Warszawa, 3 czerwca
Restauracja, do której zaprosił mnie Krzysztof na drugie spotkanie, emanowała wręcz ostentacyjnym przepychem: przyciemnione światła, kelnerzy poruszający się cicho między stolikami jak duchy. On sam doskonale wpisywał się w ten klimat garnitur z najwyższej półki, markowy zegarek i charakterystyczny uśmiech człowieka, który przywykł być zawsze w centrum uwagi.
Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił lekko, nie zaglądając choćby do menu. Nie znoszę, gdy kobieta się ogranicza.
Brzmiało to efektownie, jak cytat z bajki o szczodrym księciu, ale wewnątrz poczułem nutę niepokoju. Może to przez jego oceniające spojrzenie, może przez opowieści o byłych, które, według niego, widziały w nim jedynie portfel.
Zamówiłem sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Krzysztof poszedł na całość: stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Gawędził o biznesie, narzekał na płytkość ludzi, rozważał o wartościach i duchowej bliskości. Słuchałem i kiwałem głową, ale czułem się niezręcznie jakby to była nie randka, a egzamin, na którym za chwilę padnie podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Kiedy kelner położył elegancką skórzaną teczkę z rachunkiem na stole, Krzysztof nie zszedł z tematu. przez cały czas wywodził o upadku moralności, leniwie sięgając do kieszeni marynarki, potem do drugiej, następnie poklepując spodnie. Wyraz jego twarzy zmienił się pewność siebie ustąpiła miejsca udawanemu zakłopotaniu.
Cholera powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel albo w biurze, albo w innym aucie.
Rozłożył ręce, udając bezradność, ale nie było tam żadnego strachu. Nie poprosił kelnera o chwilę, nie próbował rozwiązać sprawy przelewem czy BLIKiem. Po prostu patrzył na mnie.
No cóż, taka głupia sytuacja westchnął, odchylając się na krześle. Może pomożesz? Zapłacisz teraz, a ja ci potem oddam. Albo następny raz stawiam, z procentem.
Wtedy stało się jasne: to nie przypadek ani roztargnienie. Siedział przede mną facet, który wcześniej przez pół godziny rozwodził się nad testem.
Słyszałem o takich zagrywkach czytałem na forach, widziałem w tanich serialach, ale nigdy nie sądziłem, iż sam się na to natknę, i to ze strony dorosłego, odnoszącego sukcesy mężczyzny.
Jego logika była prosta aż do absurdu: jeżeli kobieta bez wahania płaci za dwóch, jest dobra, wygodna, gotowa ratować i dźwigać. jeżeli się sprzeciwi jest materialistką, polującą na pieniądze. W tym momencie siedział już nie biznesmen, a zakompleksiony manipulator, który postanowił sprawdzić mnie na własny sposób.
Był pewien, iż wygra. W jego świecie perspektywa związku z takim łakomym kąskiem miała sprawić, iż bez słowa wyciągnę kartę z portfela.
Chłodna kalkulacja
Powoli i z możliwie największym spokojem otworzyłem swoją torbę. Krzysztof wyraźnie odetchnął uznał, iż wszystko poszło zgodnie z planem.
Jasne, żaden problem odparłem miękko i przywołałem kelnera.
Proszę podzielić rachunek powiedziałem jasno. Ja płacę za siebie. A stek, wino i deser niech opłaci dżentelmen.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
Jak to? wysyczał, pochylając się do mnie. Przecież nie mam portfela.
Rozumiem skinąłem głową, zbliżając telefon do terminala. Ale prawie się nie znamy. Zapłacić za siebie to normalne. Natomiast kolacja mężczyzny, który sam mnie zaprosił do drogiej restauracji i zamówił najdroższe pozycje wybacz, to zdecydowanie nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły i na pewno znajdziesz rozwiązanie.
Kelner zamarł, patrząc raz na mnie, raz na niego. Krzysztof zaczął się rumienić, a jego wyrafinowanie odpadało warstwa po warstwie, odsłaniając zwyczajną niegrzeczność.
No naprawdę? szepnął. O kilka złotych? Przecież powiedziałem, iż oddam. Chciałem cię po prostu sprawdzić.
I sprawdziłeś powiedziałem, wstając od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Już zmierzałem do wyjścia, ale czułem, iż trzeba jeszcze postawić kropkę. On siedział tam z nieopłaconym rachunkiem, wściekły i zdezorientowany, bez portfela.
Wróciłem do stolika, wyjąłem kilka pogniecionych banknotów i garść drobnych te same, które zwykle walają się na dnie torby.
Ach tak dodałem. Skoro portfel jest w innym samochodzie, to na taksówkę też chyba nie masz?
Położyłem pieniądze obok jego kieliszka drogiego wina.
To na metro. Spokojnie, dojedziesz. Uznać możesz, iż to mój wkład w twoje badania duszy kobiecej.
Kilka osób przy sąsiednich stolikach spojrzało w naszą stronę. Krzysztof wyglądał, jakby właśnie dostał policzek.
Wyszedłem na zewnątrz.
Ten wieczór kosztował mnie raptem sałatkę i lampkę wina niewielka cena za to, by w porę rozpoznać człowieka i zaoszczędzić sobie lata życia. Może wyciągnie wnioski, choć ludzie tego pokroju rzadko się zmieniają.
A ja nauczyłem się jednego: warto zawsze trzymać się zasad i nie pozwolić sobą sterować, choćby jeżeli to oznacza spotkanie z księciem bez portfela w luksusowej scenerii.







