Kiedy najlepiej napisać po pierwszej randce? Psychologowie sprawdzili to w badaniu

sexed.pl 2 tygodni temu

Napisać od razu? Poczekać kilka godzin? A może lepiej nie odzywać się zbyt szybko, żeby nie wyjść na osobę zbyt zdesperowaną? Wokół wiadomości po pierwszej randce narosło tyle zasad, porad i teorii, iż łatwo się w tym pogubić. Jedni wierzą w spontaniczność, inni w chłodny dystans, jeszcze inni w kultową „zasadę trzech dni”, według której najlepiej odczekać, zanim znowu się odezwiesz.

Psychologowie postanowili sprawdzić, czy za tymi randkowymi strategiami stoi cokolwiek więcej niż internetowe mity i popkulturowe rytuały. Wyniki opublikowano w Journal of Social and Personal Relationships.

Pierwsza randka się kończy, a potem zaczyna się analiza

Pierwsze randki mają swój własny ciężar. To moment, w którym dwie osoby sprawdzają nie tylko, czy dobrze im się rozmawia, ale też czy pojawia się ciekawość, napięcie, poczucie dopasowania. jeżeli spotkanie przebiega dobrze, naturalnie rodzi się pytanie, co dalej. Tyle iż to „co dalej” bardzo często zaczyna się od jednego, pozornie prostego kroku: wiadomości.

W praktyce właśnie ten moment bywa źródłem największych rozterek. Bo choć randka się skończyła, emocje często dopiero się rozkręcają. Czy napisać od razu, żeby pokazać zainteresowanie? Czy lepiej się powstrzymać, żeby nie wyjść na zbyt zaangażowaną osobę? A może brak szybkiego kontaktu zostanie odebrany jako chłód albo brak zainteresowania?

Ten dylemat od dawna funkcjonuje w randkowej kulturze niemal jak osobny etap znajomości. W serialach, poradnikach i rozmowach ze znajomymi temat wraca nieustannie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę pytanie o to, kiedy napisać po pierwszej randce, żeby zobaczyć miliony sprzecznych odpowiedzi — od rad, by zrobić to od razu, po sugestie, by odczekać dzień, dwa, a choćby dłużej.

Naukowcy postanowili znaleźć „złoty środek”

Zespół badawczy kierowany przez Larsa Teichmanna postanowił podejść do tej kwestii nie intuicyjnie, ale eksperymentalnie. Badaczy interesowało, czy istnieje taki moment, w którym wiadomość po randce działa najlepiej — czyli zwiększa chęć dalszego kontaktu i wzmacnia zainteresowanie relacją.

Ich założenie było dość konkretne: przypuszczali, iż zależność między czasem wysłania wiadomości a zainteresowaniem drugiej osoby będzie miała kształt odwróconej litery U. Innymi słowy, spodziewali się, iż istnieje pewien optymalny punkt pośrodku — nie za wcześnie i nie za późno — który działa najlepiej. jeżeli wiadomość przyjdzie zbyt gwałtownie albo zbyt późno, rezultat powinien być słabszy.

Badacze chcieli też lepiej zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Interesowało ich, czy opóźnianie kontaktu rzeczywiście sprawia, iż druga osoba więcej o nas myśli, bardziej nas idealizuje albo uznaje nas za cenniejszego partnera. Sprawdzali również, czy znaczenie mają takie czynniki jak płeć, styl przywiązania czy poziom dyskomfortu wobec niepewności.

Najpierw ustalono, co adekwatnie znaczy „za wcześnie” i „za późno”

Zanim ruszył główny eksperyment, przeprowadzono badanie wstępne. Wzięło w nim udział 100 dorosłych osób z USA i Wielkiej Brytanii, zrekrutowanych przez platformę Prolific. Średni wiek uczestników wynosił 38 lat.

Uczestnicy mieli określić, jaki moment na odezwanie się po randce uznaliby za zbyt szybki, a jaki za zbyt późny. Wyniki dały dość interesujący punkt odniesienia. Średnio najwyższe zainteresowanie dalszą relacją budziły osoby, które odzywały się około sześciu godzin po randce. Za zbyt szybkie uznano wysłanie wiadomości w czasie krótszym niż 20 minut po spotkaniu, natomiast za zbyt późne — kontakt po upływie ponad 40 godzin.

To właśnie te dane pozwoliły badaczom wybrać trzy konkretne warianty czasowe do głównego badania: wiadomość wysłaną od razu po randce, następnego ranka oraz po dwóch dniach.

Jak wyglądał eksperyment?

W badaniu głównym uczestniczyły 543 heteroseksualne osoby z USA i Wielkiej Brytanii, również pozyskane przez Prolific. Ich średni wiek wynosił 40 lat, a mniej więcej połowę stanowiły kobiety.

Każda osoba otrzymywała do przeczytania fikcyjny scenariusz pierwszej randki. Spotkanie odbywało się podczas kolacji w eleganckiej włoskiej restauracji. Następnie, w zależności od tego, do której grupy została losowo przypisana dana osoba, scenariusz zakładał, iż partner lub partnerka odezwał_a się:

  • od razu po pożegnaniu,
  • następnego ranka,
  • albo dopiero dwa dni później.

Co ważne, badacze nie ujawniali treści tej wiadomości. Chcieli w ten sposób odizolować wyłącznie wpływ czasu kontaktu, bez mieszania go z tonem, treścią czy stylem pisania.

Po przeczytaniu scenariusza uczestnicy oceniali swoje nastawienie wobec tej osoby. Badano między innymi:

  • chęć wejścia w dłuższą relację,
  • poziom odczuwanej chemii,
  • motywację do ponownego spotkania,
  • poczucie wzajemności zainteresowania,
  • postrzeganą wiarygodność drugiej osoby.

Pytano ich również o to, jak widzą własną atrakcyjność partnerską w porównaniu z osobą z randki. Na końcu badani wypełniali narzędzia psychologiczne mierzące styl przywiązania i unikanie niepewności.

Najlepszy moment? Następny poranek

Wyniki okazały się bardzo wyraźne. Największe zainteresowanie dalszą relacją pojawiało się wtedy, gdy wiadomość przychodziła następnego ranka. To właśnie ten moment działał najlepiej.

Wiadomość wysłana od razu po randce dawała nieco słabszy efekt, ale przez cały czas była odbierana stosunkowo dobrze. Najgorzej wypadał kontakt po dwóch dniach. Osoby, które „czekały” tak długo, wzbudzały najmniejsze zainteresowanie dalszą znajomością.

Podobny wzór pojawił się przy pytaniach o chemię i realną chęć ponownego spotkania. Gdy wiadomość przychodziła od razu albo rano następnego dnia, uczestnicy przez cały czas deklarowali wysoki poziom chemii i gotowość do kolejnego kontaktu. Dwudniowe milczenie wyraźnie osłabiało ten efekt i — mówiąc najprościej — studziło atmosferę.

Dlaczego następny poranek działa najlepiej?

Najciekawsze okazało się jednak to, dlaczego właśnie ten moment wypadał najlepiej. Analiza pokazała, iż wiadomość wysłana wcześnie — od razu albo następnego dnia rano — dawała odbiorcy dwa ważne sygnały.

Po pierwsze, sugerowała wzajemność. Czyli: ta osoba mnie polubiła, spotkanie nie było jednostronne, jestem dla niej ważna_y na tyle, żeby się odezwać.

Po drugie, budowała wrażenie wiarygodności i stabilności. Taki kontakt sprawiał, iż nadawca był odbierany jako ktoś, kto nie znika bez słowa, nie manipuluje dystansem i nie gra w emocjonalne gierki.

W tym sensie wiadomość następnego ranka trafiała idealnie między dwa skrajne odczytania: nie była już impulsywna ani zbyt natychmiastowa, ale nie sprawiała też wrażenia chłodu czy obojętności.

Strategia „gram niedostępność” nie zadziałała

Jednym z najbardziej wyrazistych wniosków badania było to, iż strategia polegająca na celowym opóźnianiu kontaktu po to, by wypaść na bardziej pożądaną czy trudniej dostępną osobę, po prostu się nie sprawdziła.

Czekanie dwa dni nie zwiększało atrakcyjności nadawcy. Nie prowadziło też do tego, iż druga strona częściej o nim myślała albo zaczynała przypisywać mu większą „wartość randkową”. Zamiast tego taki brak kontaktu był interpretowany dużo prościej: jako oznaka braku zainteresowania albo braku niezawodności.

A co z pisaniem od razu?

Wiadomość wysłana natychmiast po randce również nie okazała się idealna, choć zdecydowanie nie była katastrofą. Osoby, które pisały od razu, były częściej postrzegane jako bardziej potrzebujące, może trochę zbyt intensywne, zbyt szybkie w swoim zaangażowaniu.

To właśnie ten element sprawiał, iż nie osiągały najlepszego możliwego efektu. Mimo to ich szanse nie były przekreślone. Kontakt „za szybko” nie działał tak źle, jak kontakt „za późno”. Można więc powiedzieć, iż z badania wyłania się dość prosty obraz: lepiej odezwać się trochę za wcześnie niż zdecydowanie za późno, ale najlepiej jednak poczekać do następnego poranka.

To ważne, bo w kulturze randkowej bardzo długo funkcjonowało przekonanie, iż dystans buduje napięcie i zwiększa pożądanie. Wyniki tego badania pokazują, iż przynajmniej w kontekście wiadomości po pierwszym spotkaniu taki mechanizm nie zadziałał.

Kobiety były bardziej wyczulone na timing

Badacze zauważyli też wyraźne różnice między kobietami a mężczyznami. Mężczyźni na ogół deklarowali większą bazową gotowość do ponownego spotkania i budowania relacji, niezależnie od tego, kiedy przychodziła wiadomość. Innymi słowy, sam moment kontaktu miał na nich mniejszy wpływ.

Kobiety natomiast znacznie mocniej reagowały na to, kiedy druga osoba się odzywa. W ich przypadku timing wiadomości wyraźniej wpływał na ocenę zainteresowania, wiarygodności i sensu dalszego rozwijania znajomości.

Co ciekawe, choć płeć odegrała znaczącą rolę, inne cechy psychologiczne nie miały już większego znaczenia. Styl przywiązania oraz poziom unikania niepewności nie zmieniały wyników w istotny sposób. To oznacza, iż różnice nie wynikały z tego, iż ktoś był bardziej lękowy, bardziej unikający czy gorzej znosił niejednoznaczność. Najwyraźniej sam moment wiadomości działał dość podobnie niezależnie od tych indywidualnych cech.

Pierwsza randka i co dalej? Czytaj

Co z tego wynika w praktyce?

Autorzy badania podsumowali wyniki bardzo jasno. Wczesny kontakt jest korzystny, ale przesunięcie wiadomości na następny poranek pozwala zachować pozytywny efekt bycia odebraną_ym jako osoba zainteresowana i godna zaufania, a jednocześnie dodatkowo zwiększa intencje relacyjne drugiej strony. Zbyt długie zwlekanie działa natomiast odwrotnie do zamierzeń i przynosi efekt rykoszetu.

To jeden z tych wniosków, które brzmią niemal banalnie, ale właśnie dlatego wydają się ważne. Bo pokazują, iż po pierwszej randce nie trzeba budować skomplikowanej strategii. Nie trzeba rozgrywać dystansu, liczyć godzin ani udawać, iż spotkanie nie zrobiło wrażenia. Z drugiej strony nie chodzi też o natychmiastowy impuls. Najlepiej sprawdza się coś pośrodku: sygnał zainteresowania, ale bez wrażenia emocjonalnego pośpiechu.

Idź do oryginalnego materiału