Jak teściowa odebrała nam syna: Po ślubie zapomniał o rodzicach i został złotą rączką w domu żony. Teraz święta, spotkania i wszelkie remonty zawsze są u teściowej, a nas omija – wszystko przez jej niekończące się „awarie” i pilne potrzeby.

newskey24.com 2 dni temu

Słuchaj, muszę Ci się trochę wygadać, bo już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. No bo zobacz, odkąd nasza Zosia wzięła ślub z tym swoim Karolem, to jakby nam syna z domu zabrali. On teraz ciągle siedzi u teściowej w Krakowie, bo podobno bez niego to by sobie tam za Chiny nie poradziła. A przecież jakoś żyła przed tym ślubem, nie?

Oni są już po ślubie ponad dwa lata. Po weselu młodzi zamieszkali oddzielnie, w mieszkaniu na Prądniku Białym, które Karol dostał od nas jeszcze na studiach. Zawsze miał od nas wszystko, czego potrzebował wsparcie, pomoc, żadnych pretensji. Mieszkał sam już wcześniej, bo uczelnia i potem praca były tuż za rogiem.

Nie powiem, żebym miała coś do Zosi na początku wydawała mi się trochę dziecinna, taka jeszcze nie do końca gotowa na poważne życie. Karol jest zaledwie dwa lata starszy, ale ona czasem jakby jej siedem zabrakło do dorosłego. Lubiła czasem zrobić awanturę z niczego, no i takie tam, fochy. Zawsze się martwiłam, jak mój syn z nią dogada, bo on złoty chłopak, a ona, no… bardziej jak taka rozpieszczona panienka.

Ale jak już poznałam jej mamę, to mi się wszystko wyjaśniło. Jej matka, pani Halinka, rówieśniczka mojej mamy, zachowuje się jakby jej wiek się zatrzymał na osiemnastce. Spotkałaś kiedyś kogoś dorosłego, kto ciągle robi z siebie biedną dziewczynkę? Ze swoją nieporadnością i fochami przechodzi samą siebie. Przed ślubem Zosi, Halina zdążyła się rozwieść już sześć razy!

Nawet za bardzo nie gadamy, bo o czym? Mamy kompletnie inne światy. Na weselu tylko sobie podziękowałyśmy nawzajem za dzieci, a potem kontakt grzecznościowy i tyle.

Już przed ślubem zaczęło mnie niepokoić to, iż Karol ciągle musiał coś naprawiać u teściowej. Wiecznie jakiś cieknący kran, przepalona żarówka, popękany próg czy półka, która znowu spadła na podłogę. Na początku to olałam dom bez mężczyzny, to i czasem trzeba pomóc.

Ale potem tych awarii nie ubywało, a wręcz rosły jak grzyby po deszczu. Karol coraz częściej tłumaczył się, iż nie da rady do nas wpaść, bo leci ratować Halinkę. A przecież święta zawsze obchodziliśmy razem teraz wszystko u teściowej. U nas tylko ja, tata i babcia.

Trudno, przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Ale zaczęło mnie boleć, jak Karol przestał odpowiadać na nasze prośby. Kiedyś jak kupiliśmy nową lodówkę i poprosiliśmy go, żeby pomógł ją wnieść na czwarte piętro, najpierw się zgodził, a potem zadzwonił, iż dziś nie przyjdzie, bo Halinie padła pralka i trzeba tam lecieć.

Jak Jerzy, mój mąż, zadzwonił do Karola drugi raz, to w tle usłyszał jak Zosia mówi: A nie mogli sobie państwo zamówić firmy od przeprowadzek?. Karol jednak przyjechał, ale wkurzony. Rzucił tylko: Tato, czemu nie mogłeś wezwać ekipy? No teraz muszę tachać tą lodówkę!

Wtedy puściły mi już nerwy. Dlaczego to Halina nigdy sama nie wezwie fachowca? Może ona żyje w jakimś Matrixie, gdzie nie ma złotych rączek? Karol tylko wzdychał, iż teraz wszędzie oszukują, kasują jak za zboże, a potem nic nie naprawią.

Tu Jurek nie wytrzymał i rzucił, iż może Halinka nie zna się na agd, ale za to świetnie potrafi prowadzić jedną owcę na pastwisko i miał na myśli oczywiście naszego Karolka. Ten zrobił się czerwony jak burak i wyszedł trzaskając drzwiami. A ja, choć się nie wtrącałam w tamtej chwili, przyznam szczerze zgadzałam się w duchu z mężem, bo przecież cała rodzina Zosi żyje na plecach naszego syna.

Po tej awanturze Karol nie przyszedł do ojca przez dwa tygodnie. Jurek stwierdził, iż pierwszy ręki nie wyciągnie. A ja stoję jak sierotka z jednej strony rozumiem męża, z drugiej wiem, iż mógł nieco łagodniej do tego podejść. Teraz syn się zamknął i nie dzwoni, a ja nie mam zamiaru stracić go przez głupoty.

Jurek się zaparł, Karol się zaparł. Nikt nie chce ustąpić, a Halinka? Halinka, powiem Ci, pewnie się czuje świetnie, bo jej wszystko gra. Tylko my na tym tracimy całą rodzinę.

Idź do oryginalnego materiału