Córka zajmuje się rodzicami
Maryla ma 50 lat, mieszka w tym samym mieście, w którym się urodziła, niedaleko od domu jej rodziców. Ma starszego brata, który studiował w stolicy i tam założył rodzinę. Maryla ukończyła liceum, a potem trzyletnie studia licencjackie o profilu medycznym. Pracuje w miejscowym szpitalu. Wyszła za mąż za Łukasza, syna sąsiadów, jedynaka. Ustalili, iż będą mieszkali z teściami. Wspólnie rozbudowali ich dom.
- Na początku wszystko układało się świetnie – opowiada Maryla. – Łukasz jest zawodowym kierowcą, jeździ po całej Europie i dobrze zarabia, choć to bardzo ciężka praca. Rzadko bywa w domu. Mamy jedną córkę, którą pomagali wychowywać moi teściowie. Teść jest na rencie, a teściowa nigdy nie poszła do pracy, zajmowała się domem.
Rodzice Łukasza wspierali synową i syna ile mogli. Tym bardziej, iż Maryla często miała dyżury o różnych porach. Po nocy w szpitalu musiała kilka godzin odespać, żeby funkcjonować. Ale Maryla też zawsze dbała o dom, regularnie również bywała u własnych rodziców. Oboje byli rzemieślnikami. Tato prowadził zakład zegarmistrzowski, a mama, razem z siostrą, miały sklepik z pasmanterią i z punktem przeróbek krawieckich.
- Wszystko było dobrze dopóki rodzice byli zdrowi – wspomina Maryla. – Często gotowałam u nich obiad, albo zapraszałam oboje do nas, by cała rodzina jadła wspólny posiłek. Gdy upiekłam ciasto, część zawsze zanosiłam dla mamy i taty, zwłaszcza, iż bardzo lubili słodycze. Moja mama regularnie się rewanżowała. Była znakomitą kucharką.
Brat Maryli, Grzesiek, bywał z rodziną u rodziców w święta i czasami w lecie. W wakacje przywoził na tydzień swoich trzech synów, ponieważ wtedy razem z żoną robili sobie wypad bez dzieci. Dziadkowie z euforią zajmowali się wnukami, ciocia, czyli Maryla, też pomagała, bo lubiła swoich bratanków. Chciała, aby jej córka miała bliskie relacje z kuzynami.
Brat Maryli jest inżynierem, tak jak jego żona. Pracują w dużych firmach. Oboje są mocno nastawieni na karierę i zdobycie majątku. Mają piękny apartament, kupili bardzo drogie samochody, często wyjeżdżają na zagraniczne wakacje. Ale mieli także zaciągnięte kredyty. Taki styl życia dużo kosztuje.
- Nie zazdrościłam Grześkowi, podziwiałam ich – przyznaje kobieta. – Harowali od rana do nocy i jeszcze dawali radę wychować trzech synów. To było ogromne wyzwanie w dużym i drogim mieście, bez wsparcia dziadków. Wynajmowali panią do pomocy w domu i pilnowania chłopaków, bo by fizycznie nie mogli nad wszystkim zapanować. Bratowa nie chciała słyszeć o rezygnacji z pracy. Zbyt dobrze zarabiała i myślała o wysokości emerytury na starość. Oboje z bratem bardzo lubią pieniądze.
Pierwszy cios
– Mama nagle zasłabła w swoim zakładzie. Dostała zawału serca – mówi Maryla. - Wszyscy zlekceważyliśmy pierwsze objawy, a ona nic nie powiedziała. Była z tych kobiet, które dopiero jak nie mogą wytrzymać z bólu, to idą do lekarza. Ojciec mówił, iż podobno kilka dni chodziła z uczuciem ściskania za mostkiem. Bolał ją lewy bark, czuła duszności, miała zimne poty, była przemęczona. Często siadała, albo się kładła, by odpocząć i złapać oddech. Oczywiście, jak to ona siłaczka, tłumaczyła, iż ją przewiało i nadciągnęła lewą rękę gdy pieliła ogródek. A my uwierzyliśmy. Gdy w pracy upadła, z trudem mogła oddychać, ale choćby wtedy nie chciała by jej siostra dzwoniła na pogotowie tylko do mnie.
Maryla od razu zorientowała się, iż mama ma atak serca, natychmiast wezwała pomoc. Mam trafiła do szpitala. Zawał był poważny. Matka przeżyła, ale już nigdy nie odzyskała dawnej formy. Była słaba, nie było mowy, by mogła pracować zawodowo. W domu także potrzebowała stałej opieki. Powikłaniem po zawale była przewlekła niewydolność sercowo-naczyniowa. W ciągu roku od ataku, kobieta zmarła. W testamencie zapisała cały majątek mężowi, okazało się, iż rodzice zrobili sobie wzajemnie takie zapisy. Dzieci nie protestowały, oboje wiedzieli, iż i tak odziedziczą wszystko po śmierci ojca.
- Dla taty to był straszny cios, my też cierpieliśmy, bo mama była kochana, nie było żadnego sensu podważać testamentu i żadac po mamie zachowku. Bylismy z Grześkiem zgodni – wspomina Maryla. – Po pogrzebie tato zamknął się w sobie. Chodził do swojego zakładu i tam siedział do nocy, dłubiąc w zegarkach i słuchając radia. W domu nic nie robił, tylko tkwił na kanapie i gapił się w telewizor, a potem spał. Gdyby nie ja, zarósłby brudem. To samo z gotowaniem. Jadł byle co. Brat przyjeżdżał do niego co miesiąc, przywoził zakupy jedzeniowe, albo brał go na obiad do restauracji. Spędzali razem sobotę i część niedzieli. Tylko przy nim ojciec trochę się ożywiał. Cieszyłam się, iż brat znajduje choć trochę czasu w bycie przy tacie.
Grzesiek zabierał także tatę na jego starą działkę nad jeziorkiem, gdzie mężczyzna przed laty regularnie jeździł na ryby. Miał tam mały drewniany, letni domek i trzy ary piaszczystej ziemi z kilkoma sosnami. Gdy Maryla i Grzesiek byli dziećmi, rodzina brała namioty i często spędzali tam wakacje. Jeziorko miało wtedy jeszcze piaszczystą plażę i dużo więcej wody. Teraz wysychało i zarosło trzcinami. Działka straciła urok, domek się rozpadał. Ale ojciec lubił tam jeździć.
- Po jakimś czasie zauważyłam, iż tato chudnie i z trudem się porusza, pytałam czy coś go boli ale zaprzeczał – opowiada Maryla. – Nie powinien chudnąc, bo zanosiłam mu pożywne posiłki, robiłam regularnie zakupy, by miał pełną lodówkę. Jadł, a mimo to coś się działo. Pytałam brata, czy się nie żalił. Grzegorz zaprzeczył. Zaczęłam obserwować ojca, zobaczyłam, iż bardzo długo oddaje mocz w łazience. Nie chciał słyszeć o badaniu prostaty, bo nikt nie będzie mu „tam” grzebał. Po kłótniach zgodził się na badania krwi i moczu. Miał zaawansowanego raka prostaty. Były przerzuty. Po kilku miesiącach odszedł. Pielęgnowałam go do ostatnich dni. Pogrzeb był ostatnim przyjaznym spotkaniem naszej rodziny.
Ojcowska sprawiedliwość
Po pożegnaniu zmarłego ojca, Maryla i Grzesiek zaczęli porządkować rzeczy po ojcu. Przeglądali dokumenty, sortowali ubrania, które mogli jeszcze oddać dla potrzebujących.
- Byłam przekonana, iż tato nie sporządził kolejnego testamentu – mówi Maryla. – Nigdy o tym nie wspominał. Byłam pewna, iż majątek po rodzicach, czyli przede wszystkim dom, będzie podzielony automatycznie. Po połowie, dla mnie i brata. Byłam bardzo zaskoczona, gdy okazało się, iż tato niedawno sporządził testament, a w nim była bardzo przykra niespodzianka. Piętrowy dom rodziców z poddaszem i tarasem, położony na ładnej działce przy spokojnej ulicy niedaleko centrum miasta, miał być mojego brata. Ja dostałam tę malutką działkę nad zarośniętym jeziorem z drewnianą starą budą. W pierwszej chwili byłam w szoku, sądziłam, iż tato miał jakieś zaćmienie umysłowe, gdy sporządzał ten dokument u notariusza. Byłam pewna, iż Grzegorz też tak pomyśli i wspólnie się dogadamy, iż dzielimy się po równo. Ale brat odmówił. Byłam w szoku. Tym bardziej, iż biorąc pod uwagę stan ojca po śmierci mamy, nie spodziewałam się, iż w ogóle o tym myśli.
Wkrótce Maryla jednak dowiedziała się, iż Grzesiek o wszystkim wiedział, iż to on sam zawiózł ojca do notariusza, a wcześniej to brat właśnie zasugerował ten podział.
- Gdy usłyszałam prawdę było mi ogromnie przykro – relacjonuje kobieta. – Zapytałam brata, jak mógł coś takiego zrobić za moimi plecami? Wyjaśnił, iż ja mam tylko jedno dziecko i Jance wystarczy nasz dom. No i ta działka rekreacyjna nad jeziorem. A oni mają trzech synów i większe potrzeby, więc dom po rodzicach powinien być ich. To miało być logiczne i sprawiedliwe. Bardzo mnie to zdenerwowało, zapytałam brata co z tymi latami opieki nad chorą mamą i tatą. Przecież on nic przy nich nie robił, bywał tylko gościnnie. To się roześmiał, iż skoro mieszkam obok, to jakie to wielkie poświęcenie było z mojej strony, iż im dałam trochę zupy. Tym bardziej, iż sama korzystałam z ich wsparcia przy dzieciach i też nas latami żywili. Byłam oburzona. To nie tylko była zupa, ale pranie, sprzątanie, regularne zakupy, codzienne obiady, wizyty u lekarzy i pielęgnowanie już niepełnosprawnych rodziców. No to stwierdził bezczelnie, iż to chyba normalne, iż córki robią takie rzeczy. Po tych słowach, postanowiłam mu nie darować.
Maryla przestała odzywać się do brata, postanowiła powalczyć o sprawiedliwy podział majątku po ojcu. Nie zamierzała się godzić na warunki testamentu, poszła do adwokata. Porównali wartość przepisanych w testamencie nieruchomości i różnica była rażąco niesprawiedliwa dla córki.
- Zagroziłam Grześkowi sprawą w sądzie. Powiedziałam, iż się nie ugnę, ale chcę przynajmniej zachowek, skoro nie stać go na to, abyśmy dzielili się po połowie – mówi Maryla. - W końcu wolał zapłacić i oddał mi należne pieniądze. Ale brata już nie mam. I to jest najbardziej przykre, iż byliśmy dobrą rodziną, a podzieliły nas pieniądze.
Prawo do zachowku
Zachowek to roszczenie pieniężne, które przysługuje najbliższym członkom rodziny zmarłego w sytuacji, gdy nie otrzymali oni majątku w takiej części, jaka wynikałaby z dziedziczenia ustawowego. Ma na celu ochronę osób szczególnie związanych ze spadkodawcą przed całkowitym pominięciem w testamencie lub nadmiernym uszczupleniem ich udziału w spadku. Podstawą prawną regulującą zachowek jest Kodeks cywilny (art. 991 i kolejne), który określa zarówno katalog osób uprawnionych, jak i sposób obliczania wysokości świadczenia.
Do kręgu osób, które mogą domagać się zachowku, należą zstępni (np. dzieci, wnuki), małżonek oraz rodzice zmarłego, o ile dziedziczyliby po nim z ustawy. Zachowek nie przyznaje prawa do konkretnej rzeczy ze spadku. Jest świadczeniem pieniężnym, które wypłaca ten, kto faktycznie odziedziczył majątek lub otrzymał go w formie darowizn lub zapisów – czytamy na stronie cuk.pl.
Zachowek to rekompensata pieniężna. W tym przypadku Maryla miała prawo żądać od brata kwoty, która wynosi połowę, tego, co by odziedziczyła, gdyby ojciec nie sporządził testamentu.
W dwóch sytuacjach zachowek nie przysługuje, w wypadku gdy potomek został wydziedziczony przez rodziców albo został uznany za niegodnego dziedziczenia.
Źródła:
https://cuk.pl/porady/ile-wynosi-zachowek-po-rodzicach-co-to-jest-i-komu-sie-nalezy
https://adwokatwieckowska.pl/niesprawiedliwy-podzial-majatku-przez-rodzicow-co-warto-wiedziec/








