tak? myślałam, schodząc po schodach, jakby potykała się na każdym kroku. Oplotłam się ramionami, żeby się ogrzać kurtka została w mieszkaniu, a zimno cięło do kości.

Brakowało mi taty Tata zawsze potrafił znaleźć odpowiednie słowa, rozładować napięcie żartem, pogłaskać po włosach. Ale pracował w delegacji daleko od Krakowa, na północy w Gdańsku, gdzie budował nową linię tramwajową. Dzwonił każdej soboty, pytał co u mnie, obiecywał przywieźć prezenty Ale teraz go nie było i samotność przygniatała jak ogromny głaz.

Pierwszy raz mama nakrzyczała na mnie, gdy miałam dziewięć lat i dostałam dwóję z polskiego. Szarpnęła wtedy mnie za rękę tak, iż został czerwony ślad:

Przynosisz mi wstyd! Jak mam ludziom spojrzeć w oczy? Będą mówić, iż jestem złą matką!

Pobiegłam wtedy do taty i wszystko mu opowiedziałam. Tomek był wściekły. Dyskutował z mamą, tłumaczył, iż oceny nie są najważniejsze. Ale gdy tylko wyjechał do pracy, mama zawołała mnie do siebie.

Jeszcze raz poskarżysz się ojcu syknęła, ściskając mnie za ramię tak mocno, iż prawie miażdżyła kość. Sprawię, iż pożałujesz. Od tej pory nie waż się zawracać mu głowy swoimi głupotami!

Od tej pory milczałam. Byłam cicha, starałam się być niewidzialna, wszystko robić idealnie i tak znajdywała powód, by mnie zrugać. Każdego ranka przeglądała mój dzienniczek, wieczorem przepytywała z ocen. Bałam się wracać do domu każdy krok był jak chodzenie po kruchym lodzie.

Pewnego razu, sprzątając swój pokój, usłyszałam, jak mama rozmawia głośno przez telefon na głośniku z ciocią Olą. Stałam za lekko uchylonymi drzwiami i zamarłam.

A ja nigdy nie chciałam mieć dziecka mówiła Monika twardym głosem. Tomek nalegał Mówił, iż bez dziecka rodzina się nie liczy. A ja bałam się, iż mnie zostawi Myślałam, urodzi się chłopak, to będzie bliżej z nim, a ja gdzieś z boku. A tu ta Marta On ją nosi na rękach, a mnie nie widzi!

Zazdrościsz córce? zdziwiła się ciocia.

Nie zazdroszczę Ale przez nią ciągle się kłócimy! Lepiej by jej nie było

Jej słowa przeszyły mnie jak nóż. Stałam nieruchomo, moje serce zaciskało się w malutki, bolesny supeł. Od tamtej pory jeszcze bardziej starałam się nie rzucać mamie w oczy ale i tak wciąż znajdywała nowe powody, by mnie rugać albo karać. Jakby szukała pretekstu, żeby wylać na mnie wszystko, co w niej złe.

~~~~~~~~~~~~

Martuś, co tu robisz? rozległ się ciepły głos za plecami.

Odwróciłam się. Przede mną stała pani Jadwiga z pierwszego piętra serdeczna, starsza pani z siwymi włosami upiętymi w kok i dobrymi oczami, w których zawsze było czuć spokój. Miała na sobie fartuszek w kwiatki i filcowe kapcie.

Mama mnie wygoniła pociągnęłam nosem, a głos zadrżał od łez.

Znowu za oceny? westchnęła z troską, przypatrując mi się uważnie. Pokręciła głową, a w spojrzeniu miała tyle ciepła, iż znów poczułam łzy w oczach. No już, chodź do mnie. Zimno, jeszcze się przeziębisz. Chodź.

Złapała mnie za rękę jej dłoń była ciepła i łagodna i poprowadziła do swojego mieszkania. Od razu poczułam zapach drożdżówki i świeżo parzonej herbaty. Na parapecie kwitły pelargonie.

Usiądź, zaraz zrobię ci kanapki powiedziała pani Jadwiga, nastawiając wodę. Opowiadaj, co się stało. Słucham cię.

Usiadłam przy stole, wpatrując się w obrus z haftowanymi stokrotkami. Ręce cały czas drżały, a w gardle miałam gulę.

Tylko czwórka zaszlochałam. A mama mówi, iż ją ośmieszam. Że jestem leniwa i głupia. Że przez mnie jest złą matką

Bzdury skwitowała poważnie, krojąc chleb z wprawą. Jesteś mądra i pracowita, tylko twoja mama czegoś nie rozumie. Ona też czegoś się boi, więc wyładowuje się na tobie. Chcesz, żebym do niej poszła? Porozmawiam, powiem, iż tak nie wolno.

Lepiej nie pokręciłam głową, wycierając policzki rękawem. Będzie tylko gorzej. Tylko tata by umiał pomóc, ale on jest daleko.

Pani Jadwiga pogłaskała mnie po włosach od tego prostego gestu zrobiło mi się cieplej na duszy, jakby ktoś otulił mnie miękkim kocem.

Wiesz, czasem dorosłym też trzeba pomóc zauważyć, jak bardzo są zagubieni powiedziała, stawiając przede mną kanapki z żółtym serem i szynką. Może twój tata powinien wrócić, albo porozmawiać z twoją mamą na poważnie. Widać, iż cię kocha.

Popatrzyłam na nią i pierwszy raz od dawna poczułam, iż ktoś naprawdę mnie rozumie. Widząc kubek z parującą miętą i lipą oraz kanapkę, zrobiło mi się lepiej.

Tata obiecał przyjechać na ferie powiedziałam cicho, przyglądając się parze z filiżanki. Ale mama nie pozwala mu się wtrącać, mówi, iż jestem jej córką i ona wie najlepiej jak mnie wychować.

Wychowywać nie znaczy krzyczeć i karać odparła stanowczo. To znaczy wierzyć w dziecko i je wspierać. Twoja mama chyba nie potrafi inaczej. Ale to nie może trwać zawsze.

Przez chwilę milczała, po czym dodała:

Wiesz co? Sama zadzwonię do Tomka. Powiem, iż potrzebujesz wsparcia. Nie obrazi się, prawda?

Zamarłam. Myśl, iż tata pozna prawdę, była straszna a jednak jakaś nadzieja rodziła się powoli w środku. Kiwnęłam głową, ściskając mocno kubek w dłoniach.

*************************

Nie minęły dwa tygodnie, gdy wszystko się odmieniło.

Wróciłam ze szkoły i znieruchomiałam. W przedpokoju stały buty taty duże, trochę ubłocone, dobrze mi znane! Wrócił wcześniej? Serce mi waliło tęskniłam za nim strasznie, za żartami, za ciepłem jego uścisku.

Z salonu dochodziły głośne głosy:

Nie możesz tak po prostu odejść! Przecież jesteśmy rodziną! krzyczała mama, a głos miała jakby rozedrgany, histeryczny.

Rodzina? odpowiedział tata chłodno, rzeczowo. Jak to rodzina, skoro terroryzujesz własne dziecko? Dzwoniłem do nauczycieli, rozmawiałem z panią Jadwigą Wszystko wiem, Monika. O każdym twoim krzyku i każdej łzie Marty.

Nic nie wiesz! głos mamy był coraz bardziej piskliwy. To ona mnie oczernia! Taka mała kłamczucha!

Przestań ją upokarzać i zastraszać! Rozumiesz, iż zmarnowałaś jej dzieciństwo? Że boi się wracać do domu jak do więzienia? Że płacze po nocach, bo zakazałaś jej się zwierzać?

Ty ją rozpuszczasz! Ma wiedzieć, iż życie nie jest łatwe! Chcesz, by myślała, iż za wszystko czeka ją nagroda?!

Nie kosztem jej zdrowia psychicznego! odpowiedział tata ostrzej. Nie masz prawa ranić jej duszy. jeżeli odejdę, nie pozwolę ci odbierać mi Marty!

W takim razie nie pozwolę ci jej widywać! rzuciła mama w rozpaczy.

A kto powiedział, iż zostanie z tobą? odpowiedział zimno, patrząc z nieukrywanym żalem. Już nigdy nie skrzywdzisz Marty!

Wyszedł do przedpokoju i zobaczył mnie. Jego twarz złagodniała, a w oczach pojawiła się troska, której tak bardzo mi brakowało. Przykucnął, ujął moje dłonie:

Córeczko Nigdy cię nie zostawię. Obiecuję! Już wszystko ustaliłem.

Przytulił mnie, a ja poczułam się bezpieczna pierwszy raz od tylu lat. Chciałam mu wszystko powiedzieć: każdą obelgę, każdą noc, kiedy szlochając chowałam się w poduszkę. Na razie wystarczyło czuć, iż nie jestem sama.

Tato wyszeptałam, wczepiając się w jego ramiona. Czy będziemy mogli żyć razem? Tylko my dwoje?

Jasne, iż tak uśmiechnął się szeroko i pogodnie. Już znalazłem mieszkanie niedaleko. I pracę tu mam. Będziemy razem: będziesz chodzić do tej samej szkoły, a wieczorami gotować kolacje, oglądać filmy i rozmawiać. Pasuje?

Skinęłam głową, uśmiechając się przez łzy. Serce miałam ciepłe i lekkie jak jeszcze nigdy. Mocno go objęłam, czując, jak opuszcza mnie strach ostatnich lat.

Dziękuję szepnęłam. Dziękuję, iż jesteś.

Tata pogładził mnie po głowie.

To ja dziękuję, iż mam taką wspaniałą córkę. Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

Deszcz za oknem ucichł, a zza chmur zaczęły przebijać się promienie słońca. Spojrzałam przez okno i uśmiechnęłam się pierwszy raz naprawdę wierzyłam, iż może być dobrze.

Nagle z salonu wypadła mama. Cała była czerwona ze złości w oczach błyszczała furia. Wyglądała tak, jakby cała jej złość wypaliła ciało od środka.

Pożałujecie jeszcze! wysyczała ochryple. Myślicie, iż się mnie pozbyliście? Jeszcze zobaczycie, co to znaczy mieć mnie za wroga! Zniszczę was!

Tata stanął przede mną, już bez strachu. W jego oczach była stanowczość: nie ustąpi nigdy.

Monika, wypowiedział spokojnie, ale z ogromną siłą zostaw nas. Postanowione. od dzisiaj żyjemy osobno i nie będziesz nam przeszkadzać.

Przeszkadzać?! wybuchła śmiechem, ale w tym śmiechu słychać było szaleństwo. Jeszcze zobaczycie! Jeszcze mnie popamiętacie! Będziecie błagać mnie na kolanach!

Wcisnęłam się w ramię taty, lodowaty strach wrócił, zamierzałam zastygnąć. Ale tata położył dłoń na moim ramieniu i nagle strach wycofał się, przynajmniej na chwilę.

Chodź, Marto powiedział cicho. Nie mamy tu już nic do szukania.

Ujął moją dłoń i poprowadził do drzwi. Mama rzuciła się za nami, ale nie ruszyła się z progu. Ściskając dłonie, sapała ze złości, jej twarz była wykrzywiona gniewem.

Jeszcze mnie zapamiętacie! krzyknęła. Jeszcze was zniszczę! Jeszcze się odegram!

Zamknęliśmy drzwi. Wzięłam głęboki oddech czułam, jak napięcie ze mnie schodzi.

**********************

Następne dni były jak z bajki. Przenieśliśmy się z tatą do małego, ale jasnego mieszkania w sąsiedniej dzielnicy. Białe ściany, duże okna i widok na stary klon przed blokiem.

Tata znalazł pracę inżyniera w lokalnej firmie budowlanej jego doświadczenie bardzo się przydało. Rano jedliśmy wspólnie śniadania: tata robił omlet, ja kroiłam owoce. Śmiech, zapach kawy i wanilii. Po południu spacerowaliśmy po parku Jordanowskim, dokarmialiśmy kaczki, graliśmy w planszówki, wieczorami oglądaliśmy filmy pod kocem.

Poczułam, iż odżywam. Pierwszy raz od lat byłam szczęśliwa lekka, wolna, prawdziwa.

Pewnego poranka, podczas śniadania, drżącą ręką podsunęłam tacie dziennik.

Tato, piątka z matmy! powiedziałam z dumą.

Popatrzył na ocenę, potem na mnie i szeroko się uśmiechnął:

Brawo, Martuś! Widzisz? Bez stresu wszystko idzie lepiej. Jestem z ciebie bardzo dumny. Jesteś najlepsza.

Objęłam go z radością. Już nie musiałam się bać. Przy tatusiu czułam się bezpieczna i kochana.

Tato, a pójdziemy kiedyś do zoo? Tak dawno nie widziałam żyrafy i małp

Jasne! roześmiał się, poczochrał mi włosy. W weekend pójdziemy, zrobimy kanapki, nakarmimy gołębie, zobaczymy wszystkie zwierzęta. Może choćby zrobimy sobie zdjęcie z którymś z milusińskich?

Super! wybuchłam śmiechem, czystym jak górski strumień.

***************************

Monika chodziła po pustym mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Cisza była duszna, gęsta, przypominała, iż została sama. Jadąc głowami myśli, coraz mroczniejsze i złośliwsze:

Najpierw stracą pracę mam znajomości w tej firmie. Potem zniszczę Martę, podłożę jej coś do plecaka, oskarżę o kradzież, szkoła uwierzy Albo doniosę, iż jest niegrzeczna, przeszkadza innym

Usiadła za stołem, wyjęła notes i wypisywała plan zemsty; naciskała długopis tak mocno, iż aż pękał. Każda kolejna myśl wydawała jej się genialna.

Wtem do kuchni weszła babcia niska, siwa, z troskliwym spojrzeniem.

Co ty wypisujesz, Moniczko? spytała zaniepokojona.

Monika zatrzasnęła notes jakby przyłapana na czymś wstydliwym.

Nic, tylko lista spraw

Lista spraw? babcia czytała przez chwilę. Córciu, naprawdę chcesz mścić się na własnym mężu i dziecku? Zwariowałaś?

Oni mnie zdradzili! wybuchła mama. On mnie zostawił, zabrał Martę, zniszczył mnie!

To ty zniszczyłaś rodzinę stwierdziła babcia. Myślisz już tylko o zemście. Potrzebna ci natychmiast pomoc specjalisty.

Do psychologa? To żart!

Nie, to poważne. jeżeli sama nie pójdziesz, ja cię zapiszę. Inaczej niszczysz siebie i innych.

Monika zamilkła. Uszło z niej powietrze. Osunęła się na krzesło i rozpłakała się cicho.

Nie wiem, co się ze mną dzieje wyszeptała. Zazdrościłam im tej bliskości, miałam wrażenie, iż Marta zabiera mi Tomka. Nie chciałam taka być

Babcia ją objęła.

Sama widzisz, potrzebujesz pomocy. Dla siebie, dla Marty, dla nas wszystkich. Jeszcze możesz naprawić wszystko.

Monika kiwnęła głową pierwszy raz poczuła, iż nie wszystko może być stracone, iż można zacząć inaczej.

**************************

Wieczorem, siedząc z tatą na kanapie, oglądaliśmy animowany film. Przytuliłam się, słuchając miarowego bicia jego serca. W pokoju panował półmrok, a za oknem padał delikatny deszcz.

Tato, myślisz, iż mama kiedyś się zmieni? Czy kiedyś mnie pokocha?

Tata zamyślił się, głaszcząc moje włosy.

Martuś zaczął spokojnie ludzie potrafią się zmieniać, ale pod warunkiem, iż tego naprawdę chcą. Twoja mama jest zagubiona, zraniona, może nieszczęśliwa. Ale to nie znaczy, iż jest zła. Potrzebuje czasu i pomocy. Może kiedyś zrozumie, iż można inaczej.

Westchnęłam, przytulając się jeszcze mocniej.

A jeżeli nigdy mnie nie polubi? zapytałam cicho.

choćby wtedy tata ścisnął moją dłoń pamiętaj, iż wartość dziecka nie zależy od tego, czy ktoś cię docenia. Jesteś cudowna, mądra i dobra. Jestem z ciebie dumny. Zawsze będę cię kochał, cokolwiek się wydarzy.

Podniosłam oczy wypełniały je łzy, ale były to łzy ulgi i czułości.

Dziękuję, tato Czasem czuję się taka samotna. Ale ty potrafisz znaleźć adekwatne słowa

Bo bardzo cię kocham uśmiechnął się. I wiedz, iż nigdy nie będziesz sama. Jesteśmy drużyną. jeżeli kiedyś mama będzie chciała porozmawiać, będziemy czekać ale tylko, gdy nauczy się cię szanować.

Kiwnęłam głową, patrząc na ekran, gdzie kreskówkowe postaci tańczyły wesoło. Pozwoliłam sobie pierwszy raz od dawna wyobrazić, iż mama może się zmienić. Może jeszcze będzie dobrze.

Tato, mogę jutro zaprosić Kasię? Tak dawno jej nie widziałam, a ciągle prosiła, żebym ją odwiedziła

Jasne! Zrobimy małe przyjęcie upieczemy ciasteczka, włączymy bajki, pogramy w gry planszowe. Pasuje?

Super! roześmiałam się. Tęskniłam za przyjaciółmi Kiedyś mama nie pozwalała nikogo zapraszać, bo to przeszkadzało w nauce.

Teraz wszystko będzie inaczej puścił oczko tata. Będziesz miała przyjaciół, przyjemności i szczęśliwe dni. A nauka niech idzie swoim tempem najważniejsze, żebyś była szczęśliwa.

Uśmiechnęłam się, czując, jak w środku kiełkuje pogodny, ciepły kwiat nadziei. Teraz będzie już dobrze.

Idź do oryginalnego materiału