Warszawa, 12 maja
Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Bartosz, aż kipiała sztucznym luksusem: przygaszone światło, kelnerzy sunący między stolikami niczym cienie, wszystko w ścisłym milczeniu. Bartosz doskonale pasował do tej scenerii elegancki garnitur, zegarek od znanej marki i ten sam półuśmiech człowieka, który zawsze uważa siebie za centrum każdego wszechświata.
Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił niedbale, nie patrząc choćby w menu. Nie znoszę, gdy kobieta w czymś się ogranicza.
Brzmiało to efektownie, niemal jak cytat z bajki o szczodrym księciu. Jednak w środku poczułem lekki niepokój. Może przez jego przenikliwy wzrok, może przez to, jak chętnie opowiadał o swoich byłych, które, według niego, widziały w nim tylko portfel.
Wybrałem sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Bartosz zaszalał: stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Mówił o biznesie, narzekał na powierzchowność ludzi, rozważał nad wartościami i bliskością duchową. Słuchałem, kiwając głową, ale uczucie było takie, jakbym zamiast randki przyszedł na egzamin, gdzie zaraz padnie podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Gdy kelner położył na stole czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Bartosz nie przerywał swych rozważań. Pociągnął się leniwie do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, następnie poklepał się po spodniach. Wyraz jego twarzy zmienił się pewność zamieniła się w udawaną konsternację.
Kurczę powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.
Rozłożył ręce, udając bezradność, ale ani trochę się nie bał. Nie poprosił kelnera, żeby zaczekał, nie sięgnął po telefon, by wyjaśnić sprawę przelewem. Po prostu patrzył na mnie.
Ale kłopot, prawda? ciągnął, opierając się wygodniej. Pomożesz? Zapłacisz teraz, a ja później oddam, albo następnym razem ja stawiam z nawiązką.
W tej chwili stało się jasne: to nie była przypadkowość ani roztargnienie. To zaplanowany test, o którym rozprawiał pół godziny wcześniej.
Znałem takie historie czytałem o nich na forach, widziałem w tanich polskich serialach, ale nie przypuszczałem, iż kiedyś trafię na coś takiego osobiście, i to z dorosłym, dobrze sytuowanym mężczyzną.
Jego sposób myślenia był aż żałośnie prosty: jeżeli kobieta bez dyskusji płaci za dwóch znaczy, dobra, wygodna, gotowa pomagać i dźwigać chłopa. Gdy odmówi znaczy, jest materialistką i poluje na kasę. W tej chwili siedział już przede mną nie biznesmen, a niedojrzały manipulator, który postanowił pobawić się w sprawdzian.
Był pewien, iż wszystko pójdzie zgodnie z planem. W jego świecie perspektywa związku z takim atrakcyjnym kawalerem powinna sprawić, iż bez słowa wyciągnę kartę z portfela.
Chłodna kalkulacja
Powoli, z pełnym spokojem, otworzyłem torbę. Bartosz wyraźnie się rozluźnił uznał, iż jego plan zadziałał.
Oczywiście, nie ma problemu powiedziałem miękko i skinąłem na kelnera.
Proszę o podział rachunku oznajmiłem stanowczo. Ja płacę za siebie. Stek, wino i deser może opłacić dzisiejszy dżentelmen.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
O co chodzi? syknął, pochylając się w moją stronę. Nie mam przecież portfela!
Rozumiem odparłem, przykładając telefon do terminala. Ale dopiero się poznajemy. Zapłacić za siebie to norma. Kolacja mężczyzny, który sam mnie zaprosił do drogiej restauracji i zamówił najdroższe dania wybacz, to już nie moja sprawa. Jesteś dorosły, znajdziesz wyjście.
Kelner zatrzymał się, zakłopotany, patrząc to na mnie, to na niego. Bartosz zaczął się czerwienić, a jego elegancja pewnie spadała warstwa po warstwie, odsłaniając zwykłą grubiańskość.
Serio? syknął z irytacją. Przez parę złotych? Mówiłem przecież, iż oddam. Chciałem cię sprawdzić.
I sprawdziłeś powiedziałem, zrywając się od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Już szedłem do wyjścia, ale poczułem, iż brakuje jeszcze ostatniego akcentu. Został z niezapłaconym rachunkiem, zły i zdezorientowany, bez portfela.
Wróciłem do stołu, wyciągnąłem z portfela kilka pogiętych banknotów i garść drobnych takich, które zwykle leżą na dnie torby.
Ach tak dodałem. Skoro portfel jest w drugim aucie, to pewnie na taksówkę też nie masz?
Położyłem pieniądze przy jego kieliszku drogiego wina.
To dla ciebie na bilet ZTM. Nie martw się, dojedziesz do domu. Potraktuj to jako mój wkład w twoje badania duszy kobiecej.
Kilka osób z sąsiednich stolików odwróciło się, Bartosz wyglądał, jakby dostał policzek.
Wyszedłem na ulicę.
Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, z jaką gwałtownie można rozpoznać człowieka i zaoszczędzić sobie lata życia. Mam nadzieję, iż wyciągnął lekcję, choć tacy jak on zwykle się nie zmieniają.
A ty, co byś zrobił na moim miejscu ratowałbyś zapominalskiego kawalera, czy postawiłbyś na trudną, ale uczciwą postawę? Dla mnie ta sytuacja była przypomnieniem, iż szacunek do siebie i do innych to coś, czego zawsze trzeba się trzymać.














