Internet kocha dietetyczne sensacje. Co chwilę pojawia się nowy "winowajca" problemów zdrowotnych, a lista produktów, których "powinniśmy" unikać rośnie szybciej niż liczba przepisów na proteinowe desery. W tym całym zamieszaniu łatwo się pogubić. Dietetycy patrzą na żywieniowe trendy z dystansem i często kręcą głową. Bo za modą idą decyzje, które nie zawsze służą organizmowi. Dr Damian Parol uporządkował temat i pokazał, w których kwestiach "wieszczowie z sieci" rozmijają się z prawdą.
REKLAMA
Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"
Produkty, które niesłusznie trafiają na czarną listę. "Bo internet tak powiedział"
Dr Damian Parol to dietetyk, który od lat aktywnie działa w mediach społecznościowych i regularnie komentuje popularne trendy żywieniowe. Na swoim kanale opublikował serię materiałów, w których przygląda się produktom często uznawanym za problematyczne. Już na wstępie zaznacza, iż wiele z tych przekonań to uproszczenia, które zyskały rozgłos głównie dzięki internetowi.
Jednym z przykładów są owoce. W sieci często pojawia się narracja, iż zawarta w nich fruktoza działa negatywnie. Parol zwraca uwagę na kontekst.
Zawartość fruktozy w nich jest mała, a dodatkowo jest ona 'opakowana' w błonnik i fitozwiązki.
To właśnie ta "opakowana" forma sprawia, iż organizm przetwarza ją inaczej niż cukier dodany do napojów czy słodyczy. Błonnik spowalnia wchłanianie, więc nie dochodzi do gwałtownych skoków glukozy we krwi, które kojarzą się raczej ze słodzonymi napojami niż z jabłkiem czy garścią borówek. Do tego dochodzą witaminy, antyoksydanty i inne związki bioaktywne, które działają ochronnie. Dlatego wrzucanie owoców do jednego worka z produktami wysoko przetworzonymi zwyczajnie nie ma sensu. To zupełnie inna historia zarówno pod względem składu, jak i wpływu na organizm.
Podobnie wygląda temat kwasów omega-6. Wiele osób traktuje je jako związki, które mają wywoływać stan zapalny w organizmie, choć - jak podkreśla dietetyk - nigdy nie wykazano ich prozapalnego wpływu. Są to tłuszcze niezbędne w diecie, obecne m.in. w orzechach, nasionach czy olejach roślinnych. Eliminowanie ich może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Na liście pojawia się również mleko, które od lat jest demonizowane przez fanatyków "zdrowego" odżywiania. Wokół niego narosło sporo mitów, od "zaśluzowania" po negatywny wpływ kazeiny. Parol komentuje to bez ogródek.
Praktycznie nic z tego nie jest oparte na faktach.
Podkreśla też, iż mleko jest dobrym źródłem białka i wapnia, a jego eliminacja bez wyraźnego powodu nie ma uzasadnienia.
Dietetyczka Anna Rychter w rozmowie z serwisem haps.pl potwierdza tę opinię. Widzi też zachowania pacjentów, które związane są z jedzeniem nabiału. - Część osób zauważa, iż po wypiciu mleka pojawia się nalot na języku lub ślina jest gęstsza. I choć nikt nie zabroni nam mieć takich obserwacji, to jednak w badaniach nie znajdziemy poparcia dla takich zależności - tłumaczy. Dodaje też, iż może to wynikać z efektu nocebo, czyli sytuacji, w której samo przekonanie, iż coś nam szkodzi, sprawia, iż zaczynamy odczuwać objawy, mimo iż organizm realnie nie reaguje w ten sposób.
Coraz częściej na cenzurowanym lądują też produkty, które jeszcze niedawno uchodziły za zupełnie neutralne. Dobrym przykładem jest margaryna, którą wiele osób automatycznie skreśla, uznając ją za gorszą od masła. Tymczasem Parol pokazuje, iż takie podejście upraszcza temat do jednego hasła. W rzeczywistości miękkie margaryny mają zwykle korzystniejszy profil kwasów tłuszczowych i dziś są praktycznie pozbawione tłuszczów trans.
A co ze "strasznym glutenem"? Wokół niego narosło przekonanie, iż najlepiej wykluczyć go profilaktycznie, choćby bez wskazań zdrowotnych. Dietetyk uważa, iż w takiej sytuacji łatwo stracić wartościowe składniki obecne w pełnoziarnistych produktach zbożowych, takie jak błonnik czy witaminy z grupy B. A to już realna strata dla organizmu, nie tylko chwilowa zmiana w jadłospisie.
Wśród często powtarzanych "zakazów" pojawia się także smażenie na oliwie. Tu również wiele opinii opiera się na skrótach myślowych. Dobrej jakości oliwa ma stabilny skład, zawiera antyoksydanty i dobrze radzi sobie w wysokiej temperaturze, więc spokojnie może być wykorzystywana w kuchni.
W całym przekazie Parola chodzi o jedno: zamiast reagować na modne hasła, warto spojrzeć szerzej i zrozumieć, jak działają konkretne składniki. Dopiero wtedy decyzje żywieniowe mają sens i nie opierają się na chwilowych trendach z sieci. A to zwykle oznacza mniej chaosu na talerzu i więcej spokoju w głowie.
Czy można pić w trakcie posiłków? To się dzieje "niezależnie od obecności wody"
Temat picia podczas jedzenia co jakiś czas wraca w internetowych debatach i za każdym razem wywołuje podobne wątpliwości. Są tacy, którzy odkładają szklankę wody na bok, inni popijają obiad bez zastanowienia. Tylko kto ma tu rację? Jedna z użytkowniczek serwisu znanylekarz.pl zadała specjaliście pytanie, czy popijanie posiłku może "rozcieńczyć" soki trawienne i zaburzyć cały proces. Dietetyk Jarosław Juć rozwiał wszelkie wątpliwości.
Można popijać płyny podczas posiłku. Nic nie stoi temu na przeszkodzie.
Jak tłumaczy, organizm nie działa jak sztywna chemiczna probówka, w której wystarczy dolać wody, żeby wszystko przestało działać. jeżeli żołądek potrzebuje więcej kwasu do trawienia, po prostu go wytwarza. To mechanizm, który reaguje na bieżąco. Podobnie wygląda sprawa enzymów. Nie "gubią się" w obecności płynu i dalej robią swoje.
Enzymy przylegają do cząstek pokarmu niezależnie od obecności wody
- wyjaśnia. Okazuje się też, iż kilka łyków w trakcie obiadu czy kolacji może pomóc zwolnić tempo posiłku. A to już ma spore znaczenie, zwłaszcza jeżeli ktoś je gwałtownie i kończy z uczuciem przejedzenia.
Sama woda robi przy okazji sporo dobrej roboty. Pomaga rozłożyć pokarm, ułatwia wchłanianie składników odżywczych i wspiera pracę jelit. Warto też pamiętać, iż dla żołądka nie ma większej różnicy między zupą a obiadem popitym wodą. Jedno i drugie zostanie strawione w podobnym czasie. Zamiast więc pilnować zegarka i odliczać minuty przed kolejnym łykiem, lepiej podejść do tego spokojnie i po prostu pić wtedy, kiedy organizm daje sygnał, iż tego potrzebuje. Czego unikasz, bo tak radzi internet? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.







