Jak ośmieszyłam swoją teściową – do dziś pewnie tego nie zapomniała

twojacena.pl 6 godzin temu

To zdarzenie miało miejsce tuż po moim ślubie, kiedy ja i mój mąż, Tomasz, dopiero zaczynaliśmy wspólne życie.

Już na weselu zobaczyłam coś nietypowego moja teściowa, pani Halina, była nieustannie spięta i zmartwiona. Wyglądała raczej jak na stypie niż na zabawie weselnej. Po przyjęciu jej zachowanie nie stało się milsze. Byliśmy młodzi, nie mieliśmy jeszcze własnego mieszkania, więc zamieszkaliśmy razem z nią w Warszawie.

Gdy przekroczyłam próg jej mieszkania, pani Halina okazała mi na pierwszy rzut oka serdeczność, której wcześniej nie znałam. Wydawało się, iż cieszy się naszym szczęściem, a jej ponure zachowanie wynikało chyba ze złego samopoczucia. Ale za tym półuśmiechem kryła się złośliwość, której wtedy nie umiałam rozpoznać. Mimo pozorów była wobec mnie chłodna, a jej rady, podszyte kpieniem, traktowałam jako matczyne wskazówki.

Potrafiła na przykład wstawać w środku nocy, żeby umyć naczynia, które wcześniej starannie wyszorowałam. Spytałam, co robi. Zrobiła niewinną minę i odpowiedziała: Zmywam brudne talerze. Czyli moje zmywanie było niewystarczające? Od tamtej chwili zwątpiłam w jej życzliwość.

Przez kilka miesięcy sądziłam, iż jej przytyki to troska, dzieliłam się z nią choćby własnymi zmartwieniami związanymi z drobnymi sprzeczkami z Tomkiem.

Przypadek chciał, iż mój serdeczny kolega, Paweł, pracował jako kierowca w firmie mojej teściowej. Od współpracownic jego dowiedział się, jak pani Halina opowiada rozmaite plotki: iż Tomasz jest biedny, a ja jestem wyrachowaną żoną, która tylko marzy, by przejąć jej mieszkanie. Od tej chwili już wiedziałam, iż stała się moim ukrytym rywalem.

Pani Halina była osobą aż przesadnie pedantyczną; jej mieszkanie lśniło czystością. Oczekiwała tego samego od nas. Bardzo się staraliśmy, ale nigdy nie potrafiliśmy sprostać jej wymaganiom.

Gdy wybierała się na dwutygodniową delegację za granicę, za punkt honoru postawiła nam pozostawienie mieszkania w nienagannej czystości. choćby najmniejszy okruszek czy włos w łazience był dla niej powodem do paniki. Dlatego kiedy była w domu, robiliśmy wszystko, by nie dopuszczać do bałaganu.

Na czas jej nieobecności zamierzaliśmy wziąć oddech nie sprzątać ciągle, a posprzątać solidnie tuż przed jej powrotem. Ona jednak przewidziała nasz plan i celowo podała fałszywą datę powrotu, żeby nagle nas zaskoczyć i zrobić mi złą opinię przed swoimi przyjaciółkami.

Paweł przypadkiem dowiedział się o tej intrydze i uprzedził mnie o wcześniejszym powrocie Haliny. Bardzo mnie to rozgniewało, więc postanowiłam przygotować się na jej sztuczki. Posprzątałam wszystko na błysk, a potem czekałam.

Pani Halina przyjechała do domu z całą grupą koleżanek i uśmiechającym się Pawłem. Po cichu, z triumfem w oczach, otworzyła drzwi i wprowadziła wszystkich do środka, licząc pewnie na bałagan.

Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła mieszkanie nie tylko czyste, ale też pachnące świeżością. Jej przyjaciółki zaczęły przykuczać i szeptać, spoglądając na Halinę. Ja wyszłam pewna siebie (wciągając dyskretnie odkurzacz do szafy) i powiedziałam:

Skąd u ciebie taki czysty dywan?

Halina zbladła, zmarszczyła brwi i zaczęła energicznie szukać niedoskonałości na próżno. W duchu zaciskałam pięści: Nie znajdziesz nic, nie uda ci się!

W ten sposób moja teściowa stała się obiektem żartów w pracy. Plotki, które rozpuszczała o mnie, przestały być słuchane, a wielu znajomych zaczęło mi sprzyjać w naszych sporach. Być może zraniłam jej dumę, ale minęło już siedemnaście lat, a ona pewnie ciągle pamięta tamtą lekcję.

Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, jak ważne jest, by w trudnych sytuacjach zachować spokój, nie dać się sprowokować i pokazać swoją wartość czynem, a nie słowem. Czasem prawdziwa siła tkwi w wytrwałości i cierpliwości one pozwalają nie tylko wygrać spór, ale też zdobyć szacunek choćby tych, którzy nie są nam życzliwi.

Idź do oryginalnego materiału