ZUZANNA JUŻ NIE MOŻE DOCZEKAĆ SIĘ ŚLUBU
Zuzannie bardzo zależało na znalezieniu adekwatnego męża. Na nieudanym małżeństwie zdążyła się już sparzyć. Miała już dwudziestoletniego syna, Jakuba.
Dawno temu jej pierwszy mąż dopuścił się skandalicznej zdrady. Zuzanna niespodziewanie wróciła z delegacji dzień wcześniej. Zastała męża w sypialni, roztrzęsionego i niedbale ubranego, podczas gdy w kuchni najlepsza przyjaciółka przygotowywała kawę w jej szlafroku! Scena jak z telenoweli. Rozwód nastąpił błyskawicznie. Przyjaciółkę uznała za zdrajczynię i wymazała ze swojego życia. Zuzanna nie chciała brnąć w szczegóły. Gdzie wina tam i kara. Wyrzuciła męża z domu, a Jakubowi zabroniła się z nim spotykać. Wtedy nie miała choćby trzydziestu lat.
Minęło ponad dziesięć lat. Zuzanna w tym czasie obroniła najpierw doktorat, a potem habilitację. W wieku czterdziestu lat była już doktorem habilitowanym filologii polskiej i kierowała katedrą na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Była cenioną specjalistką. Przez dziesięć lat kobiecej samotności Zuzanna nie traciła nadziei na odnalezienie wartościowego partnera. Uważała, iż pozostało za młoda na wieczorne dzierganie skarpetek i haftowanie serwetek.
Chętnych do ręki nie brakowało, ale nikt nie trafił prosto do jej serca. Jeden z adoratorów już po pierwszej randce zaprosił Zuzannę do ślubu i… pożyczył od niej pieniądze (Przecież jesteśmy już jak rodzina…), po czym zniknął. Kolejny kandydat szukał matki dla swoich dzieci był wdowcem. Niemal od razu sprowadził Zuzannę do domu i poprosił o przygotowanie obiadu dla całej rodziny. Zuzanna nie była gotowa na tak gorące przyjęcie, jednak posiłek przygotowała i dzieci nakarmiła było ich trójka, każde w innej grupie wiekowej. Wróciła do domu i rozpłakała się. Żal jej było dzieci i ich ojca sam wyglądał jak sierota. Ale nie była gotowa przyjąć na siebie taki ciężar. Może jestem egoistką, tłumaczyła sobie Zuzanna.
Z biegiem lat kandydatów ubywało. Gdy już niemal porzuciła nadzieję i chciała zamknąć ten rozdział swojego życia, na horyzoncie pojawił się On.
Student z Maroka Karim, lat 28. Kiedyś uczył się w grupie Zuzanny, była jego wykładowczynią. Po studiach Karim został w Krakowie i otworzył mały biznes miał własną stację benzynową. Pewnego dnia Zuzanna chciała zatankować samochód okazało się, iż właścicielem stacji jest właśnie Karim.
Zagadał ją, powspominali razem lata studenckie i pośmiali się. Karim wręczył jej wizytówkę. Od tej pory Zuzanna raz w tygodniu odwiedzała jego stację pod pretekstem tankowania auta. Karim zaczął okazywać jej coraz więcej zainteresowania. Zapraszał do restauracji, na koncert symfoniczny. Zuzanna była onieśmielona i nie wierzyła w szczerość byłego studenta; odmawiała każdemu zaproszeniu.
Ale Karim nie odpuszczał. Zuzanna pamiętała go z czasów studenckich. Wyróżniał się pilnością i dokładnością. Świetnie mówił po polsku, był przystojnym, ciemnoskórym Marokańczykiem wielu studentkom na wydziale miękły kolana, gdy przechodził korytarzem. Kiedyś podarował Zuzannie ozdobną skrzyneczkę, w której była karteczka gdy przeczytała, zaczerwieniła się, a potem pobladła i w złości podarła wyznanie Karima na malutkie kawałki. Napisał: Pani Profesor Zuzanno! Kocham Panią!
Uznała, iż to jakiś niestosowny żart. Oddała skrzyneczkę Karimowi i uciekła z sali wykładowej. Następnego dnia Karim zapukał do jej gabinetu:
Pani Profesor, przepraszam. Nie chciałem Pani urazić. Bardzo mi się Pani podoba.
W porządku, Karimie. Proszę wrócić na zajęcia odpowiedziała.
Do końca studiów Karim nie próbował się już zbliżać, tylko czasem zerkał nieśmiało w jej stronę. Teraz sytuacja się powtórzyła. Przyjmować zaloty, czy raczej je odeprzeć? Teraz już nie jestem jego nauczycielką. Jesteśmy po prostu kobietą i mężczyzną. Może warto zaryzykować? myślała Zuzanna.
W końcu postanowiła oddać się losowi.
Zaczęła się krótka, ale burzliwa przygoda. Pierwsza randka z Karinem była wyjątkowa był uroczy, delikatny, zabawny. Czegoś takiego Zuzanna nie doświadczyła nigdy wcześniej. Różnica wieku zupełnie nie przeszkadzała ona czuła się znowu jak nastolatka, a Karim był dojrzałym mężczyzną.
Zuzanna zaczęła wołać Karima po polsku Kazik. On z kolei nazywał ją Zosią. Zuzanna czuła się wtedy najszczęśliwszą kobietą na świecie. Po raz pierwszy w życiu poczuła się tak pożądana i kochana aż płonęła z miłości, którą wreszcie mogła komuś okazać.
Karim jednak nie oświadczył się. Miał wracać do Maroka, a na sprzeciw rodziny nie odważyłby się. Jego matka napisała, iż wybrano mu już porządną narzeczoną miała 17 lat i pochodziła z dobrej marokańskiej rodziny. Zresztą Zuzanna i tak nie była gotowa opuścić ojczyzny. Jak mogłaby zostawić syna i swoją mamę? To byłoby niemożliwe. Rodzina Karima pewnie nie przyjęłaby dojrzałej Polki z dorosłym synem. Nie pasowałaby do ich świata.
Swój dom lepszy niż cudzy pałac mawiała babcia Zuzanny.
Zuzanna postanowiła więc całą swoją czułość i miłość przelać na Karima, dopóki to trwa. Co będzie później, niech się dzieje, co chce!
Ile jeszcze mi pozostało kobiecego szczęścia? Garść! Pokocham tego chłopaka, aż mu tchu zabraknie! zwierzała się mamie.
Mama była stanowczo przeciwna cudzoziemcowi:
Zuziu, po co ci ten obcokrajowiec? Polaków u nas nie brak! Nie pobłogosławię ci tego związku! Twój były mąż ciągle za tobą chodzi, o niczym nie marzy, tylko żebyście znów byli razem. Czy naprawdę tego nie widzisz? Przecież masz syna! lamentowała mama.
Mamo, Przemek mnie zdradził! odparowywała Zuzanna.
Dziecko, przecież on sto razy już przeprosił! Zresztą sama jesteś winna. Praca i praca, a facet sam w domu. Jak chłopa nie pilnujesz, żadna nie przepuści! nie dawała za wygraną mama.
A ty, mamo, czemu nie wybaczyłaś tacie? ripostowała Zuzanna.
Tego nie porównuj! Twój ojciec uciekł jeszcze przed twoimi narodzinami, dorobił się trojga dzieci na boku, a potem wrócił się tobą pochwalić. Po co mi był taki mąż z ogonami? Tymczasem Przemek czeka na sygnał od ciebie już dziesięć lat. Jakub go uwielbia skończyła tyradę mama.
Mamo, ja nie mam zamiaru wychodzić za Karima. Jestem dla niego za stara. Poczekam, aż on sam odejdzie. Inaczej nie potrafię. A co będzie dalej, zobaczymy zamyśliła się Zuzanna.
Ech, córuś, choćby stara kobyłka na sól się łasi… westchnęła mama.
Po trzech latach Karim pożegnał Zuzannę: Będę się z tobą kontaktował, kochana! Zuzanna była w gruncie rzeczy gotowa na taki finał, jednak bardzo bolało ją oddanie Karima młodziutkiej narzeczonej. Na pożegnanie Karim wręczył Zuzannie tę samą skrzyneczkę, od której wszystko się zaczęło. Tym razem w środku było niezwykłe pierścionek dwa aniołki trzymały serce wysadzone diamentami.
Zosiu, serce zostawiam u ciebie ucałował ją czule.
Odleciał do Maroka.
Rok później przysłał zdjęcie ślubne z podpisem Moja żona Malika. Po roku kolejne zdjęcie z hasłem Moja druga żona Sofia. Karim pisał, iż w Maroku poligamia jest prawnie dozwolona.
Zuzanna oglądając sprawozdania z życia Karima, nie czuła ani odrobiny zazdrości. Co mogą wiedzieć o miłości te młode dziewczyny? Tylko trochę pocieszał ją smutny wzrok pana młodego. Może przez cały czas tęsknił, kto wie? Stara miłość rdzewieje, gdy powieje nowa.
…Historia dobiegła końca. Przełożona została kartka w życiowej książce. W tym czasie syn Zuzanny też się ożenił i sprowadził do domu synową. Kiedy na świat przyszła wnuczka, Zuzanna poprosiła, by dali jej na imię Zosia chciała zachować pamięć o gorącej miłości.
Zuzanna wybaczyła a może po prostu pożałowała byłego męża. Przemek próbował wrócić poprzez teściową. Tym razem to mama przekonała Zuzannę sensownymi argumentami:
On dawno już zrozumiał swój błąd. Kto z nas bez winy? Grzech nie chodzi po lesie, tylko po ludziach. Każdy może ulec pokusie.
Zuzanna i Przemek znów tworzą rodzinę, starają się już nigdy nie rozstawać. Zuzanna zapisała się choćby na kursy robienia na drutach. Teraz dzierga wnuczce Zosi skarpetki z marokańskimi wzorami…
Życie nauczyło ją, iż miłość może zaskoczyć w każdym wieku wystarczy otworzyć się na świat i umieć przebaczać.




