Julia wysiadła z autobusu z ciężkimi torbami w rękach i ruszyła w stronę rodzinnego domu.
Jestem w domu! zawołała, otwierając drzwi.
Julia, córeczko! wszyscy wybiegli jej na spotkanie.
Czuliśmy, iż dziś przyjedziesz!
Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi.
Pewnie sąsiedzi przyszli z życzeniami mama wzruszyła ramionami i poszła otworzyć. Wróciła nie sama, ale z gośćmi. Julia spojrzała na ludzi, którzy weszli do pokoju i nie wierzyła własnym oczom.
***
Julia patrzyła przez okno autobusu, z lekkim smutkiem żegnając swoje rodzinne strony. Na kolanach miała sporą torbę w kratę, mocno przyciśniętą do siebie. Spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, choć torba i tak była niezła, a na wierzchu babcia położyła reklamówkę jeszcze ciepłych pierogów, których zapach roznosił się po całym autobusie.
Nie wytrzymałem, gdy zobaczyłem, jak Julia otwiera torbę wyjęła dwa rumiane pierogi.
Chcesz jednego? zapytała chłopaka siedzącego obok niej. Musiał wsiąść wcześniej, bo bez słowa ustąpił jej miejsce przy oknie, czym zyskał jej sympatię.
Pewnie! ucieszył się, przełykając ślinkę.
Jestem Julia! przedstawiła się.
Michał jestem. Jedziesz na studia?
Tak! U nas tylko szkoła rolnicza, na traktory, a ja się do tego nie nadaję.
Ja też na studia! westchnął Michał. Ale na wsi lubię mieszkać.
Do miasta jechali cztery godziny, przez ten czas zdążyli się dobrze poznać. Przed wyjściem z autobusu wymienili się numerami telefonów, potem każdy ruszył w swoją stronę.
***
Czas minął gwałtownie na egzaminach wstępnych. Julia i Michał dostali się na wymarzone uczelnie byli zachwyceni. Stres i nerwy zostały za nimi, przed nimi tylko marzenia o przyszłości.
Julia, cześć! zadzwonił Michał. Może uczcimy ten sukces w kawiarni?
Julia się ucieszyła Michał był pogodny i sympatyczny. Czuła się przy nim swobodnie. Spotkali się w centrum w kawiarence Hipcio. Przysiedli przy oknie i obserwowali, jak statki spacerowe się leniwie suną po Wiśle.
Czemu ta kawiarnia nazywa się Hipcio? zagadnęła Julia.
Michał roześmiał się.
Bo każdy, kto tu się stołuje, od tych wszystkich ciast robi się jak hipopotam!
Coś w tym jest! śmiała się Julia, wcinając ciastko.
Później często tu wracali, mając choćby nasze miejsce. Tego wieczora po raz pierwszy się pocałowali Julia zapamiętała ten pocałunek na zawsze: czuły i pełen żaru.
Czas płynął, ich związek rozkwitał. Julia czuła, iż nie ma nikogo bliższego na świecie niż Michał pomijając rodziców.
Na trzecim roku Michał zaproponował jej:
Słuchaj, Julia, może zamieszkasz ze mną? A latem ślub!
To co, Michał? Tak mi się oświadczasz?
Prawie!
No to zgodnie z filmowym obyczajem zapytam: Nie boisz się, iż będę ci się kręcić cały czas pod nogami?
Kręć się tyle, ile chcesz! śmiał się Michał, wirując z nią na chodniku.
Julia wróciła do wynajmowanego mieszkania w świetnym nastroju.
Coś promieniejesz dziś! Co się stało? zagadnęła jej współlokatorka Wiola.
Dziewczyny! Pewnie niedługo odejdę do Michała! zaświergotała Julia.
Zaprosisz nas na wesele? ucieszyła się druga, Ola.
Ślub w lecie! Teraz po prostu chcemy razem pomieszkać!
Julia, nie rób tego! Do lata jeszcze daleko. Wszystko się może zdarzyć! protestowała Wiola.
Julia tylko się roześmiała: Wiolu, nie dramatyzuj! Teraz wszyscy tak robią!
A ja nie! U mnie w domu takie układy nie do przyjęcia, mama jest prawnikiem, wiem czym to się kończy… obraziła się Wiola.
Wiolu, nie gniewaj się! Żartowałam przeprosiła Julia.
***
Julia sądziła, iż gadanie o konkubinacie to bzdura, iż pieczątka w dowodzie to nie wszystko, a jej miłość z Michałem to coś wyjątkowego. Jednak po rozmowie z koleżankami zaczęła się wahać i przesuwać moment przeprowadzki.
Michał przestał ponaglać.
W połowie grudnia spacerowały z dziewczynami po zaśnieżonym mieście. Lampki i wystroje bożonarodzeniowe błyszczały wyjątkowo, a mróz szczypał w nos. Zatrzymały się pod Hipciem.
Chodźmy na chwilę! Z Michałem uwielbiam tu siadać! zaproponowała Julia.
A tam chyba Michał siedzi powiedziała Ola, ponuro patrząc przez okno.
Julia spojrzała: na ich stałym miejscu Michał siedział z młodziutką dziewczyną, wyraźnie młodszą. Rozmawiali, śmiali się.
Julia milcząc odwróciła się.
Pojadę do domu… szepnęła.
Czekaj, idziemy z tobą! zawołały Wiola i Ola.
W domu dziewczyny pocieszały Julię, iż ta sytuacja nic nie znaczy, nie można być zbyt zazdrosną, to pewnie nieporozumienie… Ale Julia pamiętała, jak ciepło Michał patrzył na tą dziewczynę w ich kawiarni, na ich miejscu.
Czuła się zdradzona.
Nie odbierała telefonów od Michała, prosiła koleżanki, by mówiły, iż wychodziła, gdy próbował ją odwiedzić.
Raz złapał ją pod instytutem:
Julia, co się dzieje? Masz kogoś?
Julia aż zaniemówiła z oburzenia:
I jeszcze się pytasz? Ładnie! Jeszcze winę zwalasz na mnie? Puść mnie, spóźnię się na egzamin.
Wyrwała się i zniknęła w budynku. Michał wrócił zdezorientowany do domu.
***
Julia, mając zaliczoną sesję, pojechała na święta do domu. Czuła, iż tu łatwiej przeżyje rozczarowanie i smutek.
I rzeczywiście, humor poprawił jej się, gdy wysiadła na przystanku pod rodzinną miejscowością.
Mróz szczypał w policzki, śnieg chrzęścił pod butami, a choinki mieniły się w słońcu jak brylanty. Z kominów unosił się prosty, czysty dym.
Uśmiechnęła się, podniosła torby z prezentami dla mamy, taty i babci, i ruszyła do domu. Zauważyła, iż jej dawna jodła przy furtce urosła i była pięknie ubrana, jak za dawnych czasów.
Wesołych Świąt! rzuciła, wchodząc do domu.
Julia, córeczko! rzucili się w jej stronę. Czuliśmy, iż dziś wrócisz!
Ten dzień był cudowny, choć zimowe dni są krótkie i gwałtownie zrobiło się ciemno.
Ale możemy za to zapalić lampki na choince! powiedział tata.
Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli przy stole, ktoś zapukał.
Mama wzruszyła ramionami: sąsiedzi, pewnie z życzeniami i poszła otworzyć.
A wróciła… z Mikołajem i jego pomocnicą.
Michał? zdziwiła się Julia. Patrzyła na Mikołaja i jego pomocnicę tę samą dziewczynę, którą widziała przy stoliku w Hipciu. Jak mnie znalazłeś? O co chodzi?
Michał roześmiał się serdecznie.
Twoje koleżanki powiedziały, gdzie ciebie szukać. A to moja młodsza siostra Ania!
Siostra? zdziwiła się Julia.
Tak, siostra. potwierdziła Ania. W sumie jesteśmy choćby trochę podobni.
Jakby kamień spadł mi z serca. Tyle czasu nerwów, wystarczyło zapytać wprost.
Michał ukląkł, wyjął pudełeczko z pierścionkiem.
W obecności twoich bliskich, proszę, zostań moją żoną!
Tak, oczywiście! Zgadzam się! rzuciła mu się na szyję Julia. To najpiękniejszy Sylwester w moim życiu!
Będzie ich jeszcze wiele, tylko obiecaj wyjaśniajmy sobie wszystko od razu! powiedział Michał.
Obiecuję! westchnęła Julia.
Wieczorem, gdy opisałem wszystko w moim dzienniku, zrozumiałem jedno: najgorsze, co możemy zrobić sobie nawzajem, to dopowiadać sobie historie zamiast rozmawiać. W polskiej rodzinie szczerość i ciepło dają prawdziwą siłę, a proste słowa czy znaczący gest potrafią wszystko naprawić. Nigdy nie warto bać się zadawać pytań i rozmawiać o wątpliwościach to lekcja, która zostanie ze mną na zawsze.










