Artykuł sponsorowany
Śniadanie w biegu, obiad przy biurku, kolacja z dostawy pod drzwi. Tak wygląda coraz więcej dni i trudno się dziwić, bo tempo życia nie odpuszcza nikomu. Jemy szybciej, wygodniej i częściej z pudełka niż z własnego garnka.
Na pierwszy rzut oka nic złego się nie dzieje, bo jedzenia mamy pod dostatkiem jak nigdy. Problem w tym, iż wraz ze zmianą sposobu odżywiania z talerzy po cichu znika to i owo, czego na etykiecie nie widać. I nie chodzi o kalorie, tych raczej nam nie brakuje.
Pełny talerz, uboższy skład
Współczesna dieta rzadko grozi głodem, znacznie częściej niedoborami. Produkty wysoko przetworzone skutecznie najadają, ale bywają ubogie w składniki, które kiedyś dostarczała prostsza, mniej fabryczna kuchnia. Jednym z takich cichych nieobecnych bywa cynk.
To pierwiastek, którego organizm potrzebuje regularnie, bo nie umie robić z niego zapasów. Znajdziemy go w pełnym ziarnie, pestkach, roślinach strączkowych i mięsie, a więc w produktach, które w diecie „na szybko” pojawiają się coraz rzadziej. Gdy brakuje go w jadłospisie, część osób uzupełnia go, sięgając po cynk dostępny jako suplement, choć podstawą i tak pozostaje to, co ląduje na talerzu.
Sprawdź ofertę cynku w sklepie Enaturalnie.pl
Ten cichy niedobór nie wziął się znikąd, bo jest skutkiem czegoś większego niż pojedyncze wybory przy sklepowej półce. To efekt tego, jak przez dekady zmieniało się nasze jedzenie w ogóle. Warto cofnąć się o krok i zobaczyć, co dokładnie zgubiliśmy po drodze.
Co zgubiliśmy po drodze
Zmiana nie nastąpiła z dnia na dzień, dlatego tak łatwo ją przeoczyć. Przez kilka dekad jedliśmy coraz więcej rzeczy gotowych, a coraz mniej sezonowych i lokalnych. Wygoda wygrała z różnorodnością, a bilans tej wymiany nie zawsze wychodzi na naszą korzyść.
| Ciekawostka. Sposób przetwarzania żywności ma znaczenie: oczyszczanie ziaren z otrębów usuwa sporą część zawartego w nich cynku. To, co miało poprawić trwałość i wygląd produktu, przy okazji zubaża jego skład. |
Podobnie działa monotonia jadłospisu, w którym wciąż wracają te same, wygodne dania. Im mniej różnorodności, tym łatwiej o luki, których nie widać gołym okiem. Nie chodzi o panikę, raczej o świadomość, iż skład naszej diety zmienił się bardziej, niż nam się wydaje.
Diagnoza jest jednak mniej interesująca niż to, co można z nią zrobić. Bo choć zmiany zachodziły stopniowo, część z nich da się odwrócić zaskakująco prosto. I wcale nie trzeba do tego rewolucji ani grubego portfela.
Powrót do prostoty
Odpowiedzią nie musi być rewolucja ani drogie superfoods z drugiego końca świata. Często wystarczy wrócić do tego, co znały wcześniejsze pokolenia, czyli do prostych, sezonowych i mało przetworzonych produktów. Kilka z nich warto mieć pod ręką na stałe:
- Pełne ziarno zamiast oczyszczonego, w pieczywie i kaszach,
- Pestki i orzechy jako codzienny, drobny dodatek,
- Rośliny strączkowe, tanie, sycące i uniwersalne,
- Mniej dań z pudełka, więcej gotowanych samodzielnie.
Nikt nie każe rezygnować z wygody, bo pośpiech bywa po prostu nieunikniony. Warto jednak od czasu do czasu spojrzeć krytycznie na własny talerz i zapytać, co z niego zniknęło. Czasem powrót do prostoty jest najrozsądniejszą nowością, na jaką możemy się zdobyć.
Artykuł sponsorowany
Post Jemy coraz szybciej. Co znika z naszych talerzy? pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.












