Jechała pociągiem z kotem i teraz musi zapłacić 490 zł. W sieci zawrzało. "To skandal"

gazeta.pl 3 godzin temu
Za co można dostać mandat w pociągu we Francji? Okazuje się, iż nie tylko za brak biletu. Przekonała się o tym pasażerka podróżująca z kotem na trasie Paryż-Vannes. Jej sprawa odbiła się szerokim echem w mediach, a w sieci posypała się fala krytyki wobec przewoźnika.
W czwartek 21 sierpnia podróż z Paryża do Vannes przybrała nieoczekiwany obrót. Pasażerka Camille, podróżująca z partnerem Pierrem, została ukarana mandatem w wysokości 110 euro. Powodem były skargi innych podróżnych na jej kota, który miauczał w transporterze. Kontroler uznał, iż to zakłócanie porządku. Sprawa natychmiast wywołała głośną dyskusję we Francji.


REKLAMA


To skandal! Jeszcze trochę i będzie pozew, bo niemowlę płacze
- piszą oburzeni internauci w licznych komentarzach.


Zobacz wideo Tak wygląda Tour de France od kuchni


Za co można dostać mandat w pociągu SNCF? Miauczki na celowniku kontrolerów
Camille i Pierre wsiedli do pociągu SNCF (Francuskie Koleje Państwowe) z kotem Monetem, który - jak podkreślają - zwykle bez problemu znosi podróże w transporterze. Tym razem jednak zwierzę miauczało bardziej niż zwykle, co nie spodobało się kilku pasażerom. Według relacji Camille, po jednej ze skarg, kontroler pojawił się w wagonie i poprosił ją o przeniesienie się do innego przedziału.
Kupiliśmy miejsca zgodnie z zasadami, a za bilet dla kota zapłaciliśmy dodatkowe 7 euro. Nie widziałam powodu, by się przesiadać
- relacjonowała w rozmowie z BFMTV.


Kobieta odmówiła, a kontroler, ku jej zaskoczeniu, zdecydował się wystawić mandat. W protokole znalazło się uzasadnienie: "kot, który nie przestaje miauczeć" oraz "skarga kilku pasażerów". Całość została zakwalifikowana jako "zakłócanie porządku publicznego", za co pasażerka miała zapłacić 110 euro. Para uważa, iż sankcja była całkowicie bezpodstawna.


To przykre, iż SNCF wystawia mandaty choćby tym, którzy podróżują ze zwierzęciem zgodnie z przepisami i zadbali o wszystkie wymagane formalności
- dodała kobieta. Według niej Monet nie wyrządził nikomu krzywdy, a jego miauczenie nie powinno być powodem do nałożenia tak wysokiej kary.


Francuska kolej zabrała głos. W sieci zawrzało od komentarzy
SNCF w odpowiedzi na zarzuty pasażerki i nagłośnienie sprawy w mediach podkreśliło, iż nie chodziło wyłącznie o samo miauczenie kota, ale o napiętą sytuację w wagonie i brak reakcji na prośbę kontrolera.
Nasi kierownicy pociągu zaproponowali jej przeniesienie się do sąsiedniego wagonu, gdzie było wiele wolnych miejsc. To stanowiło rozwiązanie zgodne z zasadami współżycia społecznego, którego niestety odmówiła
- przekazała spółka w oficjalnym komunikacie. Firma zapewniła, iż mandat zawsze może być przedmiotem odwołania i obiecała ponownie rozpatrzyć sprawę. Reakcje opinii publicznej były jednak jednoznaczne.
Oni w SNCF kompletnie zwariowali
- komentował jeden z użytkowników TikToka. Inny dodał:


Wolę kota, który miauczy, niż drącego się dzieciaka, podczas gdy rodzice wlepieni są w telefony.
W sieci pojawiły się dziesiątki podobnych opinii, zarzucających kolei brak empatii i absurdalne decyzje. Nie brakowało też ostrzejszych głosów:


SNCF to najgorsza obsługa, kontrolerzy dają mandaty bez powodu, tylko żeby sobie dorobić
A kiedy SNCF zapłaci za wszystkie opóźnienia, strajki i kontrolerów, którzy zachowują się jak kowboje?
Camille pozostaje przy swoim stanowisku i już złożyła odwołanie od kary.
Nie dano mi możliwości wyjaśnienia sprawy na miejscu. Uważam to za niesprawiedliwe
- mówiła w rozmowie z mediami. Jednocześnie zapowiedziała, iż dopóki sprawa nie zostanie rozstrzygnięta, nie planuje korzystać z usług SNCF. Czy mandat za miauczenie kota w pociągu to przesada, czy uzasadniona reakcja? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału