Warszawa, 14 marca
Wieczór w restauracji Elixir zapowiadał się jak scena z eleganckiego filmu. Półmrok na sali, kelnerzy poruszający się cicho i z gracją, a stoliki ukryte w zacisznych zakątkach. Piotr, mój wybranek z drugiego spotkania, wręcz idealnie wpisywał się w ten klimat garnitur z dobrej polskiej marki, złoty zegarek, pewność siebie okrasił lekko ironicznym uśmieszkiem. Zawsze miał wrażenie, iż to on nadaje ton każdemu pomieszczeniu, w którym się znalazł.
Zamawiaj, co tylko zechcesz rzucił nonszalancko, nie patrząc choćby w menu. Nie znoszę, gdy kobieta się ogranicza.
Niby miłe, jak z bajki o polskim rycerzu hojnie zapraszającym damę, ale coś mnie tknęło. Może to jego spojrzenie taksujące, skrupulatne albo opowieści o poprzednich partnerkach, które ponoć widziały w nim jedynie portfel.
Poprosiłam o sałatkę z kaczką i kieliszek polskiego rieslinga. Piotr nie szczędził sobie: stek, tatar, butelka kosztownego bordowego wina. Mówił o biznesie, narzekał na powierzchowność relacji, poruszał tematy wartości i duchowości. Słuchałam, kiwałam głową, ale coraz bardziej czułam się nie jak na randce, ale na egzaminie gdzie zaraz padną podchwytliwe pytania.
Teatr jednego aktora
Gdy kelner położył czarną teczkę z rachunkiem na stole, Piotr ani trochę nie przerywał rozważań o kryzysie moralności. Powoli sięgnął do wewnętrznej kieszeni, potem do bocznej, sprawdził spodnie. Jego pewne spojrzenie nagle zamieniło się w demonstracyjny stres.
Cholera… mruknął, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel albo w biurze, albo w samochodzie.
Rozłożył ręce, udając bezradność. Wcale nie wyglądał na naprawdę zmartwionego. Nie prosił kelnera o zaczekanie, nie sięgnął po telefon, by załatwić przelew. Po prostu patrzył na mnie wyczekująco.
No cóż, głupia sytuacja westchnął, odsuwając się na oparcie. Może pomożesz? Zapłać teraz, oddam później. Albo następnym razem ja stawiam z procentem.
W tej chwili stało się jasne: to nie przypadek ani roztargnienie. To był celowy test, o którym tak chętnie mówił przez pół godziny.
Słyszałam o takich historii czytałam na forach, widziałam w kiepskiej polskiej komedii, ale nie spodziewałam się, iż i mnie spotka, do tego z ręki dorosłego, pewnego siebie człowieka.
Jego logika była aż do bólu prosta: jeżeli kobieta płaci za obu bez sprzeciwu, to dobra, wygodna, gotowa nosić na barkach odpowiedzialność. jeżeli odmówi jest materialistką. Teraz nie patrzył na mnie jak na partnerkę, tylko jak na uczestniczkę eksperymentu. Biznesmen zamienił się w zakompleksionego manipulatora.
Był przekonany, iż wygrał. W jego świecie perspektywa związku z takim łakomym kąskiem powinna sprawić, iż posłusznie wyciągnę kartę z portfela.
Chłodna kalkulacja
Spokojnie otworzyłam torebkę. Piotr wyraźnie się rozluźnił myślał, iż jego plan zadziałał.
Jasne, nie ma sprawy powiedziałam łagodnie, wołając kelnera.
Proszę o podzielenie rachunku oznajmiłam stanowczo. Opłacę swoje dania. Stek, tatar i wino niech zapłaci dżentelmen.
Na jego twarzy zniknął uśmiech.
Jak to? syknął cicho, pochylając się. Nie mam portfela.
Rozumiem odparłam z lekkim uśmiechem przykładając telefon do terminala. Ale znamy się ledwo. Myślę, iż naturalne jest płacić za siebie. A kolacja mężczyzny, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił najbardziej wystawne dania, to, sorry nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, znajdziesz wyjście.
Kelner zawahał się, spojrzał to na mnie, to na Piotra. On zaczął czerwienieć, jego pewność znikła, odsłaniając zwykłą grubiańskość.
Naprawdę? syknął. Tylko przez te pieniądze? Powiedziałem, wszystko oddam! Chciałem tylko sprawdzić…
I sprawdziłeś odpowiedziałam, wstając. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Ruszyłam do wyjścia, ale poczułam, iż nie postawiłam ostatniej kropki. Piotr siedział z nieopłaconym rachunkiem, zły i zagubiony, bez portfela.
Wróciłam, wyjęłam kilka zmiętych banknotów i garść drobnych tych, które zwykle leżą na dnie torebki.
Ach tak powiedziałam. jeżeli portfel został w samochodzie, to chyba na taksówkę też nie masz?
Położyłam pieniądze obok jego kieliszka wina.
To na bilet metra. Nie martw się, dotrzesz do domu. Uznać to możesz za mój wkład w twoje badania duszy kobiety.
Kilka osób z sąsiednich stolików zerknęło z ciekawością. Piotr jakby dostał policzek.
Wyszłam na ulicę.
Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za odkrycie, z kim mam do czynienia, i ocalenie sobie lat życia. Mam nadzieję, iż Piotr wyciągnie wnioski. Choć tacy ludzie raczej się nie zmieniają.
A Ty, co byś zrobiła na moim miejscu? Ratowałabyś roztargnionego kawalera, czy wybrała uczciwą, choć twardą postawę?














