— Kasiu, słyszałaś już, co mówił Tomasz? — wtrąciła teściowa. — Słuchaj, przyjedzie dwadzieścia osób. Przygotowania zaczynamy wieczorem, przyjadę wcześniej, około szóstej.
— Co? Wieczorem? — zapytała sceptycznie synowa. — Nikt mnie o to nie pytał.
— Czekaj, jeszcze nie skończyłam. Tomasz ma już listę zakupów. Obiecał wszystko kupić.
Tomasz od zawsze wspierał starszą siostrę, Świetlanę.
Do trzydziestki zdążyła dwa razy wyjść za mąż i dwa razy się rozwieść.
Zawsze winny był ten drugi — „niewłaściwy facet się trafił”.
Ich matka, Tamara Włodzimierzowa, powtarzała synowi od dziecka:
— Siostrze trzeba pomagać.
I Tomasz pomagał.
Raz pieniędzmi, gdy Świetlana „tymczasowo” straciła pracę.
Innym razem remontem w wynajętym mieszkaniu.
Jeszcze innym — przeprowadzkami po kolejnych rozwodach.
W końcu sam się ożenił.
Kasia początkowo znosiła to w ciszy.
Po roku Świetlana po piąty raz poprosiła o samochód „na kilka dni”.
Kasia powiedziała wtedy łagodnie, ale stanowczo:
— Tomaszu, może już dość? Potrzebujemy auta na weekend.
— Co trzeba zrobić? Nie da się pieszo?
— Nie da się dojść do rodziców pieszo. Czekają z ogórkami.
— Wiesz, iż Świetlana ma pilną sprawę — mruknął Tomasz.
— Znowu? Jaką konkretnie?
— Nie wiem dokładnie, ale potrzebuje.
— Nie, Tomaszu. Tym razem nie. Albo odmawiasz siostrze, albo kupujesz mi auto.
Tomasz się zawahał, chciał choćby zadzwonić i odmówić.
Wtedy Tamara Włodzimierzowa gwałtownie przywróciła stary porządek:
— Rzucisz siostrę przez żonę? Ona jest jedyną! Kto jej pomoże, jeżeli nie ty?
I Tomasz znowu pomógł, mimo kłótni z żoną.
Po kilku dniach milczenia nie wytrzymał:
— Dlaczego się obraziłaś?
— Trzy dni ci było trzeba, by to zrozumieć? — oburzyła się Kasia.
— Naprawdę nie wiem, o co chodzi.
— Twoja siostra zabrała ci cały weekend. Miałeś ją tylko podwieźć, a zostałeś dwa dni.
— Trochę wypiłem. Był tam jej były, normalnie rozmawialiśmy.
— Mogłeś zadzwonić.
— Ty też mogłaś — odparł Tomasz.
— Dzwoniłam! Telefon był wyłączony. Myślałam, iż coś się stało.
— Nie wymyślaj — przerwał, bo zadzwonił telefon.
Wyszedł na balkon, by odebrać.
To była Świetlana.
— Bracie! Jubileusz za dwa tygodnie! Trzydzieści lat!
Tomasz spojrzał na Kasię, która rozlewała zupę.
— Czego chcesz?
— Chcę świętować u was. Macie duży salon.
— Może w kawiarni? Dołożę pieniędzy.
— Zwariowałeś? Już wszystkim powiedziałam, iż przyjęcie będzie u was.
— Muszę zapytać Kasię. To też jej mieszkanie.
— Za późno! Mama już szykuje menu.
Telefon zadzwonił znowu — wiadomość od matki z listą potraw.
Kasia, nic nie wiedząc, siedziała w fotelu, gotowa obejrzeć serial.
Gdy zobaczyła spuszczony wzrok Tomasza, zrozumiała wszystko.
— No i co tym razem?
— Świetlana ma jubileusz. Trzydzieści lat. Chce świętować u nas.
— U nas? W naszym mieszkaniu?
— Tak, ale tylko jeden wieczór.
— I zgodziłeś się?
— Już wszystkich zaprosiła, mama układa menu…
Kasia zamknęła oczy.
— Tomaszu, jesteś dorosłym mężczyzną, czy tylko wykonawcą woli Świetlany?
W tym momencie zadzwoniła teściowa.
— Kasiu, słyszałaś już? Dwadzieścia osób, gotowanie od wieczora, ja przyjadę o szóstej.
— Nie podpisywałam się na to.
— Tomasz ma listę zakupów.
— A pieniądze skąd?
— Tomasz obiecał pomóc.
— Czyli z mojego mieszkania robicie restaurację i jeszcze ja płacę?
— Świetlana nie jest wam obca! Pokroisz warzywa, zrobisz sałatki. Jesteś gospodynią domu!
— Dopiero się dowiedziałam o tym święcie. Nie zgodziłam się na przyjęcie u mnie.
— „Moje mieszkanie”? Wy jesteście małżeństwem, wszystko wspólne!
— Gdyby mieszkanie było Tomasza, nie mówilibyście tak. Byłabym tylko utrzymanką.
— Nie gadaj bzdur. Do piątku kupić wszystko — rzuciła teściowa i się rozłączyła.
— Co to było? — zapytał Tomasz.
— Dość udawania ofiary! — odpowiedział. — Przyznaj się do błędu.
Kasia wstała w milczeniu.
Podeszła do szafy, wyjęła dużą torbę sportową.
Zaczęła składać koszulki i dżinsy Tomasza.
Tomasz czuł się zwycięzcą.
Otworzył piwo, usiadł przed telewizorem, włączył mecz.
Myślał, iż Kasia się uspokoi.
Mylił się.
Po pół godziny stała w korytarzu z torbą w ręku.
— Co to za przedstawienie? — mruknął.
— To nie teatr. To koniec.
— Nie wrócę do mamy — powiedział, podchodząc bliżej.
— Właśnie o to proszę. Wróć do niej. Z euforią wydzieli ci kąt w salonie.
— Serio tak kończysz? Przez chwilę kłótni?
— Nie da się zniszczyć tego, co już się rozpadło.
— Twoje koszulki są w torbie. Wyjdź teraz.
Tomasz poczerwieniał, zacisnął wargi.
— Myślisz, iż znajdziesz lepszego?
— Takich jak ty naprawdę nie trzeba szukać.
— Pożałujesz tego! — krzyknął, chwytając torbę.
Drzwi zamknęły się za nim z trzaskiem.
Kasia stała chwilę w cichym korytarzu.
Potem usiadła spokojnie i włączyła przerwany serial.
Bez Tomasza, bez teściowej, bez jubileuszu Świetlany.
Po raz pierwszy w swoim mieszkaniu była naprawdę sama.
I to jej wystarczyło.












