Restauracja, do której zaprosił mnie Karol na drugie spotkanie, była jak sen o bogactwie światło płynne jak woda, kelnerzy sunący między stolikami niczym duchy. Karol idealnie komponował się z tym otoczeniem: garnitur ze szlachetnej wełny, zegarek błyszczący na nadgarstku niczym oko starego smoka, a na twarzy uśmiech, za którym kryła się pewność siebie podobna do zbroi.
Wybierz, co tylko chcesz rzucił leniwie, nie zerkając choćby w menu. Nie znoszę, kiedy kobieta ogranicza się w czymkolwiek.
Brzmiało to, jakby opowiadał bajkę o polskim królewiczu, ale wyczuwałam w tym coś dziwnego, jakby zapach stęchłego drewna za elegancką tapetą. Może był to jego przenikliwy wzrok lub sposób, w jaki ochoczo mówił o swoich byłych, które, według niego, widziały w nim wyłącznie „portfel”.
Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek polskiego rezylinga. Karol zamówił stek, tatar, całą butelkę drogiego czerwonego wina. Rozprawiał o biznesie, narzekając na płytkość ludzi, rozmyślając o wartościach i duchowych więziach. Słuchałam, kiwałam głową, a jednak czułam się, jakbym nie była na randce, tylko w dziwacznej komisji, gdzie za chwilę padnie podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Gdy kelner zostawił czarną, skórzaną teczkę z rachunkiem na stole, Karol nie przerwał swych filozoficznych dywagacji. Sięgnął najpierw do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, potem poklepał spodnie. Jego twarz zmieniła wyraz: pewność siebie ustąpiła miejsca przesadnej dezorientacji.
Jasna cholera wymamrotał, patrząc mi prosto w oczy. Chyba portfel zostawiłem albo w biurze, albo w innym aucie.
Rozłożył ręce, udając bezradność, ale strachu nie widziałam w jego oczach. Nie prosił kelnera o chwilę, nie sięgnął po telefon, nie próbował przelewu. Po prostu patrzył na mnie.
Kuriozalna sytuacja, prawda? powiedział, opierając się wygodnie o krzesło. Może uratujesz sytuację? Zapłacisz teraz, ja później oddam. Albo przy następnej okazji postawię z nawiązką.
Wtedy stało się jasne, iż to nie pomyłka ani zapomnienie. To wyrachowany test, o którym opowiadał przez pół godziny wcześniej.
Słyszałam o takich historiach, widziałam je na forach, w kiepskich serialach, ale nigdy nie spodziewałam się być bohaterką jednej z nich i to w towarzystwie dorosłego, dobrze sytuowanego mężczyzny.
Jego logika była żałośnie prosta: jeżeli kobieta bez sprzeciwu płaci za oboje znaczy dobra, wygodna, gotowa ratować i dźwigać. jeżeli odmówi znaczy materialistka, łasa na pieniądze. Przede mną już nie siedział biznesmen, tylko zakompleksiony manipulator grający w sprawdzanie.
Był przekonany, iż już wygrał. W jego świecie perspektywa związku z pożądanym kawalerem powinna sprawić, iż bez słowa wyciągnę kartę z torebki.
Chłodna kalkulacja
Powoli i z pełnym spokojem otworzyłam swoją torebkę. Karol rozluźnił mięśnie uznał, iż jego plan się powiódł.
Oczywiście, żaden problem odparłam łagodnie, przywołując kelnera.
Proszę podzielić rachunek powiedziałam wyraźnie. Ja płacę za siebie. Za stek, wino i deser niech płaci dżentelmen.
Jego uśmiech zniknął.
Jak to? wysyczał, pochylając się w moją stronę. Przecież nie mam portfela.
Rozumiem skinęłam głową, przykładając telefon do terminala. Ale dopiero się poznajemy. Zapłacić za siebie to nic nienormalnego. A za kolację faceta, który zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamawiał najdroższe dania wybacz, ale to już nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły i pewnie sobie poradzisz.
Kelner zastygł nieswojo, patrząc na nas raz po raz. Karol zaczął czerwienić się, a jego blichtr odpadał warstwa po warstwie, odsłaniając zwykłą grubiańskość.
Naprawdę? Dla kilku złotych? Przecież mówiłem, iż oddam! Chciałem tylko sprawdzić, kim jesteś.
I sprawdziłeś powiedziałam, wstając od stolika. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Zmierzając ku wyjściu czułam, iż brakuje ostatniego akcentu. Siedział tam z niezapłaconym rachunkiem, zły, zagubiony, bez portfela.
Wróciłam do stolika i wyjęłam z portfela kilka zmiętych banknotów i garść monet tych, które przeważnie zalegają na dnie torebki.
Skoro portfel w innym aucie, to pewnie i na taksówkę też nie masz? rzuciłam.
Położyłam pieniądze przy jego kieliszku z drogim winem.
Masz na bilet na metro. Nie przejmuj się, dojedziesz. Uznaj to za mój wkład w twoje badania kobiecej duszy.
Kilka osób przy sąsiednich stolikach spojrzało w naszą stronę. Karol wyglądał na takiego, jakby dostał policzek.
Wyszłam na wilgotną ulicę Warszawy.
Tamten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za szybkie rozpoznanie człowieka i zaoszczędzenie sobie lat życia. Może wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie zwykle nie zmieniają się.
A wy, jak zachowalibyście się na moim miejscu: próbowalibyście ratować zapominalskiego kawalera, czy wybralibyście twardą, ale uczciwą postawę?














