Restauracja, do której zaprosił mnie na drugą randkę Stanisław, emanowała ostentacyjnym luksusem: miękkie światło, kelnerzy poruszający się tak cicho, jakby byli cieniami. Stanisław idealnie wpasowywał się w tę atmosferę elegancki garnitur, wyrazisty zegarek i ten uśmiech człowieka, który zna swoją wartość i lubi być w centrum uwagi.
Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił swobodnie, choćby nie zerknąwszy w menu. Nie znoszę, gdy kobieta w czymkolwiek się ogranicza.
Brzmiało to niczym replika z bajki o szczodrym księciu, ale we mnie pojawiła się lekka niepewność. Być może przez jego oceniający wzrok albo zbyt gorliwe opowieści o byłych partnerkach, które według niego widziały w nim wyłącznie portfel.
Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Stanisław poszedł na całość: stek, tatar, cała butelka drogiego czerwonego wina. Mówił o biznesie, narzekał na powierzchowność ludzi, pogłębiał się w rozważania o wartościach i duchowej bliskości. Słuchałam, kiwając głową, ale czułam się dziwnie jakbym przyszła na egzamin, podczas którego w każdej chwili ktoś może zadać podchwytliwe pytanie.
Monodram jednego aktora
Gdy kelner położył na stole czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Stanisław nie stracił wątku. Dalej opowiadał o upadku moralności, leniwie sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do innych, poklepał spodnie. Jego wyraz twarzy zmienił się pewność siebie zastąpiła udawana bezradność.
Cholera… mruknął, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.
Rozłożył ręce w teatralnym geście bezsilności, ale żadnego strachu nie było widać. Nie poprosił kelnera o poczekanie, nie próbował sięgnąć po telefon żeby zrobić przelew. Zamiast tego, patrzył na mnie.
No cóż, niezgrabna sytuacja rzucił z lekkim ironicznym uśmiechem, opierając się o oparcie krzesła. Może poratujesz? Zrobisz opłatę, a potem oddam. Albo następnym razem stawiam z nawiązką.
W tym momencie wszystko stało się jasne: nie był to zbieg okoliczności czy zapomnienie, tylko specjalnie zaplanowany test, o którym sam mówił pół godziny wcześniej.
Słyszałam o takich historiach czytałam na forach, widziałam w tanich polskich serialach, ale nigdy nie myślałam, iż spotka mnie to osobiście, i to w wykonaniu dorosłego, dobrze sytuowanego mężczyzny.
Jego logika była rozbrajająco prosta: jeżeli kobieta bez protestu płaci za dwóch jest dobra, wygodna, gotowa ratować i ciągnąć. jeżeli odmawia jest wyrachowana i poluje na pieniądze. W tej chwili widziałam już nie biznesmena, a zakompleksionego manipulatora, który postanowił przetestować mnie.
Był przekonany, iż zwycięstwo mają w kieszeni. W jego wyobrażeniu, perspektywa związku z pożądanym kandydatem miała sprawić, iż bez słowa wyciągnę kartę i zapłacę.
Chłodna kalkulacja
Powoli, spokojnie otworzyłam swoją torebkę. Stanisław lekko się rozluźnił uznał, iż jego plan zadziałał.
Oczywiście, nie ma sprawy powiedziałam miękko, sygnalizując kelnerowi.
Proszę rozdzielić rachunek powiedziałam wyraźnie. Płacę za siebie. A za stek, wino i deser niech zapłaci dżentelmen.
Uśmiech na jego twarzy natychmiast zniknął.
Jak to?! wysyczał, pochylając się w moją stronę. Przecież nie mam portfela.
Rozumiem skinęłam głową, przykładając telefon do terminala. Ale ledwie się znamy. Zapłacić za siebie to nic nadzwyczajnego. A kolacja dla mężczyzny, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił najdroższe dania przepraszam, to na pewno nie jest moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły i jestem pewna, iż znajdziesz rozwiązanie.
Kelner zastygł, nerwowo przerzucając wzrok z jednego na drugiego. Stanisław zaczął się czerwienić, z jego powierzchownego blasku nic już nie zostało odsłonił zwyczajną arogancję.
Ty tak poważnie? wysyczał. O kilka złotych? Przecież oddam, tylko chciałem cię sprawdzić…
I sprawdziłeś odparłam, wstając od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Ruszyłam w stronę wyjścia, ale czułam, iż brakuje ostatniego akcentu. On został przy stole, z nieopłaconym rachunkiem, zły i zagubiony, bez portfela.
Wracam, sięgam do portmonetki, wyjmuję kilka zgniecionych banknotów i garść drobnych te same, które zwykle walają się na dnie torebki.
Skoro portfel został w drugim aucie, to pewnie na taksówkę też nie masz? dodałam.
Położyłam pieniądze przy jego kieliszku wina.
Masz na bilet. Nie martw się, dojedziesz do domu komunikacją. Uznać możesz to za mój wkład w twoje badania damskiej psychiki.
Kilka osób przy sąsiednich stolikach zerknęło na nas. Stanisław wyglądał, jakby dostał policzek.
Wyszłam na ulicę.
Tamten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, by rozgryźć człowieka i oszczędzić sobie lata życia. Liczę, iż wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie zwykle się nie zmieniają.
A Wy co byście zrobili na moim miejscu? Ratowalibyście zapominalskiego kawalera czy też wybralibyście stanowczą, ale uczciwą postawę?







