JULES SUPERVIELLE

renatawinczewska.wordpress.com 1 tydzień temu

Kolejna jesień przyszła. Lubię tę porę roku. Dom zyskuje inne znaczenie, ciepło staje się dobrem wyższego rzędu, a kultura wyciąga do ludzi ręce, jakby chciała przytulać. Daje większe dawki materiału do przemyśleń, ściąga z nas te zbroje i zapatrywania na figurę mieszczącą się lub nie w zeszłoroczne sukienki, spodenki, strój kąpielowy. Wreszcie można odpocząć w przyciemnionych salach teatralnych czy kinowych. Ziemia nie woła o troskę. Nie ma pośpiechu. Jest herbata z imbirem, cynamonem, goździkami. Pestki słonecznika i zupa dyniowa. Ciepłe światło świecy. Mój azyl to jesienny świat. Chyba tylko jesienią można się zakochać tak naprawdę, w tym spokoju, kiedy wiatr za oknem szarpie gałęzie brzozy, kiedy deszcz chlapie po szybach… czas przystanąć.

Dziś przychodzę z wierszem o tytule nieokreślonym, chyba jest bez tytułu. Napisał go Jules Supervielle. Podobno była to postać lubiana, a przed śmiercią choćby ogłoszono go księciem poetów w środowisku paryskich poetów. To był efekt starej tradycji przypominającej średniowieczne dwory i poetyckie turnieje na których wybierano krótkotrwałego władcę.

W jego twórczości, najbardziej trafiały do mnie obrazki od krów, koni… takie proste, bo takich w tym momencie życia prostot potrzebowałam. adekwatnie postać Julesa jest trudna do polubienia, co być może wynika z tego, iż jest tłumaczony. Przeczytałam zbiór liryk i poematów. Kilka zwróciło moją uwagę, ale zwykle były nie iż złe, ale nie do końca przystępne dla mnie, jako iż jestem dosyć upierdliwym czytelnikiem, któremu Merkury nie pozwala zadowolić się byle połamanym tekstem. I o tyle, iż w polskiej literaturze można chociaż treść polubić, o tyle w tłumaczonej można się z treścią minąć, a formy choćby nie zauważyć. Pewnie bym doszła do końca książki i uznała, iż no trudno… nie ma tego, czego chcę od wiersza… ale na 151 stronie znalazłam „coś”. Tłumaczył Julian Rogoziński i zrobił to pięknie, ale czy dosłownie tego oczywiście nie wiem. Stanęłam w tamtym miejscu i tak mi się zrobiło dobrze. Wiersz nie dosyć, iż jest piękny treściowo to jeszcze dobrze wygląda.

Z ciekawości przewertowałam cały zbiór wierszy i z przykrością stwierdziłam, iż ów tłumacz ma tam tylko trzy pozycje. Wszystkie te trzy mnie zatrzymały. To mi dało do myślenia. Dlaczego tylu różnych tłumaczy miało tam swoje nazwisko, a ten jeden tylko trzy wiersze dostał do przybliżenia nam, mówiącym w polskim języku? Jednak istotną figurą jest tłumacz, w wielu przypadkach zapomnianą.

A co z wierszem? No jest. Oto on.

Idź do oryginalnego materiału