Jak ona mogła?! choćby nie zapytała! Nie poradziła się! Aż trudno uwierzyć: wchodzi do nieswojego mie…

polregion.pl 8 godzin temu

Jak ona mogła?! Bez pytania! Bez żadnej rozmowy! Kto by na to wpadł: wejść do cudzego mieszkania i rozporządzać się jak u siebie?! Ani krzty szacunku! Boże, za co mi to wszystko? Całe życie się nią zajmowałam, a to jest ta wdzięczność! choćby mnie za człowieka nie uważa! Wiktoria otarła łzę z policzka. No bo widzisz, jej się moje życie nie podoba! Na swoje by spojrzała! Ślęczy w tej kawalerce i myśli, iż złapała szczęście za ogon. Ani porządnego męża, ani normalnej roboty: ta jej praca zdalna. Z czego ona żyje? I jeszcze śmie mnie pouczać! Ja już dawno zapomniałam o tym, o czym ona dopiero zaczyna myśleć!

Ta myśl poderwała Wiktorię z fotela. Poszła do kuchni, włączyła czajnik i stanęła przy oknie.

Patrzyła na migotliwe światła Warszawy, która świętowała już Nowy Rok, i znów z oczu potoczyły się łzy:
Wszyscy się cieszą, szykują do Sylwestra, tylko ja nie mam najmniejszej ochoty na świętowanie… Sama jak palec…

Czajnik zaczął gwiżdżeć. Wiktoria, zatopiona w dawnych obrazach, choćby tego nie zauważyła…

Miała dwadzieścia lat, gdy mama mając czterdzieści pięć urodziła drugie dziecko.

Była zdziwiona: po co mamie taki kłopot?

Chciałam, żebyś nie została sama na świecie wyjaśniła mama. To dobrze mieć siostrę. Zrozumiesz to później.

Ja i teraz rozumiem mruknęła wtedy Wiktoria obojętnie, ale miej na uwadze: nie będę się nią zajmować. Mam swoje życie.

Od dziś już nie masz własnego życia zaśmiała się mama.

Słowa okazały się niemal jak wyrok. Mała była ledwie trzylatką, gdy mama zmarła Ojciec umarł jeszcze wcześniej.

Cały ciężar opieki nad siostrą spadł na Wiktorię, która w zasadzie stała się Antoninie mamą. Przez dobre dziesięć lat Antonina wołała do niej mamo.

Wiktoria nie wyszła za mąż. Nie przez siostrę jakoś po prostu nie pojawił się ten jedyny, który podbiłby jej serce. Nie było zresztą kiedy dom, praca, siostra, dom, praca, siostra…

Szybko wydoroślała po stracie rodziców, i całe życie podporządkowała trosce o siostrę: wychowała ją, wyedukowała.

Teraz Antonina już dorosła, mieszka osobno. Zaręczona. Często odwiedza Wiktorię są ze sobą blisko, choć różni je wiek, temperament i poglądy na życie.

Wiktoria jest przesadnie oszczędna. Jej mieszkanie przypomina magazyn rzeczy starych i od dawna bezużytecznych. Można by znaleźć szlafrok sprzed dziesięciu lat, kiedy była sporo szczuplejsza, albo rachunki za czynsz z początku stulecia.

W kuchni pełno pękniętych kubków, obtłuczonych garnków, patelni bez rączki. Nie używa ich już od lat, ale wyrzucić żal a nuż się przydadzą?

Remontu byle jakiego nawet, nie robiła tu od wieków. Nie przez brak pieniędzy tapety przecież jeszcze całe.

Kultywując oszczędzanie kosztem własnej wygody, wszystko poświęcała siostrze.

Antonina jest zupełnie inna: radosna, spontaniczna. W jej mieszkaniu pusto tylko to, co niezbędne.

Przyjęła sobie zasadę: jeżeli czegoś nie użyłam choć raz przez rok, czas się tego pozbyć!

Dlatego u Antosi powietrze lekkie, przestrzeń jasna.

Ileż to razy proponowała Wiktorii:
Zróbmy remont! Przy okazji przejrzymy rzeczy, bo niedługo nie będziesz mieć już gdzie stanąć.

Nie zamierzam niczego wyrzucać i nie chcę żadnych zmian ripostowała Wiktoria i żadnych remontów.

Jak to nie potrzebujesz? Spójrz na ten przedpokój tym tapetom stuknęło sto lat! Wchodzisz tu jak do piwnicy. Ten bohomaz energię wysysa! Chwilę i zaraz się człowiek rozchoruje przekonywała Antonina.

Ale Wiktoria uparcie odrzucała propozycje.

W końcu Antonina postanowiła zrobić remont sama! Niech siostra zobaczy zmianę!

Jako niespodziankę wybrała właśnie przedpokój: tu było mało mebli i niezbyt dużo rzeczy.

Na tydzień przed Sylwestrem, kiedy Wiktoria szła na nocną zmianę (pracowała w trybie zmianowym), Antonina z narzeczonym weszli do jej mieszkania (obie miały klucze) i zmienili tapety: z ciemnych, tłoczonych ścian zrobiły się jasnozielone ze złotym deseniem.

Potem wszystko poustawiali, a rzeczy Wiktorii nietknięte zostawili. I wyszli.

Nic niepodejrzewająca Wiktoria wróciła do domu i zaraz wybiegła pomyślała, iż drzwi jej się pomyliły.

Podniosła głowę: nr mieszkania ten sam…

Weszła raz jeszcze.

I wszystko zrozumiała.

Antonina!

Jak mogła?!

Wiktoria wykręciła numer siostry, zbeształa ją i rozłączyła się.

Po pół godzinie Antonina zjawiła się osobiście.

Kto cię prosił?! powitała ją Wiktoria.

Wiktorio, chciałam ci zrobić niespodziankę. Spójrz, jak dobrze teraz: czysto, jasno, przestronnie tłumaczyła się Antonina.

To mój dom! Wiktoria nie mogła przestać się złościć.

Słowa padały ostro i raniły Antoninę.

W końcu nie wytrzymała:

Dość. Mieszkaj sobie w swoim bajzlu jak chcesz. Nie zobaczysz mnie tu więcej!

Co, prawda boli?! Uciekasz?

Szkoda mi ciebie odpowiedziała cicho Antonina i wyszła…

Poszła i milczy już cały tydzień. Nigdy jeszcze nie kłóciły się tak długo. A tu jeszcze Nowy Rok za pasem. Mają świętować osobno?

Wiktoria rzuciła się na stołeczek w przedpokoju.

Właściwie… zrobiło się jaśniej, przestronniej pomyślała i wyobraziła sobie, jak Antonina z Dawidem przyklejali tapety, jak się starali: żadnej fałdki, widzieli jej minę w wyobraźni. I po co ja się denerwowałam? Jest przecież dużo lepiej. Jaśniej. I lżej mi na duszy. Może siostra jednak ma rację?

Nagle zadzwonił telefon…

Wiktorio ze słuchawki popłynął zapłakany głos Antoniny wybacz mi. Nie chciałam cię zranić. Naprawdę chciałam ci sprawić radość…

Kochana, ja już dawno cię nie mam za co wybaczać sama poczuła, jak jej głos drży od wzruszenia tapety są piękne, masz absolutną rację. Po świętach zabieramy się za porządki, jeżeli się zgodzisz.

Oczywiście, z radością! Ale dziś? Przecież taki dzień… Nie umiem sobie wyobrazić Sylwestra bez ciebie…

Ja też…

To się szykuj! rozświergotała się Antonina wszystko już gotowe: żywa choinka, lampki, świece, jak zawsze lubisz. I nie kombinuj nic: nie biegaj po sklepach, bo cię znam! Do końca wierzyłam, iż będziemy razem świętować. Szykuj się, Dawid po ciebie przyjedzie.

Wiktoria jeszcze raz spojrzała na rozświetloną Warszawę. Teraz widziała miasto zupełnie innym wzrokiem.

Patrzyła i myślała: Dziękuję ci, Mamusiu… Za siostrę….

Idź do oryginalnego materiału