Restauracja, do której zaprosił mnie Wojciech na drugie spotkanie, była kiedyś symbolem wystawnej elegancji przytłumione światło, kelnerzy sunący między stolikami niemal bezszelestnie, jak cienie. Wojciech idealnie pasował do tego miejsca: garnitur skrojony na miarę, wyraźny zegarek i ten dobrze znany półuśmiech człowieka przekonanego, iż cały świat należy do niego. Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił lekko, […]