Zatopiłem oczy w mroku
W popłochu odwracam głowę
Za światłem
By potem oślepiany
Garbić się przed życiem
Coraz częściej
Towarzyszy mi strach
A dłonie pieką od ran
Jestem coraz słabszy
Już nie uciekam
Moje nogi mnie kołyszą
Zamiast jak dawniej
Ratować z prędkością wiatru
Jestem coraz bardziej wygięty
Już nie ucieknę




