Jedyny syn zaskoczył nas wiadomością, iż chce się ożenić a ma dopiero 22 lata. Jednak z mężem postanowiliśmy mu nie przeszkadzać, bo sami pobraliśmy się bardzo młodo. On miał ledwie skończone 22 lata, a ja zaledwie 19. Widać taki już los. Poza tym narzeczona bardzo nam odpowiadała: Mariolka chodziła z naszym synem do jednej grupy na uniwersytecie. Kiedy zorientowaliśmy się, iż syn już podjął decyzję, zaczęliśmy przygotowania do uroczystości. Jako iż Wiktor jest naszym jedynakiem, zdecydowaliśmy się wyprawić mu prawdziwe wesele.
Jak nakazuje tradycja, pojechaliśmy razem z mężem do rodziców tej Mariolki, naszej przyszłej synowej, z wizytą. O samej dziewczynie wiedzieliśmy niewiele, poza tym, iż kilka razy się z nią widzieliśmy, gdy była z synem. Mówiła, iż mieszka z mamą we wsi niedaleko Krakowa. Tak więc ruszyliśmy w odwiedziny “na zapowiedzi”. Uzgodniliśmy wcześniej termin z przyszłą teściową.
Mąż kupił kwiaty, ja upiekłam sernik i pełni emocji ruszyliśmy na spotkanie z przyszłą rodziną. Po przyjeździe pierwsze, co nas uderzyło, to niezwykła czystość i schludność podwórka.
Sam dom, choć stary, był utrzymany w idealnym porządku i był bardzo przytulny. Od progu przywitała nas pani Elżbieta, przyszła teściowa. Bardzo gwałtownie ją polubiliśmy była kobietą nie tylko zadbaną, ale bardzo serdeczną. Ela zaprosiła nas do stołu, a na stole pojawiły się prawdziwe polskie smakołyki. Widać było, iż mocno się przygotowywała. Posiedzieliśmy miło, Elżbieta okazała się kobietą złotego serca, ale o samym weselu konkretów wtedy nie ustaliliśmy. Od razu jednak powiedziała, iż nie ma pieniędzy na wyprawienie wesela. Po tych słowach było widać, jak niezręcznie czuje się Mariolka. Nasz Wiktor też nie krył rozczarowania całą sytuacją. Bardziej niż sobie, chciał sprawić prawdziwe wesele Mariolce wiedział, iż o tym marzyła. My z mężem zdecydowaliśmy, iż nie odpuścimy i pomożemy. Obiecaliśmy Wiktorowi, iż wyprawimy im wesele za własne pieniądze, a jak dalej będzie, życie pokaże.
Poprosiliśmy Elżbietę, żeby zaprosiła swoją rodzinę wiadomo, na wesele nikt nie przychodzi z pustymi rękami. To, co goście przyniosą w kopertach, spokojnie pokryje koszty ich miejsc w restauracji. Ela długo się wahała, czy przyjąć naszą ofertę, ale w końcu udało nam się ją przekonać, by wsparła dzieci. W środę, niemal przed samym weselem, ktoś zadzwonił do drzwi. Przed domem stała Elżbieta. Byliśmy naprawdę zaskoczeni jej wizytą, zaprosiliśmy ją na herbatę. Przez chwilę nie wiedziała, jak zacząć rozmowę, a potem wyciągnęła z torebki biały kopertę i pokaźny plik banknotów. Okazało się, iż było jej tak niezręcznie przyjmować od nas pomoc, iż poszła do banku i wzięła kredyt, żeby dołożyć się do wesela. Usilnie namawialiśmy ją, żeby jednak oddała pieniądze do banku, bo widzieliśmy, jak skromnie i prosto żyją z córką. Ela była jednak uparta i nie chciała zmienić decyzji. Weselisko wyszło znakomicie.
Dzieci były zachwycone. A i nas Elżbieta zaskoczyła podczas samego wesela okazało się, iż nie tylko jest mądra, ale i piękna. Elżbieta miała dopiero 45 lat, od dawna była rozwiedziona, a córkę wychowywała sama. Na weselu ledwo ją poznaliśmy: piękna sukienka, włosy upięte perfekcyjnie, makijaż cała promieniała. Widzieli to zresztą wszyscy, a szczególnie mój brat, Andrzej, młodszy ode mnie o rok, od dziesięciu lat rozwiedziony, od lat pracuje w Warszawie. Przyjechał specjalnie na ślub siostrzeńca. Cały wieczór nie spuszczał z Elżbiety wzroku, a po weselu oświadczył, iż zostanie jeszcze jakiś czas koło Krakowa. Domyślałam się z jakiego powodu…
Już tydzień później jechaliśmy znowu na wieś do Elżbiety tym razem to Andrzej prosił o rękę. Andrzej i Elżbieta gwałtownie się dogadali, pobrali się i po kilku miesiącach Andrzej zabrał żonę ze sobą do Warszawy. I tak moja teściowa stała się moją rodziną. Elżbieta to wspaniały człowiek i w pełni zasłużyła na swoje szczęście.











