Jedziemy!!!
Uff, skończyliśmy podloge, ale ledwo – ledwo, te ostanie dwa rzędy dały nam popalić 🙄 trudno było manewrować i te panele odpowiednio zaczepić o siebie. A na końcu jeszcze cieniutki pasek szerszy na jednym końcu, a węższy na drugim – skos 3.5 do 2 cm na 120 cm😵💫 i pod kaloryfem 🫥 Siedzieliśmy wczoraj do północy, bo wcześniej ciągle coś, jak to bywa – jak nie lekcje muzyki po szkole, to moi klienci i tak dalej, wciskanie remontu w czas wolny po pracy to mordęga, o siódmej już mi mózg nie działa.
Jeszcze tylko progi założyć, zasłonić łączenia i tyle. Bardzo mnie to cieszy, bo niczego tak w zyciu nie nienawidziłam, jak tej podłogi, szorowania jej na kolanach i tego odglosu przyklejących się kapci… ślurp…ślurp…
A teraz mkniemy na północ, za nami Drogheda, przed nami ślub irlandzko-szkocki i North of Ireland:)
Śpimy w Carlingford, w domu gościnnym znajomej teściowej mojego syna, która była taka miła i użyczyła nam jeden ze swoich domów.
A tu już Carlingford, widok z okna:
Chowder w lokalnym gastro pubie:
Siedzę pod Joycem:
A tymczasem na dworze …
Zrobiliśmy zakupy na śniadanie w Centrze i teraz na każdym zdjęciu Mi z żółta reklamówką 😄











