
Rosa Marchitelli, współprowadząca program Marketplace, i Dave Lawson, współkonsumenci, przyglądają się etykietom produktów.
Dave Lawson, mieszkaniec St. Catharines w Ontario, uważa się za dumnego Kanadyjczyka. Na jego samochodzie widnieją naklejki z hasłem „Kanada nie jest na sprzedaż”. Coraz częściej jednak czuje frustrację, widząc produkty spożywcze opatrzone liściem klonowym i patriotycznymi hasłami, które po bliższym sprawdzeniu okazują się amerykańskim importem. Zjawisko to bywa określane mianem „maple washing”, czyli „prania klonem”.
– To rozczarowujące, gdy odkrywasz, iż tak zwane kanadyjskie marki wcale nie produkują w Kanadzie. Wtedy pojawia się pytanie: po co udajemy? Zróbmy to uczciwie – mówił Lawson w programie Marketplace stacji CBC.
Temat nabrał szczególnej aktualności po ostatnich groźbach celnych ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. Premier Mark Carney wznowił w odpowiedzi kampanię „Kupuj produkty kanadyjskie”, zapowiadając, iż podobne zasady będą obowiązywać także przy projektach finansowanych ze środków publicznych.

Na przedniej stronie opakowania mieszanki do ciasteczek z kawałkami czekolady Betty Crocker widnieje napis „Najlepiej sprzedająca się marka mieszanki do pieczenia w Kanadzie”. Z tyłu widnieje napis „Product of USA”
Lawson należy do internetowych społeczności promujących wybieranie produktów faktycznie wytwarzanych w Kanadzie i z kanadyjskich składników. Jako przykład wprowadzającego w błąd marketingu wskazuje m.in. mieszankę do ciasteczek Betty Crocker. Na froncie opakowania widnieje liść klonu i informacja o „najlepiej sprzedającej się marce w Kanadzie”, podczas gdy na odwrocie drobnym drukiem zaznaczono: „Produkt USA”.
Redakcja Marketplace przeanalizowała etykiety wielu popularnych produktów spożywczych i ustaliła, iż patriotyczna symbolika często maskuje rzeczywiste pochodzenie towaru. – To co najmniej mylące, a w mojej ocenie wręcz wprowadzające w błąd – ocenił prof. Mike von Massow z Uniwersytetu w Guelph.

Mieszkaniec Montrealu Bob Bastien trzyma puszkę francusko-kanadyjskiej zupy grochowej Habitant.
Podobne kontrowersje budzi zupa grochowa Habitant, tradycyjnie kojarzona z kulturą francusko-kanadyjską. Na puszce widnieje hasło „Designed in Canada”, jednak faktyczne miejsce produkcji to Stany Zjednoczone. – Zawsze uważałem ją za kanadyjską. Odkrycie prawdy było dla mnie szokujące – przyznał Bob Bastien z Montrealu.
Zdaniem ekspertów określenia takie jak „Zaprojektowano w Kanadzie” czy „Najlepiej sprzedająca się marka w Kanadzie” to hasła marketingowe, które nie mówią nic o realnym pochodzeniu produktu. choćby symbole urzędowe, jak logo Canada Organic, potwierdzają jedynie spełnienie norm ekologicznych, a nie kraj pochodzenia składników.
Jedynym oznaczeniem dającym realną gwarancję jest „Product of Canada”, które – według Kanadyjskiej Agencji Kontroli Żywności – oznacza, iż niemal wszystkie składniki, proces produkcji i siła robocza pochodzą z Kanady.

Produkty oznaczone etykietą „Kraj pochodzenia” w Australii, z wykresem słupkowym przedstawiającym procentową zawartość składników australijskich.
Coraz więcej głosów domaga się zmian. Przykładem jest Australia, gdzie obowiązuje przejrzysty system etykiet z graficznym wskazaniem, jaki procent produktu pochodzi z lokalnych źródeł. Organizacje konsumenckie w Kanadzie apelują o wprowadzenie podobnych rozwiązań, by konsumenci nie musieli studiować drobnego druku.
Kanadyjska Agencja Kontroli Żywności zapewnia, iż traktuje kwestie etykietowania poważnie, a minister zdrowia Marjorie Michel zapowiedziała analizę przepisów, które mogłyby „ułatwić Kanadyjczykom podejmowanie świadomych wyborów”.








