Kapsułki rodem z kabaretu

liderzyinnowacyjnosci.com 3 tygodni temu

Oferty kuszą obietnicą „więcej, mocniej, dłużej” dla wzmocnienia libido. Rynek podsuwa więc kapsułki o nazwach rodem z kabaretu. Problem w tym, iż – jak ostrzegał prof. Jarosław Woroń na spotkanie w Polpharmie SA w przeddzień Walentynek – droga od „jurnego dzięcioła” do szpitalnego łóżka bywa zaskakująco krótka.

Miłość od wieków miała swoich sprzymierzeńców. Nazywamy ich afrodyzjakami – od Afrodyty, bogini miłości. Trochę w tym poezji, trochę marketingu, a sporo ludzkiej nadziei. Awokado, figi, truskawki, granaty. Ostrygi pełne cynku. Kakao, imbir, chili, wanilia. Czerwone wino, żeń-szeń, maca. W gruncie rzeczy – pół targu i połowa spiżarni.

I bardzo dobrze. Bo jeżeli już szukać iskry, to w kuchni, a nie w podejrzanym blistrze z napisem „100% mocy”. Większość tak zwanych afrodyzjaków działa głównie jako placebo – sugestią, zapachem, skojarzeniem. Prof. Jarosław Woroń, szef Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówi wprost: to gra wyobraźni, a nie twarda farmakologia I trudno się z nim spierać.

Owszem, relaks, kolacja przy świecach, dobre wino – to wszystko może pomóc. Nie dlatego, iż w kakao siedzi Kupidyn, ale dlatego, iż człowiek przestaje być zestresowany. A libido nie znosi stresu.

Problem zaczyna się tam, gdzie wchodzimy w świat „specyfików”. Nazwy brzmią swojsko albo egzotycznie – „ziele napalonego kozła”, „jurny dzięcioł”, żeń-szeń malezyjski. Nazwy śmieszne, ale skutki już niekoniecznie.

„Wyciąg z epimedium, reklamowany jako naturalne wsparcie męskości, potrafi podnieść ciśnienie i rozregulować rytm serca. „Jurny dzięcioł” brzmiący jak żart z mema, może wchodzić w interakcje z beta-blokerami i lekami przeciwarytmicznymi, zwiększając ryzyko zaburzeń rytmu – przestrzega profesor. – A ponieważ to suplementy diety, nie leki, zakres kontroli i informacji bywa… delikatnie mówiąc, skromny.

Tu nie chodzi o pruderię ani o gaszenie nastroju. Chodzi o proporcje. jeżeli skuteczność jest porównywalna z placebo, a ryzyko realne, to rachunek jest prosty: ryzyko przewyższa korzyść. A kiedy pacjent ląduje na SOR-ze z kołataniem serca, rachunek płacimy wszyscy.

Warto też pamiętać o szerszym kontekście. Coraz więcej osób przyjmuje leki przeciwdepresyjne, które mogą powodować zaburzenia seksualne jako działanie niepożądane. – To realny problem. Ale odpowiedzią nie powinno być dokładanie kolejnego, nieprzebadanego środka z internetu, tylko rozmowa z lekarzem i rozsądna korekta terapii, dodaje prof. Woroń.

Tradycyjnie sprawy intymne załatwiało się inaczej: cierpliwością, bliskością, dbałością o zdrowie. Sen, ruch, dieta, ograniczenie alkoholu – to brzmi banalnie, bo jest banalne. Ale działa. A jeżeli coś ma poprawić relację, to raczej szczera rozmowa niż kapsułka z dzięciołem na etykiecie.

Miłość nie potrzebuje fajerwerków z aptecznej półki. Potrzebuje rozsądku. I może talerza ostryg, ale dla smaku, nie z desperacji.

Jolanta Czudak

Prof. Jarosław Woroń podczas spotkania w Polpharmie ostrzega przed stosowaniem suplementów reklamowanych jako afrodyzjaki. Na ekranie przykład tzw. „jurnego dzięcioła”.

Idź do oryginalnego materiału