Kapsułowa garderoba: 44 ubrania zamieniły się w 47 👚

anulapl.blogspot.com 3 dni temu

Tradycyjnie już zaczniemy post od małych porządków. Spokojnie, przed grudniem, te są ostatnie. Na listopad szykuję dla Was całkiem przyjemny wpis z innej kategorii, której dawno nie było na blogu. Trochę odetchniecie od declutteringu.


Dziś zajmiemy się jeszcze szafą i porządkami - najpierw małe pożegnania

Zaczniemy od dodatków.

Torebka – ta mała beżowa. Jeszcze usilnie próbowałam wykorzystać ją na wiosnę – na przykład tutaj – ale w praktyce więcej leżała, niż po nią sięgałam. choćby wtedy, gdy trafiały się bardziej odświętne wyjścia niż spacer, Biedra czy Lidl.

1. Beżowa torebka trafiła do mnie w 2019 roku. Kupiłam ją w sh. w tej chwili nie jest mi aż tak potrzebna, dlatego znalazła już nowy dom.

I chyba właśnie to jest jeden z najlepszych testów przy budowaniu minimalistycznej garderoby: nie pytam już, czy dana rzecz mogłaby się przydać? Pytam, czy faktycznie po nią sięgam?

W tym przypadku odpowiedź była dość brutalna: nie.


Ubrania.

Body. Poprzedniej zimy bywało, iż denerwował mnie też zbyt mocno opinający fason i za głęboki dekolt. Na kolejną zimę nie zostawiam. Przekazuję dalej.

2. Czarne body z H&M. Było ze mną prawie 10 lat! Kupiłam je na początku 2017 roku, na wyprzedażach, przed wakacyjnym wyjazdem.


I tutaj dochodzimy do pytania: Co w ich miejsce?


W miejsce torebki – nic.

Nie mam żadnych torebek w zapasie. Wszystkie, które posiadam, są pod ręką i jeżeli mam ochotę, po prostu po którąś sięgam. Nie widzę więc sensu kupowania kolejnej tylko dlatego, iż jedna właśnie opuszcza moją szafę.


W przypadku body sytuacja wygląda podobnie. Nie mam kolejnego.

Jeszcze dwa, trzy lata temu kolejne body było na mojej liście zakupów „na kiedy to się zużyje”. Dzisiaj stawiam przede wszystkim na maksymalną wygodę. I szczerze? Denerwuje mnie jego ciągłe rozpinanie, kiedy trzeba skorzystać z łazienki. Zwłaszcza w miejscach publicznych. Z czasem w szafie pojawi się pewnie jakiś zimowy basic. Ale czy będzie to body? Tego nie wiem. I bardzo dobrze. Nie muszę przecież już teraz wiedzieć, czym dokładnie zastąpię każdą rzecz, która wypadnie z mojej garderoby kapsułowej.


A teraz mała ciekawostka: minimalizm nie zawsze oznacza „mniej”.

Minimalizm przeważnie kojarzy się z pozbywaniem się ubrań i posiadaniem ich coraz mniej.


U mnie tym razem będzie odwrotnie.

A co!

Jestem już na tyle świadoma swojej szafy, iż dodanie do niej kilku kolejnych rzeczy krzywdy mi nie zrobi. Bo przecież minimalizm w szafie nie polega na wyścigu o najniższą liczbę ubrań. Nie chodzi o to, żeby dojść do 20 rzeczy, zrobić sobie zdjęcie i ogłosić światu, iż od dzisiaj każda bluzka ma trzy funkcje, a spodnie muszą być kompatybilne z absolutnie wszystkim. Chodzi o to, żeby szafa była dopasowana do mnie, mojego życia i tego, jak naprawdę się ubieram.


A więc co wskakuje?

Na początek prawdziwy vintage. Dwie pary spodni, które pamiętają czasy mojego absolutorium. Co ciekawe, obie pary były również w mojej pierwszej kapsułowej garderobie na tym blogu. Jakością biją na głowę wszystkie te obecne, papierowe ubrania z sieciówek. jeżeli wiecie, o czym mówię, to wiecie. jeżeli nie – cóż, obyście nigdy nie musieli się przekonać.

3. Spodnie zaprasowane na kant w delikatny prążek, jedne z lepszych rzeczy, jakie mam w szafie. Na blogu pokazałam je tutaj
(No name, rok trafienia do mojej szafy 2009)

4. Identyczny odpowiednik powyższych spodni tylko, iż z grubszego materiału, więc są idealne na jesień i zimę. Mają też gładszy deseń, więc można je również stylizować casualowo, o czym przekonacie się poniżej.
(No name, rok trafienia do mojej szafy 2009)

Ostatnia, trzecia para spodni z Mohito - pisałam o ich kupnie tutaj. Były zaprasowane na kant, dokładnie tak jak te dwie pary spodni powyżej, ale po wypraniu gdzieś mi te kanty zniknęły. No naprawdę, ciekawe! Co zrobić. Dzisiejsza sieciówkowa jakość najwyraźniej postanowiła mnie zaskoczyć. 🤔

5. Niestety zapomniałam o zdjęciach tych spodni, więc wrzucam je bezpośrednio ze strony sklepu. Nie są już dostępne w sprzedaży, ale na pewno można dostać wiele podobnych modeli z wiskozy.
(Mohito, rok trafienia do mojej szafy 2025).

Kamizelka, czyli wielki powrót. Dodaję również coś, co od zawsze jest u mnie totalnym hitem jesieni i co również było w pierwszej kapsułowej garderobie na tym blogu. Celowo nie wrzuciłam tej rzeczy do mojej aktualnej kapsułowej garderoby, kiedy ją tworzyłam. Chciałam sprawdzić, czy przeżyję bez niej.

Przeżyłam.

Eksperyment się udał. Można odetchnąć i wyciągnąć ją ponownie do codziennego użytku.

6. Kamizelka to mój ulubieniec jesienny. Mam do niej niesamowity sentyment i mam zamiar nosić ją tak długo, aż się rozpadnie.
(C&A rok trafienia do mojej szafy 2013/14)


I tym sposobem z 44 ubrań w kapsułowej szafie zrobiło się…47.

Jak dla mnie – OK.

I chyba właśnie to jest najważniejszy wniosek z mojego eksperymentu z garderobą kapsułową. Nie o liczby tu chodzi. Chodzi o to, żeby szafa była dla mnie jak najbardziej funkcjonalna i praktyczna. Może być w niej 30 rzeczy. Może być 47. Może być choćby 100, a choćby więcej. Ważne, żeby te ubrania były noszone. Bo właśnie o to tutaj chodzi.

Każdy i każda z nas buduje swoją szafę pod siebie – świadomie i z przekonaniem. Nie pod tabelkę z internetu, nie pod cudzą kapsułową garderobę i nie pod zasadę, iż „prawdziwy minimalista powinien mieć maksymalnie X rzeczy”.

Jeśli 40 ubrań wystarcza Ci do szczęścia – super.

Jeśli potrzebujesz 80 – też super.

Najważniejsze, żebyś znał/a swoją szafę i faktycznie korzystał/a z tego, co w niej masz.


Jak idzie mi powrót do biura?

W komentarzach pojawiła się prośba, żebym poinformowała Was, jak idzie mi powrót do biura. A no idzie tak, iż zdarza mi się tam być raz w tygodniu. Czasami raz na dwa tygodnie. Z myślą o tej częstotliwości pokazuję Wam kilka stylizacji, które ostatnio nosiłam i mam zamiar nosić jeszcze przez te cieplejsze dni.


Stylizacja 1 – gdy trzeba jednak zawitać do tego biura

7. Totalna klasyka: beże, czernie i biele. Do tego większa materiałowa torba na wszystko, co niezbędne i można iść do pracy.

8. przez cały czas mi beżowo .... przez drogę. :)


Stylizacja 2 – kolejny wariant biurowy. Bo jedna opcja to trochę za mało.

9. Czym byłoby biuro bez spodni w delikatny prążek? No nie wiem.


Stylizacja 3 – przez cały czas biuro, dobrze mieć wybór.

10. Spodnie z kantem, bez kantów, czyli Mohito total look.


Stylizacja 4 – skoro już tu jestem, to pokażę się w czymś innym, niebiurowym, szafa przecież sama się nie ponosi.

11. Tak, wiem, nie wygląda za fajne ta kamizelka, ale za to jak grzeje! Do tego szersze spodnie z grubszego materiału i idę mierzyć się z tymi jesiennymi temperaturami! 🍂🍃🍁


Stylizacja 5 – spacery po lasach i rezerwatach. Tutaj elegancja może sobie spokojnie usiąść w kącie. Musi być wygodnie i na każdą ewentualność.

12. jeżeli "polska złota jesień" to i "złoty sweter" - blasku nigdy dość!


13. Lubię aktywne, rześkie poranki. Zwłaszcza weekendowe, gdy miasto jeszcze śpi, a ja łapię pierwsze, coraz późniejsze promienie słoneczne.

Na koniec tradycyjnie zostawiam Wam dokładną rozpiskę rzeczy wykorzystanych w tych stylizacjach. To właśnie dzięki takim zestawieniom najlepiej widać, jak wygląda wykorzystywanie zawartości własnej szafy w praktyce.

Mam na sobie:

  1. Botki: Jenny Fairy dla CCC – rok trafienia do mojej szafy: 2019
  2. Białoróżowe sneakersy: Lasocki Young dla CCC – rok trafienia do mojej szafy: 2024
  3. Balerinki: Lasocki – rok trafienia do mojej szafy: 2023
  4. Białobłękitne sneakersy: DeeZee dla CCC.eu – rok trafienia do mojej szafy: 2025
  5. Spodnie prążkowane: no name – rok trafienia do mojej szafy: 2009
  6. Spodnie szare: no name – rok trafienia do mojej szafy: 2009
  7. Spodnie czarne: Mohito – rok trafienia do mojej szafy: 2025
  8. Spodnie jasnobeżowe: z drugiej ręki – rok trafienia do mojej szafy: 2019
  9. Jeansy: Reserved – rok trafienia do mojej szafy: 2018
  10. Biały T-shirt: z drugiej ręki (Atmosphere) – rok trafienia do mojej szafy: 2016
  11. Sweter w paski: Reserved – rok trafienia do mojej szafy: 2017
  12. Bluzka w paski: Cropp – rok trafienia do mojej szafy: 2016/2017
  13. Srebrny sweter z wiskozy: Mohito – rok trafienia do mojej szafy: 2016
  14. Sweter oversize: Reserved – rok trafienia do mojej szafy: 2017
  15. Kurtka jeansowa: Noisy May dla Zalando – rok trafienia do mojej szafy: 2018
  16. Kamizelka: C&A – rok trafienia do mojej szafy: 2013/2014
  17. Kurtka sportowa: z drugiej ręki (Reebok) - rok trafienia do mojej szafy 2023
  18. Krótki trencz: second hand (New Look) – rok trafienia do mojej szafy: 2019
  19. Torebka: Pepco – rok trafienia do mojej szafy: 2018
  20. Torebka: vintage (z szafy mojej babci) – rok trafienia do mojej szafy: 2015
  21. Torebka ze srebrnymi akcentami: second hand – rok trafienia do mojej szafy: 2019
  22. Materiałowa torba: BE Glossy – rok trafienia do mojej szafy: 2021
  23. Plecak: Yourturn dla Zalando – rok trafienia do mojej szafy: 2018


I tak właśnie wygląda kolejny etap mojego eksperymentu z kapsułową garderobą.

Miało być 44 rzeczy.

Jest 47.

I naprawdę nie zamierzam z tego powodu wzywać komisji do spraw minimalizmu.

Najważniejsze jest to, iż wiem, co mam, wiem, co noszę i nie muszę w tym roku kupować kolejnych ubrań tylko dlatego, iż coś mi się znudziło albo zobaczyłam nową kolekcję w sklepie.

A to, jak na minimalistkę, uważam za całkiem niezły wynik.


Do następnego!

Idź do oryginalnego materiału