ZNACZEK POCZTOWY
Adam odszedł od Magdy westchnęła ciężko mama.
Jak to? zapytałam z niedowierzaniem.
Sama nie wiem co się stało. Był miesiąc służbowo w Warszawie. Wrócił zupełnie inny. Powiedział Magdzie: wybacz, kocham inną mama zamilkła, patrząc w pustkę.
Naprawdę tak mu powiedział? Coś tu nie gra Okropność zaczęłam się złościć na szwagra Adama.
To Basia zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, iż Magda źle się poczuła, musiała zadzwonić po pogotowie. Okazało się, iż Magda dostała coś na tle nerwowym, aż nie mogła przełykać pokarmu zamyśliła się mama, mrużąc oczy.
Spokojnie, mamo. Szkoda Magdy, niestety, sama sobie winna, jak to się mówi zawsze stawiała Adama jak świętego pod obrazem. Wszystko pod niego, wiecznie tańczyła przed nim, jakby był królem. Teraz zbiera żniwo. Ale może Adamowi odbiło na krótko Przecież kocha Magdę i Basię nie mogłam dopuścić do siebie usłyszanej rzeczywistości.
Między Adamem a Magdą była szalona, niepohamowana miłość. Pobrali się po dwóch miesiącach znajomości. Pojawiła się ich córka, Basia. Ich życie płynęło spokojnie, równo, cicho aż tu nagle
Jak lawina z Tatr
Z miejsca pojechałam do siostry. Ciężko rozmawia się o najtrudniejszych sprawach z najbliższą osobą.
Magdusia, jak to się stało? Adam chociaż coś wytłumaczył? Zwariował? zasypałam ją pytaniami.
Haniu, sama nie wiem Skąd się wzięła ta kobieta? Może go zaczarowała? Adam jak opętany poleciał do niej. Powiedział tylko: Magdo, życie powinno płynąć, a nie przeciekać przez palce. Spakował się do reklamówki i odjechał. Czuję się, jakby mnie twarzą po bruku przejechali. Niczego już nie rozumiem u Magdy łzy płynęły szerokim strumieniem.
Poczekajmy, Madziu Może się opamięta, wróci jeszcze. Różnie bywa objęłam ją mocno.
Nie wrócił.
Adam zamieszkał w Krakowie. Z nową żoną.
Jadwiga była od niego starsza o osiemnaście lat. Ta różnica w niczym im nie przeszkadzała, kochali się, byli szczęśliwi. „Dusza nie zna wieku”, powtarzała często Jadwiga.
Adam był nią olśniony. Stała się jego drogowskazem, jego latarnią pośród zawiei.
Charakter miała taki raczej dziki.
Umiała kochać, umiała nie kochać. Była wolna jak wiatr nad Mazurami. Potrafiła piec sceny słodkie jak makowiec, a mogła i wbijać słowa tnące jak brzytwa.
Adam szalał za tą Jadwigą.
Ciągle powtarzał zaciekawiony:
Gdzie byłaś całe życie, Jadzko moja Pół życia cię szukałem
A Magda tymczasem postanowiła srogo zemścić się na wszystkich mężczyznach.
Była piękna aż się za nią obracali i panowie, i panie.
W pracy wdała się w romans ze swoim szefem. Zawróciła mu w głowie.
Magdo, wyjdź za mnie, złotem cię obsypię. Będziesz u mnie jak królowa.
Ślubów nie chcę, Wiesławie. Nadużyłam już tego tematu Jedźmy lepiej nad morze, Basię muszę tam zabrać, niech odpocznie rzuciła mu z szelmowskim uśmiechem.
Jedziemy, kochanie
A Sławek był zwyczajniejszy. Pomagał jej w mieszkaniu, naprawił wszystko, co się psuło. Nie proponował małżeństwa. Był żonaty na stałe, jak ściana.
Magda kręciła nimi obiema rękami.
O miłości mowy nie było. Pomagali. Łatwiej z nimi zaplatać smutki w cień.
Tęsknota za Adamem nie ustępowała. Cały czas mu się śnił. Budziła się w mokrych od łez poduszkach. Wspomnienia rozburzały serce, rwały na tysiąc nitek.
Jak się odpiąć od człowieka? Co zrobiłam źle? Grzeczna byłam, dbałam, wszystko chciałam. Przecież się nie kłóciliśmy
Minęło wiele lat.
Magda trwała: raz do Wiesława szepnęła to, raz Sławka puściła wolno do jego życia. Wciąż tak.
Basi minęło dwadzieścia lat, kiedy postanowiła odwiedzić ojca.
Kupiła bilet na pociąg. W drodze myślała, jak zacząć rozmowę z rozdzielaczką Jadwigą.
Przyjechała do Krakowa.
Zadzwoniła do drzwi.
Ty musisz być Barbara w drzwiach stanęła kobieta z fantazją w oczach.
Mama o wiele ładniejsza, pomyślała Basia.
A pani to Jadwiga? domyśliła się Basia.
Tak, wejdź. Taty nie ma, zaraz przyjedzie Jadwiga zaprowadziła ją do kuchni.
Jak się miewacie? Jak mama? Jadwiga naraz zaczęła się krzątać Kawy? Herbaty?
Jadwigo, powie mi pani, jak to się udało, iż tata odszedł z rodzinnego domu? Przecież kochał mamę, wiem to na pewno Basia spojrzała jej w oczy.
Basieńko, nie wszystko można przewidzieć. W miłości nie ma gwarancji. Czasem ogień spadnie niespodziewanie. Bywa, iż jedno spotkanie odmienia wszystko. Niebo zamienia karty. Dlaczego nie wiadomo. Zmieniasz partnera w tańcu, i już Tego się nie da wyjaśnić Jadwiga pochyliła się ciężko na stołku.
Ale czy się nie można powstrzymać? Rodzina, zobowiązania Basia nie mogła pojąć motywacji tej kobiety. Patrzyła na nią wzrokiem zimnym, niechętnym.
Nie można, dziecko krótko odparła Jadwiga.
Dziękuję za szczerość Basia nie tknęła kawy.
Basia, chcesz ci rzucić poradę? Mężczyzna, jak znaczek pocztowy: im częściej go liżesz, tym mocniej się przykleja zaśmiała się Jadwiga. I w ogóle: z facetem trzeba być raz stalą, raz aksamitem A przy okazji: pokłóciłam się z twoim ojcem. Porządnie.
Dziękuję za radę. Czy mogę poczekać na tatę? zapytała z niepokojem Basia.
Nie wiem. Od tygodnia mieszka w hotelu. Mogę ci podać adres Jadwiga zapisała coś na kartce Proszę.
Basia poczuła się choćby zadowolona. Teraz mogła porozmawiać z ojcem sam na sam.
Do widzenia. Dziękuję za kawę i gwałtownie wyszła.
Hotel nie był trudno znaleźć. Zapukała do drzwi.
Adam ucieszył się, widząc córkę. Trochę się zakłopotał.
Basia, właśnie dzisiaj miałem wracać Rozumiesz, kłótnia i te sprawy
To wasza sprawa, tato. Ja tylko chciałam cię zobaczyć ostrożnie ujęła go za rękę.
Co u mamy? zapytał, jakby od niechcenia.
Wszystko dobrze, tato. Już sobie radzimy bez ciebie Basia westchnęła.
Ojciec i córka spędzili miły wieczór w hotelowym pokoju: rozmawiali, śmiali się i płakali.
Tato, kochasz nową Jadwigę? niespodziewanie spytała Barbara.
Bardzo. Wybacz mi, córko Adam powiedział zdecydowanie.
Rozumiem. Muszę już iść, bo zaraz mam pociąg zaczęła się zbierać.
Przyjeżdżaj, Basia. Przecież jesteśmy rodziną Adam spuścił wzrok.
Jasne, jasne Basia uciekła z hotelu na skrzydłach.
Po powrocie do domu postanowiła przyjąć radę Jadwigi.
Nie kochać na ślepo, nie rozczulać się, nie wierzyć pustym męskim słowom. Pluć
Ale po trzech latach zjawił się ten jedyny. Kamil. Był stworzony tylko dla niej. Posłany przez chmury
Basia wiedziała, poczuła to od razu.
Kiedy znajduje się swoje, wszystko inne traci smak
Kamil objął ją duszą. Nie puszczał.
Dotknął jej serca niewidzialnie, a Barbara zakochała się bezwarunkowo. Po kresCzuła, jak serce po latach wygładza ostre kanty dawnych urazów. Przeszłość mieszała się z teraźniejszością jakby patrzyła na siebie z góry, widząc łańcuszek historii kobiet przed sobą i za sobą: babcia, mama, ona sama. Każda kochała inaczej, każda zderzała się ze sobą i ze światem.
Nie chciała być już znaczkiem przyklejonym do kogokolwiek na siłę. Postanowiła, iż nigdy nie pozwoli, aby ktoś drugi wyssał z niej kolory i stłumił jej głos. Nie chciała już pytać, co zrobiła źle, nie chciała dłużej roztrząsać, czy mogła więcej dać.
Kamil chwytał jej codzienność lekko, nie zagarniał, pozwalał rozpościerać skrzydła. Rozumiał jej ciszę i śmiech, rozpoznawał smutek ukryty w żartach. Z Kamilem pierwszy raz poczuła, iż można po prostu dawać siebie nie ryzykując połamania duszy w zamian.
Zostaniesz ze mną na zawsze? zapytała pewnego wieczoru, patrząc w gwiazdy, które odbijały się w jego oczach.
Na zawsze odparł, a ona zrozumiała, iż nie potrzebuje już żadnych gwarancji, żadnych przysiąg na papierze.
Wiedziała. Wracając pewnej nocy ulicą, pomyślała tylko: Życie nie jest znaczkiem pocztowym. Pozwól mu płynąć, nie przyklejaj się do nikogo lecą tylko ci, którzy są gotowi naprawdę.
I rozpuściła włosy na wietrze. I była wolna.












