– Mamo, to jest moja dziewczyna, Zuzia… Władek starał się wypowiedzieć to niby od niechcenia, ale nerwowość brzmiała w jego głosie. I my to znaczy w sumie… tego… no… wiecie…
– Aha… Czego ty chcesz, to ja akurat wiem od lat Mama przyglądała się wybrance syna bardzo uważnie. Ale czy tego samego chce panna? Zuziu, pani dobrze zna mojego Władka?
– Oj znam przyszła narzeczona wcale się nie zmieszała. Na wylot go znam.
– Jak pani powiedziała? Mama aż przeszła na „pani” z wrażenia. Dziewczyny tak teraz mówią?
– A co w tym dziwnego? Takie mamy powiedzenie po polsku: „znać na wylot”. Ale po co tu o Władku? Z panią trzeba się lepiej poznać. Bo kto wie, może do siebie nie pasujemy.
– Ale jak to? mama wpadła w lekką konsternację.
– A tak to wyjaśniła Zuzia iż przyjdzie nam razem siedzieć pod drzwiami i czekać, aż się Władek naimprezuje i wróci o świcie. I tego jego pijanego chrapania wspólnie słuchać.
– Ale… co ja mam do tego? mama próbowała przejąć inicjatywę. Przecież będziecie spać osobno… Taką mam nadzieję…
– Ale kto będzie pod drzwiami siedział, denerwował się i nasłuchiwał? Wiadomo, iż mama! Wszystkie matki tak mają.
– Oho… Władek patrzył na tę wymianę zdań z niedowierzaniem. O czym wy tu rozmawiacie?
– Cicho bądź! przyszłe krewne chóralnie uciszyły chłopaka.
– Tak w ogóle, pani Mario, miałam zapytać, czy pani się czasem nie bije? Bo Władek coś kręci i nie chce mi tego powiedzieć.
– Jak to: biję się? Mama zrobiła wielkie oczy. Przecież kobiety to się nie biją, nie?
– Oj, jeszcze jak! zaśmiała się Zuzia. Znam takie, co potrafią męża tak oklepać, iż lepiej się nie zbliżać.
– O Matko Boska mama aż twarz dłońmi zasłoniła. Jakie wy tu słownictwo… Co za historie…
– Ależ spokojnie, pani Mario Zuzia spojrzała na nią porozumiewawczo. Proszę szczerze: czy nigdy nie miała pani ochoty własnemu mężowi przyłożyć? Albo synkowi?
– No… Mama prawie już się przyznała, ale się opamiętała. Skądże! Nigdy w życiu.
– Doceniam tę próżność, by uchodzić za damę uśmiechnęła się Zuzia ale trudno mi uwierzyć. Być mamą takiego chłopca i ani razu nie chcieć mu przyłożyć? A tak serio, to lanie w dzieciństwie się Władkowi zdarzyło?
– Ależ skąd! Tu mama już nie kłamała.
– Oj, szkoda westchnęła Zuzia i pogłaskała Władka po tyłku. Taka pupa aż się prosi o kłopoty. Powinna dostawać to, na co zasłużyła. Ale szczerze, Władek jest fajny chłopak. Nadaje się jeszcze do wychowania. Może, pani Mario, herbatę zaparzymy? Pogadamy sobie szczerze przy cieście. Kupiłam sernik ponoć pomaga na szczerość.
Wieczorem, gdy z pracy wrócił mąż, Maria przy synu wypaliła:
– Wiesiu! Nasz Władek wreszcie się żeni!
– Jezus, Maryja! Nie do wiary! ojciec aż się przeżegnał z radości.
– Uspokójcie się… to jeszcze nie jest pewne wyprostował rodziców Władek.
– Nie, synku mama spojrzała groźnie. Tym razem to się odbędzie. A jeżeli znowu uciekniesz, to Zuzię sobie przygarnę!
– Mamo, ona nie jest sierotą roześmiał się syn Ma rodziców.
– No i co z tego? odpowiedziała mama To najwyżej ciebie oddam znów do szpitala i powiem, iż mi podmienili dziecko! A twój ojciec poprze mnie w sądzie.
– Jak trzeba będzie, to przysięgnę kiwnął głową ojciec i pokazał Władkowi pięść.














