Jak ośmieszyłam moją teściową – ta opowieść wciąż żyje w jej pamięci po dziś dzień

polregion.pl 5 godzin temu

Jak wystawiłam moją teściową na pokaz. Prawdopodobnie pamięta to do dziś

Ta historia wydarzyła się tuż po naszym ślubie, kiedy z mężem byliśmy jeszcze świeżo upieczoną parą. Zauważyłam coś dziwnego, ale wtedy nie zwróciłam na to wielkiej uwagi. Dziwactwo nie dotyczyło mojego męża on wciąż jest dla mnie wzorem męskości a raczej dziwnego zachowania jego mamy, mojej teściowej.

Wszystko zaczęło się na weselu: Teściowa była tak skrzywiona i naburmuszona, iż można by pomyśleć, iż przyszedł czas na pogrzeb, a nie na ślub. Po imprezie zachowywała się jeszcze dziwniej, a iż byliśmy wtedy młodzi i nie mieliśmy własnego mieszkania, musieliśmy zamieszkać u niej.

Gdy tylko przekroczyliśmy jej próg, okazywała mi taką szczerość pełną politowania, iż przez chwilę myślałam, iż naprawdę cieszy się z naszego szczęścia i może humor na ślubie miała popsuty przez jakieś zdrowotne przypadłości. Jednak pod jej lekko smutnym uśmiechem kryła się pasywna agresja i ciągłe docinki. A, żeby mi dopiec jeszcze bardziej, niby ukradkiem rzucała mi różne uwagi.

Na przykład budziła się w środku nocy, by pozmywać naczynia, które, o ironio, sama umyłam wieczorem. Złapałam ją raz na gorącym uczynku pytam: Co robisz, mamo? A ona z niewinną miną: Myję brudne naczynia. I wtedy pomyślałam: Chyba moje talerze uznała za brudne, no to już straciłam resztki wiary w jej dobrą wolę.

Długo brałam jej delikatne przytyki za matczyne rady i dzieliłam się z nią choćby najintymniejszymi sprawami nieporozumieniami z mężem.

Aż pewnego razu mój dobry znajomy, który akurat pracował jako kierowca w firmie teściowej, zaczął słyszeć przez jej pracownice plotki o naszej rodzinie: mój mąż – biedny fajtłapa, ja – zła baba, pewnie go zdradzam i patrzę łakomym okiem na mieszkanie teściowej. Ot, rodzinne igraszki.

Od tego czasu zrozumiałam, iż moja teściowa jest moim ukrytym wrogiem.

Natura obdarzyła ją obsesją na punkcie porządku jej mieszkanie lśniło czystością jak sala operacyjna. Wymagała tego samego ode mnie i męża. Staraliśmy się, ale nie dało się jej zadowolić.

Gdy wyjeżdżała służbowo na dwa tygodnie, kazała nam utrzymać nieskazitelny porządek. Byle paproszek na dywanie, włos w łazience już dostawała palpitacji serca. Więc kiedy była w domu, chodziliśmy na palcach i sprzątaliśmy ile wlezie.

Na czas jej wyjazdu postanowiliśmy zrobić sobie mały urlop od codziennego pucowania, a porządki odłożyć na dzień jej powrotu. Tymczasem teściowa, przebiegła jak lis, podała nam błędną datę powrotu i zaplanowała wrócić wtedy, gdy mieszkanie na pewno nie będzie lśniło. Przyniosła ze sobą całą gromadę koleżanek, żeby zrobić mi wstyd właśnie przy nich.

Na szczęście wspomniana wcześniej przyjaciółka uprzedziła mnie o tym chytrym planie. Wzięło mnie to konkretne wkurzenie, więc na przekór, wyczyściłam wszystko tak, iż można było jeść z podłogi. I czekałam.

Teściowa przyszła z orszakiem koleżanek i uśmiechniętym kierowcą. Po cichu przekręciła klucz w zamku i wpuściła je jak karawanę na jarmarku w Kazimierzu.

Ale co to była za niespodzianka! Mieszkanie błyszczało jak w reklamie środków czystości. Koleżanki aż się zaniemówiły, zaczęły ścichapęk komentować teściową, a ja niczym gwiazda reality show podeszłam do nich (ocierając pot i odkładając odkurzacz) i rzuciłam:

Skąd się wziął u ciebie taki czysty dywan, mamo?

Teściowa wyglądała, jakby połknęła cytrynę. Oglądała kąty, marszczyła czoło, a ja w duchu powtarzałam: Nic nie znajdziesz, naprawdę nic!

Od tej pory stała się pośmiewiskiem w pracy, jej plotki ucichły, a choćby zaczęto mi współczuć w waśniach z nią. Skutecznie podkopałam jej pewność siebie i choć minęło już siedemnaście lat podejrzewam, iż przez cały czas to pamięta.

Idź do oryginalnego materiału