Co?! Nie chcesz przyjąć naszego nazwiska?! wydarła się moja teściowa w Urzędzie Stanu Cywilnego, tak iż chyba połowa kolejki usłyszała.
Wiesz, Małgosia nigdy nie marzyła o ślubie, powiem ci szczerze. Ale jak była w drugiej klasie liceum, zaszła w ciążę z Michałem tym swoim chłopakiem, z którym trzymała się już od gimnazjum No i sytuacja tak się potoczyła, iż stwierdziła, iż nie chce być sama z dzieckiem.
Nawet nie chodziło o to, iż Michał był jakoś szczególnie dorosły wręcz przeciwnie, cały czas biegał do mamy z każdym pierdołowatym problemem. Ale nie uciekł od odpowiedzialności, od razu powiedział, iż się pobiorą i iż będzie ojcem. No to zaczęli się szykować do wesela.
Małgosia szczerze powiedziała, iż wolałaby taki kameralny ślub, byle było po prostu i tyle. Tymczasem rodzina cała w euforii i koniecznie chcieli, żeby było na bogato. Nikt jej nie słuchał, wszyscy jakieś niestworzone plany, ile to trzeba wydać na gości, jaką salę trzeba zamówić i kto to decydował? Oczywiście teściowa i jej siostra, Anna!
Nawet sukienki nie mogła sobie sama wybrać. Zaplanowały wszystko za nią, aż jej się odechciało Małgosia tylko sobie w myślach wyobrażała te falbany, cekiny i blichtr, jak na weselu w remizie. Kiedy próbowała powiedzieć, iż może lepiej coś prostszego, zaraz usłyszała, iż jest niewdzięczna i iż nic nie rozumie. Ale Małgosia miała wtedy na głowie ważniejsze sprawy: matura, egzaminy, no i przygotowania do przyjęcia na świat dzieciaka.
Ostatecznie, na ślub poszła po prostu w prostej, białej sukience dalekiej od barokowych sukien z salonu, ale wyglądała naprawdę pięknie.
No i właśnie tam się zaczęło całe zamieszanie.
Wyobraź sobie, iż nikt z rodziny Michała nie wiedział, iż Małgosia nie ma najmniejszego zamiaru zmieniać nazwiska. Michał wiedział, uznaliśmy oboje, iż tak będzie dobrze. Ale jak teściowa to usłyszała… Matko Boska, szok i płacz na sali!
Jakim cudem nie chcesz mieć naszego nazwiska? Co ludzie powiedzą?!
A ona tylko się uśmiechnęła i stanęła z boku, bo wiedziała, iż jeszcze czeka ją wiejska zabawa u rodziny Michała i nie ma co sobie psuć nerwów.
To małżeństwo nie przetrwało dłużej niż kilka lat. Michał był marnym mężem i jeszcze gorszym ojcem każdy weekend przesiedział przy komputerze, choćby dziecka nie zabrał na spacer. Małgosia w końcu spakowała walizkę, zabrała córkę i wyjechała do Gdańska do siostry.
Teściowa, wiadomo miała żal, a choćby wypisywała do niej na Messengerze jakieś teksty, ale Małgosia tylko odetchnęła z ulgą. Powiem ci, iż jak zamknęła za sobą drzwi, pierwszy raz poczuła się naprawdę wolna i szczęśliwa.








