Jó napot i Viszontlátásra!

mieszkaniec.pl 3 dni temu

– Dzień dobry, panie Eustachy!
Kazimierz Główka, emeryt i wierny klient bazaru na Pl. Szembeka przywitał się jak zawsze, gdy wpadał do pana Eustachego Mordziaka, kupca tutejszego na tradycyjną pogawędkę o zbawianiu świata. Jakież było jego dziwienie, gdy tym razem w odpowiedzi usłyszał:

– Jó napot!

– Że co proszę?

– To „dzień dobry” po węgiersku, panie Kaziu.

– Co pana nagle naszło?

– Nie słyszał pan? Na Węgrzech rewolucja. Na szczęście tym razem bezkrwawa.

– Wybory się odbyły, jedni wygrali, drudzy przegrali – i co w tym dziwnego? A w ogóle, co pan ma wspólnego z Węgrami?

– A mam! Długie tradycje biznesowe. Moja śp. mamusia przecierała szlaki handlowe do Budapesztu w latach 60-tych i 70-tych.

– I stąd wie pan jak jest dzień dobry po węgiersku?

– To były pionierskie czasy, panie Kazimierzu. Jeszcze w ogóle nikt nie myślał o Unii Europejskiej, jak moja mamusia handlowała z Węgrami ponad granicami.

– Chwała pionierom, można powiedzieć. Ja co prawda nie brałem bezpośredniego w tym udziału, ale co nieco pamiętam. Zresztą pierwsze salami jakiego posmakowałem, pochodziło z dworca Keleti w Budapeszcie.

– Tam proszę pana był największy polsko-węgierski bazar. Mamusia mówiła, iż handlowało się wszystkim. No bo nie po to człowiek szarpnął się na wakacje nad Balatonem, czy na wycieczkę do Budapesztu, żeby mu się przynajmniej koszty nie zwróciły. Na placu przed dworcem Keleti można było sprzedać futra i kołnierze z lisa, za którymi Węgierki szalały, radzieckie aparaty fotograficzne, nasze kryształy, dresy i w ogóle polskie ubrania, żelazka elektryczne, kuchenki turystyczne, plecaki, namioty, prezerwatywy, a jakże. Do Polski zaś mamusia przywoziła salami, Tokaj, paprykę pod różnymi postaciami, dezodoranty BAC, majtki damskie, spódnice i przede wszystkim przebój mody damskiej tamtych lat, tzw. bliźniaki – bluzka + sweter. – Ludzie musieli sobie jakoś radzić – my żyjący w tzw. realnym socjalizmie, jak i oni – konsumenci tzw. komunizmu gulaszowego. Było, minęło. No, muszę już lecieć panie Eustachy. To jak jest „do widzenia” po węgiersku?

– Viszontlátásra!

Szaser

Co tam panie na Pradze
Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy

Idź do oryginalnego materiału