Jako dziecko byłam bardzo ciekawa, kto jest moim ojcem. Wychowałam się w domu dziecka i z czasem jego brak stał się dla mnie tak normalny, jak poniedziałkowa pogoda w listopadzie wszyscy mają dość, ale nikt nic z tym nie robi. Gdy miałam czternaście lat, poznałam ojca moich dzieci i szczerze mówiąc, w ogóle nie zależało mi, aby szukać mojego własnego. Życie po prostu potoczyło się swoją ścieżką.
Później się rozstaliśmy, i właśnie wtedy, ledwo co myśląc o moim ojcu okoliczności same mnie do niego skierowały. Prowadzę swoją działalność gospodarczą, no i pewnego dnia przyszedł do mnie klient. Rozmowa szła gładko, kawa smakowała dobrze, więc otwarcie przyznałam, iż nigdy nie poznałam swojego ojca. On mi pomógł go odnaleźć. Odnaleźliśmy go w wiosce gdzie chyba choćby bociany mają adresy ze stałym meldunkiem.
Kiedy w końcu się spotkaliśmy, poczułam coś, czego nie da się opisać przez SMS-a. Euforia totalna. Zaczęłam snuć plany: wspólne podróże, regularne pogaduchy, drobne przysługi. Kupiłam mu ubrania, rozpieszczałam jak mogłam, zabierałam na wycieczki i wszystko opłacałam, czy miał złotówki w portfelu, czy nie. Widziałam go zaniedbanego i przygnębionego, totalnie samotnego miałam potrzebę nadrobić wszystkie stracone lata.
Opowiadał mi, iż jest sam, iż ma dzieci na wsi, ale one nie pozwalają mu mieć kobiety, bo według nich każda baba chce go wydoić z pieniędzy. Poprosiłam, by przedstawił mi kobietę, którą jak twierdził darzy uczuciem i tak też zrobił. Poznałam ją skromna, pracowita, taka trochę ciocia dobrego serca, co dzień zaczyna od porządnego sprzątania. Po jej sposobie bycia było widać, iż zależy jej na nim. Ale dzieci mojego ojca nie chciały jej widzieć choćby zza płotu. Wyzywały ją, dzwoniły po policję, traktowały jak intruza z Urzędu Skarbowego.
Gdy zapytałam ją, o co chodzi, wyznała mi, iż mój ojciec ma domy, ziemię i pieniądze ulokowane w banku, a jego dzieci nie pozwalają nikomu się do niego zbliżyć, bo boją się, iż ktoś zgarnie majątek.
No i ruszyła lawina plotek. Szeptali, iż pojawiłam się tylko po to, by mu zabrać wszystko. choćby jego nazwiska nie nosiłam! On jednak upierał się, bym je przyjęła. Nie chciałam dodatkowych problemów i rodzinnych dramatów, ale po wielu dyskusjach się zgodziłam, bo stwierdził, iż taka jest jego wola. Od tej pory było tylko gorzej więcej krytyki, jawne konflikty jak podczas rodzinnych świąt, gdzie schabowy kończy się zawsze za wcześnie.
Moja więź z kobietą ojca tylko się zacieśniła. Zaproponowałam im nawet, żeby pobrali się po cichu i tak też zrobili. Dzieci wpadły w prawdziwą wściekłość i na niego, i na mnie. Powiedziałam im wtedy, iż ojciec ma prawo do szczęścia. Ich małżeństwo miało wzloty i upadki, ale pewnego dnia, już po ślubie, zaprosiłam ich wspólnie na wyjazd. zwykle jeździłam tylko z ojcem. Tym razem jego żona zapytała mnie wprost, ile dorzucam do kosztów. Odpowiedziałam równie szczerze: ani grosza zawsze wszystko opłacam, gdy jestem z nim.
I wtedy usłyszałam coś, co wywróciło mi rzeczywistość do góry nogami: iż wcale nie jest tak, jak myślałam. Ojciec pieniądze miał, i to nie mało, tylko dzieci sterowały każdym przelewem. Nie pozwalały mu wydać złotówki na siebie, ciuch czy jakiekolwiek przyjemności. Myślałam, iż jest biedny, bo mieszkał w wiecznie remontowanym domu i chodził jakby wprost z targu rzeczy używanych, a tymczasem jego oszczędności miały się całkiem dobrze tyle iż nie miał do nich dostępu.
Zaczęłam przekonywać go, żeby spróbował cieszyć się tym, na co ciężko pracował całe życie. Ale twierdził, iż dzieci mu nie pozwalają. Po ślubie jego żona coraz bardziej naciskała, żeby uczestniczył w domowych wydatkach, kupił coś do jedzenia, zapłacił za rachunki. Za każdym razem robił awanturę, zanim w końcu wyciągał portfel. Kobieta wszystko mi opowiadała wydawało się to po prostu uczciwe.
Raz, gdy byliśmy razem, poprosiła ojca, by kupił obiad dla jej taty. Wystrzelił jak szampan na weselu: niech ona płaci, bo codziennie to samo! Zrobił niemałą awanturę. Stanęłam w jej obronie. Spytałam, czy chciałby, żeby mój mąż odmówił jedzenia jego ojcu. Powiedziałam, iż to nie fair ona gotuje, pierze, opiekuje się nim a on się zachowuje, jakby każdej złotówki żałował. Odpowiedział, iż ma już dosyć ciągłego płacenia na dom.
I wtedy mnie olśniło ojciec był skąpy wobec tej, która dbała o niego na co dzień, a hojny jak święty Mikołaj wobec dzieci, które miały go w nosie i dzwoniły tylko, żeby poprosić o przelew.
W końcu jego małżeństwo się rozpadło. Teraz mieszka sam. Niby jedna córka się nim opiekuje, ale wszyscy wiedzą, iż to on utrzymuje ją, zięcia i wnuki. Pozostałe dzieci tylko dzwonią po pieniądze, a on przelewa bez słowa. Kobieta, która była z nim na dobre i złe, od niego nigdy nic nie dostała.
Już nie jestem wobec niego taka sama jak kiedyś. Kocham go, ale nie tak, jak kiedyś. Nie zapraszam na wakacje, kontakt mamy sporadyczny. jeżeli ja nie zadzwonię, on też milczy. Nie potrafię już wrócić do dawnego entuzjazmu. Smutno mi to przyznać, bo znalezienie go było dla mnie czymś wielkim teraz zaś czuję się tak, jakby go nigdy nie było.











