Jak napisać tekst sezonu. Siedem hipotez z trzynastu lat statystyk „Szumu”

magazynszum.pl 4 dni temu

To oczywiste – krytyki sztuki co do zasady nikt nie czyta. Nie robią tego kolekcjonerzy, galerzystki, studentki, profesorowie, kuratorki, dyrektorzy, sztuki miłośniczki i sztuki nienawidziciele. Nie czytają jej choćby krytyczki i krytycy. Skoro już to wiemy, pozostają nam znacznie ciekawsze pytania. Na przykład, o ile ktoś tę krytykę czyta, to jaką konkretnie? O kim, o czym, skąd, czyją ręką pisaną? Na ile widać ewolucję krytyki w tym, co jest klikane? Co się zmieniło, o ile zmieniło się wszystko – sztuka, publiczność, krytyka i internet? Wreszcie – jak wygląda wzorcowy tekst, który gwarantuje sukces poczytności i czytelniczą uwagę?

Na wszystkie te tematy snuje się domysły, prowadzi facebookowe spory, a w końcu toczy się debaty, bo przy okazji kolejnego tekstu o upadku/kryzysie krytyki taka debata prędzej czy później się pojawia (przy okazji tego tekstu też będzie debata – 7 maja w Muzeum Sztuki Nowoczesnej). Wszystko to są tak zwane opinie. Nie ma natomiast danych, nikt tego nie kompiluje, nie gromadzi – ani nie analizuje. Jedyne, czym adekwatnie dysponujemy są coroczne zestawienia najpoczytniejszych treści – w „Szumie” prowadzone skrupulatnie, od 2013 roku. A iż magazyn w maju kończy 13 lat, to niezła okazja, aby im się podejrzliwie przyjrzeć.

Jeżeli krytyka stała się mniej krytyczna – jak chcą niektórzy – to czy znajdzie to swoje odbicie w statystykach ?

„Szum”, o „Szumie”, na łamach „Szumu” – brzmi jak cokolwiek egocentryczna strategia; przez cały czas jednak jesteśmy jedynym magazynem zajmującym się polską sztuką współczesną, istniejącym kilkanaście lat, a przy tym konsekwentnie publikującym zestawienia roczne. To one będą zatem podstawą niniejszej analizy. Z pewnością jest to unikatowy (i specyficzny) wycinek najnowszej historii sztuki pisanej przez jedną redakcję; redakcję, która przetrwała rozkwit mediów społecznościowych, tzw. dobrą zmianę, a także transformację z magazynu drukowanego i cyfrowego na format wyłącznie cyfrowy; redakcję, która gwałtownie stała się jednym z najważniejszych graczy w polu krytyki w Polsce. Niezależnie, w jakim stanie w tej chwili jest to pole.

Chcąc się przekonać, jak to z krytyką w „Szumie” było i jest oraz jakich argumentów ta wiedza może dostarczyć debatom i domysłom o stanie krytyki, przeanalizowałem 167 tekstów autorstwa 66 osób[ref]W przypadku uwzględnionych w statystykach ankiet i recenzji zbiorowych nie zliczałem pojedynczych autorów. Teksty te były wówczas opisywane jako „redakcja”.[/ref], które to teksty pojawiły się w zestawieniach najpopularniejszych treści z lat 2013–2025. Interesowało mnie, co budziło największe zainteresowanie – czy były to recenzje negatywne, pozytywne czy ambiwalentne, sylwetki artystów i artystek, polemiki z innymi tekstami krytycznymi, polemiki ze światem zewnętrznym, czy też eseje problemowe. Co mogło wpływać na popularność tych tekstów – ich tytuły, dziedzina i medium sztuki, konkretne nazwiska, nośne tematy, a może rozchwytywani autorzy i znane z krytyczności autorki? Na ile seks i nagość gwarantowały większą klikalność, a w czym pomagały odniesienia do środowiskowych kontrowersji? Jakie inne czynniki wspomagają nośność tekstu – rozpoznawalność autora poza „bańką” lub temat wykraczający poza wąskie rozumienie sztuki współczesnej? Jak wygląda kwestia długości tekstów – czy specyficzna publiczność magazynu o sztuce, podobnie innym śmiertelnikom, ma coraz skromniejszy attention span? o ile krytyka stała się mniej krytyczna – jak chcą dzisiejsze diagnozy – to czy znajdzie to swoje odbicie w statystykach i wpłynie na gust publiczności?

Za przewodnika niech posłużą zasłyszane domysły-hipotezy na temat krytyki i kilka współczynników.

Największym wyzwaniem okazał się system mający klasyfikować ocenę krytyka/krytyczki. Na własny użytek przyjąłem pięciostopniową skalę – od jednoznacznie negatywnej [1], poprzez ambiwalentną [3], aż po jednoznacznie pozytywną [5]. Nie interesowała mnie natura zarzutów stawianych przez autorów i autorki najbardziej krytycznych tekstów, a sam ich wydźwięk, w wyniku czego oskarżenia o klasizm, seksizm, rażący brak researchu i propagowanie szkodliwych stereotypów lądowały w tym samym miejscu, co poważne zarzuty natury krytycznej (kicz, żenada, nieumiejętność, pokazy dogłębnie rozczarowujące, złe wystawy dobrych dzieł etc.). Analogicznie działo się z tekstami pozytywnymi – lądowały tam teksty, w których uznano dane wystawy lub książki za wybitne, genialne i błyskotliwe lub takie wypowiedzi, w których nie zostały wspomniane żadne wady lub niedociągnięcia, a z ogólnego wydźwięku tekstu można było wywnioskować serdeczną przychylność autorki lub autora. Pomiędzy jedynkami a piątkami rozciągnęło się, rzecz jasna, morze niuansów. Trójki to teksty, z których nie dało się wyciągnąć nastawienia osoby piszącej recenzję lub gdy w ocenie piszącego równoważyły się wady i zalety przedmiotu opisu. Dwójki i czwórki niuansowały opis w stronę pozytywów lub negatywów, jednak były zdecydowanie bardziej zdawkowe lub powściągliwe niż jedynki i piątki.

1
Krytyka 17.11.2023

Plan dziesięcioletni. Top dekady „Szumu”

Aleksy Wójtowicz

Analizując kilkaset tekstów udało mi się zauważyć także kilka powtarzających się cech – nazwałem je dla zgrywy współczynnikami. W ten sposób każdy z tekstów przechodził test czy odnosi się w treści do jakichś kontrowersji lub z nich wynika (współczynnik skandalu); czy to, czego dotyczy jest postrzegane przez pole krytyki nieufnie (współczynnik nieufności); czy autor lub artystka są rozpoznawalni na tyle, aby mieć własną fanbazę, napędzającą wyświetlenia (współczynnik nazwiska); oraz czy w treści, również tej wizualnej, pojawia się tzw. golas lub jawne odniesienie do seksualności (co nazwane zostało, jak możecie się domyślić, współczynnikiem seksu). Dodatkowym aspektem było również to, czy sam tytuł artykułu sugerował niechęć lub kontrowersje (współczynnik tytułu). Co oczywiste, ale zawsze warte podkreślenia – współczynniki mogą na siebie nachodzić i się wzmacniać. Warto też zaznaczyć, iż pozycja tekstu w rankingach jest wypadkową wielu czynników naraz, włącznie z nieprzeniknioną logiką algorytmów platform, w których promuje się teksty.

Za przewodnika tego tekstu niech posłużą zasłyszane domysły-hipotezy na temat krytyki.

Hipoteza 1. Im krótszy tekst, tym chętniej jest czytany

Wydawać by się mogło, iż wraz z kurczącymi się zasobami uwagi popularne teksty powinny być coraz krótsze. W „Szumie” średnia poczytnego tekstu długo wyniosła około 16 minut. Zauważyć jednak można coś nieoczekiwanego – od 2021 roku zamiast spadać, średnia zaczyna rosnąć, by trzy lata później, w 2024 roku, osiągnąć rekordowe 23 minuty[ref]Rzecz jasna, kliknięcie na długi, wymagający 20–30 minut lektury tekst nie oznaczało przeczytania go w całości – mogło też oznaczać wielokrotne odwiedziny czytelnika, również z różnych sprzętów, i tym samym podbijanie liczby wyświetleń.[/ref].

Średnia długość recenzji i materiałów opublikowanych w SZUMIE na kanwie zestawień TOP 2013-2025, opr. Aleksy Wójtowicz

Jeśli zawęzimy wybór wyłącznie do recenzji, wynik będzie podobny: pierwsze lata istnienia magazynu on-line teksty krytyczne były relatywnie krótkie i taki też był czas ich lektury (~ 10 min.). Nie dotyczy to dwójki rekordzistów: Ewy Toniak, drobiazgowo rozpracowującej Późną polskość w CSW (46 min., #5 2017), i Stacha Szabłowskiego, piszącego o 8. WGW (28 min., #10 2018). Popularnymi recenzjami, które wówczas miały dłuższą formę, były teksty autorstwa kilku osób (recenzja 8. Berlin Biennale, #10 2014) lub miały formę dyskusji (jak przy okazji wystaw Co widać w MSN-ie, #3 2014). Obszernie i chętnie czytane były również eseje problemowe (takie jak Kuby Szredera tekst o pracach artystycznych # 15 2015 czy Richarda Schustermana o fotografii, #8 2017), redakcyjny przegląd młodych galerii czy relacja Karoliny Plinty ze sceny lubelskiej (#1 2014).

I znowu – po 2021 roku średnia długość lektury recenzji – a więc formy relatywnie krótkiej – wzrosła do ~14 minut. Tendencja ta jest obserwowana nawet, gdy ze statystyk wyłączy się dwa rekordowe teksty Anny Markowskiej (mowa o recenzji Nowoczesności reglamentowanej z MNK z 41 min., #6 2024 i Wystawy niestałej z MSN-u z 39 min., #7 2025). Dlaczego?

Trudniejsze i dłuższe treści zaczęły cieszyć się większą popularnością. Czy to nie kwestia zmiany linii redakcyjnej?

Można postawić ryzykowną tezę, iż to konsekwencja pandemii (więcej czasu w czytanie i pisanie, głód wydarzeń, potrzeba opisywania tego, czego nie można było doświadczyć), a w jej ramach, częstszego korzystania z internetu. Również na telefonach, które wyparły tradycyjne desktopowe czytanie i są w tej chwili dominującymi czytnikami jakichkolwiek treści w internecie, umożliwiając doomscrolling (to znaczy: czytelnictwo) w każdym miejscu. Z drugiej strony, gotowość na czytanie (lub odwiedzanie) dłuższych tekstów można uznać za znak wykształcenia przez „Szum” własnej publiczności, która wyrosła już z krótkich, zaczepnych form na rzecz bardziej pogłębionych, zniuansowanych analiz. Innymi słowy, można mieć nadzieję, iż magazyn dojrzewał wraz z osobami czytającymi, skłonnymi do czytania nieco dłuższych treści. Potwierdzają to dane demograficzne wyłaniające się ze statystyk naszych social mediów – zresztą nikt w redakcji młodzieżą już nie jest.

Jednak z samych zestawień najchętniej czytanych materiałów wynikać też może zmiana proporcji publikowanych treści – widać stopniowy zanik popularności krótkich form na rzecz dłuższych artykułów i esejów problemowych. A zatem, tekstów z natury swojej dłuższych, bardziej specjalistycznych, bo nastawionych na analizę fenomenów i ich kontekstów niż typowo „recenzencką” ocenę. Z łamów (i zestawień popularności) znikają także krótkie sylwetki artystów i artystek (opracowywane w pierwszych latach magazynu przez Wojciecha Albińskiego w cyklu Zawsze chciałem być artystą, ale mogę tylko o nich pisać) na rzecz rozbudowanych hybrydycznych form, m.in. takich jak teksty Tomasza Kozaka z cyklu Od hiperawangardy do megakryzysu, gdzie twórczość modnych (lub drogosprzedających) artystów i artystek staje się pretekstem do namysłu o charakterze raczej estetyczno-politycznym niż historyczno-artystycznym. Jednak również i ten drugi, typowy dla magazynów o sztuce format miał liczną publiczność – mam tutaj na myśli esej o działalności CSW „Zamek Wawelski” Pawła Drabarczyka vel Grabarczyka (#14 2024), historię idei muzeum sztuki współczesnej w Polsce Agaty Plater-Zyberk (#9 2024) czy esej Pawła Leszkowicza o wystawach Władysława Hasiora i Daniela Rycharskiego (#11 2025).

Jakkolwiek by nie było – trudniejsze i dłuższe treści ewidentnie zaczęły cieszyć się większą popularnością. W tym miejscu pojawia się zasadne pytanie – czy to nie kwestia zmiany linii redakcyjnej? Pośrednio – w 2021 roku do redakcji dołącza nowa osoba (to ja, piszący ten tekst, z własnymi ambicjami i wyobrażeniami), a pandemijna sytuacja znacznie zmienia funkcjonowanie pola sztuki, jak i samych magazynów, zwłaszcza tych wydawanych w papierze. Ostatni numer kwartalnika został wydany w grudniu 2022 roku – a decyzja o transformacji w formę wyłącznie cyfrową została podjęta kilka miesięcy wcześniej. Do tego momentu „Szum” prowadził niejako podwójne życie – druku ciążącego ku analizom, esejom problemowym i przeglądom tendencji, oraz wydania cyfrowego, skupionego bardziej na treściach lżejszych i bieżących (oraz potencjalnie popularnych) recenzjach. A jednak zmiana w preferencjach czytelniczych zaszła wcześniej niż „Szum” stał się w pełni cyfrowy.

1
Krytyka 05.01.2018

Zmierzch instytucji

Łukasz Musielak

Hipoteza 2. Ludzie czytają wyłącznie negatywne teksty i lubią to robić

Spośród 167 najpopularniejszych materiałów na łamach „Szumu” 105 było recenzjami. A wśród tych recenzji 48% [50] miało wydźwięk negatywny (przy czym 30% [31] było jednoznacznie negatywnych), a 33% pozytywny (16% [17] jednoznacznie pozytywnych). Już ta statystyka może świadczyć o większej popularności tekstów nacechowanych rozczarowaniem, wściekłością lub krytycyzmem. Do tej kategorii należy też dodać 21 polemik (więcej o nich w Hipotezie 3), jako iż naturą tego gatunku jest konfrontacja i silna niezgoda na czyjeś słowa lub postawę.

W poczet negatywnych wypowiedzi należy wliczyć również część esejów problemowych – tych, które wyraźnie krytykują jakieś zjawisko. Takich jak wspomniane wyżej teksty Tomasza Kozaka, a także artykuł Karoliny Plinty przybliżający sylwetkę Janusza Janowskiego jako ministerialnego nominata na dyrektora Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki (#2 2023), ankieta redakcyjna, także w sprawie Janowskiego (#2 2021), esej Łukasza Musielaka o rozczarowaniu instytucjami sztuki (#8 2018), refleksja Agaty Pyzik o estetyzowaniu „biedy” w polskim wydaniu „Vogue” (#1 2018) i pozornej emancypacji selfie feminizmem (czyli pamiętne Jeśli muszę się rozbierać, nie chcę być częścią waszej rewolucji, #1 2017) czy też bardzo specyficzny tekst Tomka Paszkowicza o tym, jak można patrzeć na wystawę kolekcji MSN-u (#8 2025) oraz przegląd dekady w malarstwie najmłodszych osób autorstwa Piotra Polichta (#1 2023). Tekst nosi tytuł Strefa komfortu. Rozkwit i upadek nowego malarstwa 2013–2023 i już w ten sposób (upadek, zwłaszcza w kontekście malarstwa) sugeruje się, iż miło nie będzie. Więcej o przypadku malarstwa w Hipotezie 5.

Rodzaj recenzji opublikowanej w SZUMIE na podstawie TOP 2013-2025, opr. Aleksy Wójtowicz

W tym miejscu warto poświęcić nieco więcej uwagi współczynnikowi tytułu – wśród zbioru negatywnych recenzji aż 2/3 z nich miało tytuł, który zdradzał niechęć autora/autorki. Dosłownie – jak w przypadku nieprzychylnego tekstu Weroniki Wojdy (Chciałabym tego nie wiedzieć, o wystawie Moja dziewczyna jest dziewczyną mojego przyjaciela Patryka Różyckiego, #2 2025) czy Agaty Pyzik (Rozbijmy zabawę! o pokazie Anki Ptaszkowskiej w MSN-ie, #3 2023). Wśród tytułów pojawiały się również te nieco bardziej zawoalowane, grające z tytułem wystawy, jak nieprzychylne teksty Adama Mazura o wystawie Bogactwo (#bieda, #11 2016), Ewy Toniak o Późnej polskości (Jak to jest deptać po „późnej polskości”?, #5 2017) czy Karoliny Plinty o wystawie Mariny Abramović w toruńskim CSW (Marina Coelho Abramović Adams, #1 2019).

Współczynnik tytułu dawał również o sobie znać w przypadku tekstów o tytułach z wyraźnie negatywnym komponentem, takich jak Historia pewnego upadku (tekst Karoliny Plinty o wystawie Ryszarda Waśko, #8 2013), Wystawa jako nieporozumienie (Piotr Kosiewski o wystawie Chcę być kobietą, #3 2019), Świadectwo niedojrzałości (czyli mój tekst o filmie Ile za sztukę?, #4 2023), Młodzi artyści – ciągle w paraliżu (Karolina Plinta o przeglądzie performance w BWA Zielona Góra, #1 2015), Czy warto litować się nad idiotami? (Plinta o wystawie Kle Mens Stępniewskiej, #5 2018) czy Kilka powodów, dla których lepiej nie być „młodym” artystą (również Plinta, ale tym razem o przeglądzie Rybie Oko, #7 2013).

Publiczność przez cały czas najchętniej czyta teksty negatywne. Chętnie klika się również te teksty, które tytułem obiecują jatkę, ale oferują coś zgoła odmiennego.

Na specjalną uwagę zasługują również negatywne tytuły negatywnych recenzji malarskich wystaw pokonkursowych: Brzydko malowane (Plinta o Bielskiej Jesieni, #1 2025), Bielskie średniowiecze (również Plinta o Bielskiej Jesieni, #4 2022), Ministerstwo głupich kroków (tym razem Piotr Policht o Bielskiej, gdzie negatywny wydźwięk tytułu jest o tyle większy, iż krok w tytule był również nawiązaniem do nazwiska laureata Grand Prix tej edycji, Sebastiana Kroka; #3 2017) czy Gwoździe do trumny (tekst Plinty o Konkursie Gepperta, #8 2016). Wszystkie wspomniane tytuły nie były clickbaitami – skoro zdradzały nastawienie osoby autorskiej do omawianej sprawy. Nie robiły tego natomiast teksty, których tytuł mógł sugerować negatywną recenzję, choć wydźwięk był pozytywny – jak, dla przykładu, Wystawa, którą kochacie nienawidzić (czyli mój tekst o Niepokój przychodzi o zmierzchu w Zachęcie, #3 2022), Prosimy nie kupować (recenzja Agaty Pyzik wystawy Domu Mody Limanka w MSŁ, #4 2019), Malarstwo gnijące na ringu (tekst Karoliny Plinty o wystawie Jonathana Messe i Michała Jankowskiego w TRAFO, #10 2024), a choćby Nie twórz nowego nadaremno (czyli mój tekst o wystawie pokonkursowej Artystycznej Podróży Hestii, #5 2021).

Podsumowując temat recenzji – na trzynaście najpoczytniejszych recenzji aż jedenaście jest negatywnych, w tym osiem jednoznacznie. Pozostałe dwie zaś szczególne. Pierwsza z nich to pozytywna recenzja wystawy Zuzy Krajewskiej pióra Anny Diduch (#1 2013), a druga to entuzjastyczna refleksja Zofii Krawiec o książce I love Dick Chris Kraus (#5 2016). Co odróżnia je od reszty? O tym więcej w Hipotezie 7.

Również wśród innych najchętniej czytanych materiałów (nie recenzji) przeważają teksty o negatywnym zabarwieniu – wyjątkami są w tym przypadku teksty Zofii Krawiec i Adama Mazura, oba prezentujące nazwiska i zjawiska w możliwie pozytywnym świetle, i jednocześnie czerpiące z współczynnika tytułu. Esej o współczesnej fotografii Mazura ma tytuł Jak nie fotografować (#1 2016), gdzie na przykładzie oklepanych tematów i sposobach robienia zdjęć przytacza się godne obserwowania nazwiska fotografek i fotografów. Z kolei tekst Krawiec Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie zdołaliście spalić (#1 2020) jest zaczepny i oparty na negatywności (w końcu palić czarownice to nie jest czyn chwalebny). Jednak część jego popularności należy wiązać w nieco inny sposób z tytułem – to hasło wzięte z powieści Tish Thawer, które w roku publikacji artykułu pojawiało się w przestrzeni publicznej w kontekście Czarnych Protestów.

Wygląda więc na to, iż pomimo zmian w podejściu do krytyki[ref]Zob. 15 lat robimy swoje. Rozmowa z Joanną B. Bednarek, Jakubem Banasiakiem i Piotrem Olkuszem, „Dwutygodnik” nr 383 / kwiecień 2024, https://www.dwutygodnik.com/artykul/11202-15-lat-robimy-swoje.html (dostęp 1 kwietnia 2026).[/ref] publiczność przez cały czas najchętniej czyta teksty negatywne, zapowiadające to już nierzadko tytułem. Nic więc dziwnego, iż czyta się (i klika w) również te teksty, które obiecują jatkę, ale oferują coś zgoła odmiennego.

1
Krytyka 18.06.2021

Druga Wielka Odpowiedź Dziennikarzom i Krytykom

Ada Karczmarczyk

Hipoteza 3. Już nikt z nikim nie polemizuje

Wśród analizowanych 167 tekstów 21 z nich było polemikami, listami otwartymi lub oświadczeniami, a zatem gatunkiem kojarzonym z konfrontacją i silną niezgodą na jakieś zjawisko lub czyjąś postawę. Wśród nich jeden był reakcją redakcji „Szumu” na kontrowersje związane z ostatnią (jak miało się okazać) edycją konkursu Artystyczna Podróż Hestii (#4 2021), jedenaście dotyczyło polemiki autorów i autorek ze światem zewnętrznym, a dziewięć było tekstami, które powstały z niezgody na treści opublikowane w „Szumie”. I co ciekawe, spośród tej dziewiątki znaczna większość dotyczyła tekstów, które znalazły się wśród tych najpopularniejszych i jednocześnie negatywnie oceniających wystawę, twórczość lub postawę. Tak było choćby w przypadku bardzo krytycznej recenzji Piotra Kosiewskiego o zbiorowej wystawie Chcę być kobietą (#3 2019), która doczekała się odpowiedzi kuratora, Sławomira Marca (#10 2019).

Przykładem dość ekstremalnym jest przypadek z 2014 roku: jednoznacznie negatywna recenzja Karoliny Plinty wystawy Honzy Zamojskiego i Roberta Maciejuka (#2 2014) spotkała się z polemiką nie tylko jednego z artystów, ale także innego krytyka, Iwo Zmyślonego. W efekcie jeden tekst „wygenerował” cztery dodatkowe. Ten spór interesował czytelników i czytelniczki na tyle, iż wszystkie wypowiedzi znalazły się w zestawieniu TOP tekstów 2014 roku.

Emocje nie osłabły, skłonność do sporu wcale nie wygasła, zmieniły się jednak strategie polemiki – rzadkością w ogóle stały się komentarze publikowane na łamach tytułu, gdzie opublikowano sporny tekst.

Jednak pełen potencjał klikalności (a co za tym idzie – powody, dlaczego pole krytyki uwielbia polemiki i za nimi tęskni) ujawnił się w 2017 roku, stanowiąc jednocześnie rzadką ilustrację polemiki, która nie rozpoczęła się od recenzji negatywnej. Chodzi mianowicie o dyskusję o selfie-feminizmie, która to w tym roku zatoczyła coś w rodzaju łuku – esej Agaty Pyzik Jeśli muszę się rozbierać… (#1 2017) był krytyczną odpowiedzią na aż trzy wcześniejsze teksty (spośród których dwa znalazły się wśród najbardziej wówczas klikalnych: sylwetka Amalii Ulman autorstwa Doroty Jagody Michalskiej [#9 2017] i Karoliny Plinty przegląd Instagramów polskiego świata sztuki [#2 2017]). Reakcja Plinty na polemiczny esej pojawiła się na łamach „Dwutygodnika”, co nie przeszkodziło Pyzik odpowiedzieć na łamach „Szumu”, tym razem w tekście Sprzeczności peryferyjnego feminizmu albo ewangelistki selfie (#6 2017). Trzeba jednak pamiętać, iż niebagatelne znaczenie miał tu także współczynnik seksu (zob. Hipoteza 7)

Polemiki i oświadczenia w SZUMIE na kanwie TOP 2013-2025, opr. Aleksy Wójtowicz

Im bliżej teraźniejszości, tym polemik jest mniej. Do 2021 roku w corocznych zestawieniach znalazło się ich osiem, a do tego dziewięć oświadczeń lub polemik nie dotyczących tekstów opublikowanych w „Szumie”. Od 2021 roku ukazały się zaledwie trzy teksty polemiczne, w tym jedna Druga Wielka Odpowiedź Dziennikarzom i Krytykom Ady Kaczmarczyk (#7 2021). Pozostałe dwie to polemika z tekstem Tomasza Kozaka Zygzaki heksizmu (#1 2024), czyli Te straszne czarownice Agaty Czarnackiej, #4 2024), oraz kontra do tekstu Agaty Pyzik o wystawie Aleksandry Waliszewskiej (#1 2022) w postaci Bo to zła kobieta była Izabeli Morskiej (#2 2022).

Jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego polemik jest mniej (przynajmniej tych najchętniej czytanych na łamach „Szumu”) jest decentralizacja krytyki social mediami – polemiczny potencjał, zgodnie z tym, co już w 2012 roku zauważał w „Dwutygodniku” Jakub Banasiak, został przesunięty do komentarzy, na prywatne kanały i tablice, czy do instagramowych/tiktokowych stories. Emocje nie osłabły, skłonność do sporu wcale nie wygasła, zmieniły się jednak strategie polemiki – rzadkością w ogóle stały się komentarze publikowane na łamach tytułu, gdzie opublikowano sporny tekst. Najdobitniejszymi (i zarazem najświeższymi) tego przykładami są recenzja Weroniki Wojdy o wystawie Patryka Różyckiego (#1 2025), na temat której pojawiła się polemika, ale

, czy też
. Nie wiemy jeszcze, czy tekst Owczarka znajdzie się w TOP 2026, ale możemy podejrzewać, dlaczego Wojda rozbiła bank w roku poprzednim: współczynnik tytułu zbiegł tu się ze współczynnikiem skandalu, a także współczynnikiem seksu.

1
Krytyka 28.04.2015

Młodzi artyści: ciągle w paraliżu

Karolina Plinta

Hipoteza 4. Skandal sprzedaje tekst

O współczynniku seksu powiem szerzej w Hipotezie 7. Teraz zajmijmy się skandalem. A co wywołuje wśród czytelników największy skandal? Ano, polityka. Jedynym przypadkiem tekstu, który pochodził bezpośrednio od autora jawnie konserwatywnego (i został ujęty w rankingu) była polemika Sławomira Marca w sprawie krytycznej wypowiedzi na temat kuratorowanej przez niego wystawy o tytule Chcę być kobietą (#10 2019). Polemika i tekst, który ją wywołał (wspomniana recenzja Piotra Kosiewskiego, #3 2019) rozbiły bank – oprócz siły współczynnika tytułu, oba teksty dotyczyły drażliwej kwestii tożsamościowej (i podejrzeń Kosiewskiego o cynizm kuratora i wystawiających artystów), a zatem zadziałał współczynnik seksu (skoro rzecz o genderze i seksualności). Ponadto idea wystawy wzbudzała kontrowersje, poprzedzające zresztą wernisaż i zaaranżowany na nim happening-protest. Tak właśnie najlepiej działa współczynnik skandalu – współgrając z innymi.

Współczynnik skandalu współgra też ze współczynnikiem nieufności, czyli tematami/osobami, którym część środowiska nie ufa lub uważa za skompromitowane. I tym splotem można tłumaczyć popularność tekstów o Januszu Janowskim jako dyrektorze Zachęty (ankieta przy okazji wieści o bezkonkursowej nominacji, #2 2021; oraz artykuł Karoliny Plinty Doktor Ja, #2 2022) i kuratorowanej przez niego wystawie Pejzaż malarstwa polskiego (czyli mój tekst Plastyka i polityka, #5 2023), a także recenzję wystawy Ludwiki Ogorzelec pióra Piotra Polichta (Prawicowe dzielenie postrzegalnego, #1 2021).

Swego czasu do miana tekstu ze skandalem w podtytule wystarczyła po prostu relacja z przeglądu performansu.

Pośrednio współczynniki nieufności i skandalu występują także w esejach Jakuba Dąbrowskiego o prawie autorskim (Czy artyści mogą zakazać instytucji wystawiania swoich dzieł[ref]Tekst pojawił się z inspiracji przypadkiem wystawy Nie ocenzurowano. Polska niezależna sztuka lat 80. i protestami artystów i artystek wokół włączania ich w ekspozycję kuratorowaną przez Tadeusza Borutę w CSW, w ramach programu dyrektora Piotra Bernatowicza, związanego z środowiskiem tzw. dobrej zmiany.[/ref], #12 2022; Gdyby Cattelan został pozwany w Polsce, #11 2022). Oddając jednak dziejową sprawiedliwość – te szczególne kategorie nie dotyczą wyłącznie instytucji z jawnie upolitycznionymi czy deklarującymi konserwatywne sympatie władzami. Już w 2013 roku w recenzji Karoliny Plinty o wystawie Ryszarda Waśko (#8 2013) da się znaleźć oba elementy: opis szczecińskich kontrowersji związanych z otwarciem TRAFO i wynikającego z nich ograniczonego zaufania dla przedsięwzięcia. W podobnej kategorii mieści się tekst Jakuba Banasiaka, podsumowujący działanie CSW pod rządami Małgorzaty Ludwisiak (#7 2015) – a zatem instytucji, która zaliczyła kryzys wizerunkowy (odnotowany na łamach „Szumu” m.in. w postaci publikacji listu otwartego do mediów w sprawie konfliktu załogi z poprzednim dyrektorem instytucji, Fabio Cavaluccim, #3 2013); a także tekst Piotra Polichta o wystawie Artyści z Krakowa z MOCAK-u (#11 2018) czy Plinty o wystawie Mariny Abramović w toruńskim CSW (#1 2019), galerii nie cieszącej się wówczas zaufaniem środowiska (także ze względu na celebrycki program, którego Ambramović była jednym z wyrazistych symboli).

Natomiast synergia współczynników skandalu i seksu mogła mieć wpływ na popularność tekstu Karoliny Plinty o relatywnie niszowej imprezie, jaką był przegląd sztuki performance w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (#8 2014). W tym jednak przypadku chodzi nie tylko o znaczną liczbę zdjęć nagich kobiet i opis kontrowersji związanych z kuratorem, Artim Grabowskim, ale również postrzeganie performansu jako skandalizującej dziedziny sztuki; takiej, która ma spełniać negatywne stereotypy na temat sztuki współczesnej, stając się pożywką dla internetowych gapiów i kpiarzy. Jak zresztą zauważała Plinta w tekstach traktujących o performansie z 2014 i 2015 roku (obu #1 w rankingach z tych lat), był to czas intensywnej działalności popularnego wówczas fanpage’u Beka z performance, prowadzonego przez malarza Tomasza Pilikowskiego[ref]W 2014 roku jego fanpage liczył co najmniej 11 tys. polubień, co jak na tamte czasy nie było skromnym wynikiem – w tym samym roku redakcja zaprosiła Tomasza Pilikowskiego również do moderowania debaty na temat sztuki w internecie przy okazji premiery 6. numeru drukowanego „Szumu”, zorganizowanej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w MSN-ie. Rok później odbyła się również debata pomiędzy Pilikowskim a Karoliną Plintą w stołecznej galerii V9 – nie zachował się jej zapis. Pilikowski został uwieczniony przez Plintę również później, w tekście przekrojowym o młodym performance. Jak pisała krytyczka, „Emanacją […] konfliktu [pomiędzy młodym pokoleniem twórców i twórczyń a nestorami performance – przyp. AW] jest działalność Tomasza Pilikowskiego, autora fejsbukowego fanpage’a Beka z performance, który z zapamiętaniem komentuje wyczyny swoich rówieśników performerów. Oczywiście, krytyka stosowana przez Bekę… jest dosyć powierzchowna i konserwatywna, ale wypływa ona właśnie z niechęci do języka wypracowanego przez artystów body artu” (K. Plinta, Ucieczka z twierdzy, „Magazyn Szum” 2016, nr 13, s. 61).[/ref], chętnie komentującego teksty publikowane w „Szumie” (współczynnik nieufności). Ta obserwacja stanowi też próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego temat performansu był popularny tylko na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy – oczywiście, poza czynnikiem systemowym, takim jak trend konsekwentnego odchodzenia młodych artystek i artystów od form efemerycznych na rzecz zdecydowanie bardziej materialnych i konserwatywnych. A zatem – skandal sprzedaje tekst także i w magazynie o sztuce? Tak, a najbardziej w pakiecie z innymi współczynnikami.

1
Krytyka 16.07.2021

„To był bardzo trudny czas”. Artystyczna Podróż Hestii jako symptom kryzysu mecenatu korporacyjnego

Redakcja

Hipoteza 5. Konkursy przyciągają uwagę (a malarskie najbardziej)

To oczywiste – duże imprezy to dużo potencjalnych czytelników. Warto jednak przyjrzeć się jej bliżej. Jak zobaczymy, największą popularnością cieszyły się teksty o konkursach malarskich. Działa tu z pewnością systemowe uprzywilejowanie malarskich wystaw konkursowych jako nielicznych wydarzeń artystycznych, które przyciągają realną uwagę prasy niespecjalistycznej i publiczności nieinteresującej się sztuką. W zestawieniu najpoczytniejszych tekstów znalazło się także miejsce dla konkursów niemalarskich, takich jak 7. Biennale Sztuki Młodych Rybie Oko w Ustce (#7 2013; recenzja jednoznacznie negatywna) czy 10. Triennale Młodych w Orońsku (#10 2023; recenzja raczej pozytywna). W ich przypadku wabikiem była, jak się zdaje, kwestia „młodości”. Wcześniej zresztą, bo w 2020 roku, uwagę publiczności przykuł materiał o Triennale obarczony dużym współczynnikiem skandalu, czyli list otwarty uczestników i uczestniczek na temat nieprawidłowości w 9. edycji Triennale (#3 2020). Rok później konflikt pomiędzy organizatorami, częścią osób uczestniczących w Artystycznej Podróży Hestii oraz redakcją „Szumu” stał się kanwą dla innego chętnie czytanego tekstu („To był bardzo trudny czas”. Artystyczna Podróż Hestii jako symptom kryzysu mecenatu korporacyjnego, #4 2021), podbijającego przy okazji widoczność recenzji wystawy konkursowej (opublikowanej przed galą finałową i poznaniem niesatysfakcjonującego wyniku, #5 2021). Dodajmy, iż teksty na temat APH gościły na łamach „Szumu” regularnie w latach 2017–2021[ref]Wyjątkiem jest rok 2020, gdy konkurs z powodu pandemii się nie odbył. Rok później odbyła się podwójna, 19. i 20. edycja APH, która zakończyła się konfliktem, co ostatecznie doprowadziło do zamknięcia konkursu.[/ref], co jak na konkurs niewyłącznie malarski było sytuacją mówiącą sporo o jego pozycji i związanymi z nim oczekiwaniami środowiska.

O ile kolejne edycje APH były oceniane na naszych łamach relatywnie dobrze, o tyle konkursy malarskie o znacznie dłuższej historii (w zestawieniach uwzględniono trzy edycje Biennale Malarstwa Bielska Jesień i dwie edycje Konkursu Gepperta) oraz gdański przegląd Najlepszych Dyplomów ASP (dwie edycje) spotykały się przede wszystkim z krytyką negatywną. Problemami, na jakie zwracali uwagę Karolina Plinta i Piotr Policht, były przede wszystkim decyzje jury, postrzegane jako kuriozalne, spóźnione lub nietrafione, a nawet, jak w przypadku Najlepszych Dyplomów z 2019 roku, takie, pod jakimi krytyczka jako członkini jury się publicznie nie podpisuje (Krytycy spółka z o.o., #6 2019). W przypadku konkursów malarskich współczynnik skandalu mógł się natomiast uwidocznić w pełni przy okazji dwóch edycji Bielskiej Jesieni, gdy wyraźna niechęć recenzujących do wszystkich laureatów zgrała się z ogólną niechęcią publiczności (Policht, Ministerstwo głupich kroków, #3 2017; Plinty, Brzydko malowane, #1 2025). A adekwatnie nie tyle niechęcią, ile otwartą wrogością, jak przekonaliśmy się przy ostatniej edycji Bielskiej.

W negatywnym wydźwięku recenzji dookoła malarstwa można szukać odbicia zmęczenia nadreprezentacją tą dziedziną, ale paradoksalnie – nadreprezentacja ta była przez krytyczne teksty jedynie utrwalana.

O ile od 2021 roku widać wyraźną zmianę w objętości recenzji (o czym w Hipotezie 1), tak w kontekście zainteresowań czytelników większe zainteresowanie malarstwem zarysowuje się silnie rok później, zgodnie zresztą z popandemicznym wzrostem znaczenia tego medium. W roku 2022 najchętniej czytane teksty dotyczą niemal wyłącznie wystaw malarskich i są to kolejno: Agata Pyzik o Aleksandrze Waliszewskiej (#1 2022), polemizująca z nią Izabela Morska (#2 2022), mój tekst o wystawie Niepokój przychodzi o zmierzchu (#3 2022) oraz Karoliny Plinty tekst o Bielskiej Jesieni (#4 2022). W roku następnym najchętniej czytanym tekstem jest Piotra Polichta Rozkwit i upadek młodego malarstwa (#1 2023), a nieco niżej są moje teksty o filmie Ile za sztukę? (znów opartego wyłącznie niemal na malarstwie, #4 2023) oraz wystawie Pejzaż malarstwa polskiego w Zachęcie (#5 2023). W 2024 roku dwa z trzech najpoczytniejszych materiałów z cyklu Tomasza Kozaka dotyczą twórczości popularnych artystów (współczynnik nazwiska) zajmujących się malarstwem (Ewy Juszkiewicz oraz Patryka Różyckiego i Marty Nadolle), a w 2025 oprócz Brzydko malowanego (#1 2025) Karoliny Plinty pozostało wywołujący polemiki (ale na Instagramie) tekst Weroniki Wojdy o malarstwie Patryka Różyckiego (#2 2025).

Właściwie poza tekstem o Niepokoju… wszystkie wymienione teksty były negatywne. I to w perspektywie kilkunastu lat jest pewna nowość, choć już zbieżna z diagnozami o zauważalnej nadreprezentacji malarstwa w myśleniu, pisaniu i wystawianiu sztuki w Polsce. Rzecz jasna, w negatywnym wydźwięku tych tekstów można szukać odbicia zmęczenia nadreprezentacją malarstwa, ale paradoksalnie – nadreprezentacja ta była przez krytyczne teksty jedynie utrwalana.

Dominację malarstwa po 2022 roku przełamał temat działalności Janusza Janowskiego w Zachęcie, pierwszych wystaw w Zachęcie po jego odwołaniu (recenzja Piotra Polichta Myśl z przyszłości i inne mity, #5 2024), filmu Rave Łukasza Rondudy i Dawida Nickela (mój tekst Macie swoje Manieczki, #7 2024) oraz nieobecnych do tej pory w zestawieniach tekstów najpoczytniejszych recenzji wystaw historycznych – Agaty Pyzik o Ance Ptaszkowskiej w MSN-ie (#3 2023), Anny Markowskiej o Nowoczesności reglamentowanej w Muzeum Narodowym w Krakowie (#6 2024) i mój o Marianie Henelu w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu (#4 2025). Znów – wszystkie mniej lub bardziej negatywne. Na tym tle pojawił się jeszcze przegląd nowych inicjatyw galeryjnych (Scena polskiego niezalu, wspólnie z Karoliną Plintą, #2 2025), czyli powrót do tematu po dziewięciu latach od Najciekawszych młodych galerii (#2 2016) oraz zilustrowany procesją Wilgotnej Pani tekst Tomasza Kozaka o tym, iż czarostwo jest hiperkonserwatywne, a jego promotorki – toksyczne (Zygzaki heksizmu, #1 2024).

1
Krytyka 26.04.2024

Od megakryzysu do hiperawangardy #3: Zygzaki heksizmu

Tomasz Kozak

Hipoteza 6. Najbardziej lubimy teksty o tych, których już znamy

Jak do tego wszystkiego ma się współczynnika nazwiska? Z racji ogromnej popularności twórczości Aleksandry Waliszewskiej nie powinno dziwić, iż wśród 167 najpopularniejszych tekstów w historii „Szumu” aż cztery poświęcone są wyłącznie jej twórczości. Tuż za Waliszewską lokuje się Daniel Rycharski, Władysław Hasior i Patryk Różycki (z trzema tekstami) oraz Aneta Grzeszykowska[ref]W przypadku Anety Grzeszykowskiej należałoby odnotować również pozytywną recenzję dwóch wystaw studenckich jej pracowni na Akademii Sztuki w Szczecinie i ASP w Warszawie autorstwa Karoliny Plinty, (Metoda negatywu, #13 2019).[/ref] i Karol Radziszewski (po dwa teksty). Stawkę zamyka Potencja[ref]O Potencji osobny tekst napisał Jakub Banasiak (Potencja w Rastrze, czyli nic dwa razy się nie zdarza, #7 2017). Połowicznie należy też zliczyć recenzję wystawy Karoliny Jabłońskiej jako członkini grupy (Karolina Plinta, Malarskie Baiao Bongo, #8 2019) oraz pokazu współkuratorowanego przez Cyryla Polaczka (Piotr Policht, Dwie strony malarskiego medalu. Mikołaj Sobczak, Jakub Gliński i młode malarstwo w Fundacji Stefana Gierowskiego, #12 2018).[/ref]. Co istotne – w roku publikacji tekstu (i zliczania statystyk) najmłodsi artyści byli już szeroko rozpoznawalni i współpracowali z warszawskimi galeriami komercyjnymi, pełniąc rolę odkrycia sezonu.

Rozkład autorów i autorek najchętniej czytanych materiałów w SZUMIE na kanwie TOP 2013-2025, opr. Aleksy Wójtowicz

Popularnością cieszył się też oczywiście tekst o najbardziej tajemniczym polskim youtuberze Klocuchu, opisanym przez Janka Owczarka w tekście Potężny Jupiter (#3 2018). Uznanie zdobył również tekst Jakuba Banasiaka o Zdzisławie Beksińskim (Zdzisław Beksiński jako totalne dzieło sztuki, #11 2024 – to recenzja entuzjastyczna, jednak nie twórczości, ale biografii artysty) czy recenzja wystawy Mariny Abramović autorstwa Karoliny Plinty (#1 2019).

Współczynnik nazwiska działa obosiecznie – mobilizując publiczność pozytywną i negatywną. Wpływa na poczytność tekstów o konkretnych osobach, ale również tych autorstwa rozpoznawalnych autorek, czego dobrym przykładem jest Zofia Krawiec – występująca w tym zestawieniu jednocześnie jako autorka „Szumu”, jak i twórczyni filmu Łatwo płonę, recenzowanego przez Monikę Borys (#5 2019). A także Ada „Adu” Kaczmarczyk, której tekst-polemika Druga Wielka Odpowiedź Dziennikarzom i Krytykom (#7 2021) pojawił się tuż po moim eseju o jej twórczości w kontekście wideoartu o katastrofie smoleńskiej (Nadal ten sam samolot i przez cały czas ta sama mgła #13 2021). Nazwisko autora – Jasia Kapeli – zadziałało też najprawdopodobniej przy recenzji wystawy Joanny Rajkowskiej (#14 2021 (tekst jednak nie okazał się skandalizujący, prawdopodobnie ku rozczarowaniu potencjalnych czytelników). dzięki współczynnika nazwiska można wytłumaczyć również poczytność tekstu o wystawie Nieposłuszne gwiazdy (#13 2025) filozofa Andrzeja Marca – oczywiście, mając też na uwadze popularność książek Timothy’ego Mortona.

1
Krytyka 18.11.2016

Fenomenologia samotnej dziewczyny

Zofia Krawiec

Hipoteza 7. Sex sells (również w krytyce)

Jeżeli rzucić okiem na wybór bezwzględnie najpopularniejszych materiałów, które pojawiły się w „Szumie” od 2013 roku – znaczna większość zahacza w jakiś sposób o temat seksualności, nagości lub genderu, również w warstwie wizualnej. Zahacza, co nie oznacza, iż chodzi o teksty pozytywne: tak jak w przypadku tekstu Weroniki Wojdy o Patryku Różyckim czy esejów Agaty Pyzik o selfie-feminizmie.

Jeżeli jednak chodzi o warstwę wizualną, to ciekawym przykładem jest ten z początkowego okresu istnienia magazynu: tekst Anny Diduch o zdjęciach Zuzy Krajewskiej (#1 2013), który otwiera się zdjęciem nagich kobiet (akty pojawiają się także w dalszej części tej krótkiej, ale pozytywnej recenzji). Tekst Diduch to jeden z dwóch wyjątków trzynastoletniej historii „Szumu”: najwyżej notowanych tekstów krytycznych, które są pozytywne. Drugim wyjątkiem jest recenzja Zofii Krawiec z 2016 roku, którą otwiera autoportret autorki w bieliźnie, siedzącej obok książki Chris Kraus I Love Dick – tekst zatytułowany jest Fenomenologia samotnej dziewczyny (#1 2016). Ścieżki Zuzy Krajewskiej i Zofii Krawiec spotykają się zresztą w eseju Jesteśmy wnuczkami czarownic… (#1 2020), w którego nagłówku są kobiety w bieliźnie, sfotografowane przez artystkę.

Czy tym samym sugeruję, iż popularność tych materiałów zależała od zdjęć półnagich kobiet? Pośrednio, ale chcę wierzyć, iż mimo wszystko nie, skoro w grę wchodzi również współczynnik nazwiska – Krajewska była w 2013 roku bardzo popularną fotografką lifestyle’ową, a Krawiec w momencie publikacji recenzji właśnie stawała się rozpoznawalną postacią sceny artystycznej czy szerzej – kulturalnej. Znaczenie miał również współczynnik skandalu: selfie-feminizm to przecież cyfrowe działania oparte na połączeniu sensualnej kobiecej autofikcji i social mediowego aktywizmu.

Współczynnik seksu zadziałał także prawdopodobnie w przypadku Skalpów miłości Jana Smagi (opisywanych w cyklu Miłosny performance przez Zofię Krawiec, #4 2014), How are you? Joanny Piotrowskiej (w tekście Darii Skok, #2 2015), Łatwo płonę Krawiec w ujęciu Moniki Borys (#5 2015), Czego pragną Nowe Kobiety? (recenzja wystawy Jana Możdżyńskiego, #14 2019), recenzji sekcji artystycznej feministycznego festiwalu HerDocs Jakuba Majmurka (#8 2020), tekście Pawła Leszkowicza o wystawie Karola Radziszewskiego i Maurycego Gomulickiego (Sztuka erotyczna na mroczne czasy, czyli tylko seks nas uratuje, #15 2020) czy recenzji Not Fot z Władysławem Hasiorem w epoce #MeToo Anny Batko (#10 2020).

Idźmy dalej. W 2021 roku ukazała się moja recenzja pierwszej feministycznej wystawy bez kobiet w lokalu_30 (Wycieczka przez głębokie gardło serca, #12 2021), a ponadto krytyczna refleksja Karoliny Plinty na temat Jej Magnificencji Rektory Iwony Demko (Rysa na suficie, #11 2021), mój tekst o zbiorowej wystawie Take my Eyes (znów w lokalu_30, Jak zrujnować sobie życie dzięki jabłka, #9 2022), Anny Markowskiej o Karolu Radziszewskim (Seksowny bolszewik w kolejnej odsłonie, #15 2022), dyskusja o wystawie Kto napisze historię łez? (#8 2022) oraz esej Zofii Krawiec i Katarzyny Oczkowskiej Potworzyce. Od patriarchalnego fantazmatu ku figurze emancypacji (#6 2022).

Czy ponad dwadzieścia popularnych tekstów o ciele i seksualności to zbyt dużo – czy może zbyt mało jak na trzynaście lat istnienia magazynu o sztuce współczesnej w Polsce?

Na przestrzeni tych lat wiele się, rzecz jasna, zmieniło. Także o ile chodzi o politykę algorytmów wobec nagich ciał, które mogą się pojawić w miniaturkach linków promujących magazyny w social mediach. Ale nie tylko. Z perspektywy czasu można zauważyć, iż miejsce popularności selfie-feminizmu zajęły refleksje i debaty na temat feminizmu intersekcjonalnego, męskości, LGBTQ+ oraz czarostwa/ezoteryzmu – wszystkich o relatywnie wysokich współczynnikach seksu i skandalu. To zagadnienia przyciągające uwagę internautów nie zainteresowanych na co dzień sztuką, ale także budzących kontrowersje ze względu na siłę konserwatywnego backlashu. Można więc założyć, iż w tym przypadku liczby odsłon rosły zupełnie niezależnie od nastawienia czytelników i czytelniczek „Szumu”.

O ile kobieca seksualność i feminizmy – jako temat bądź ilustracja tekstu – wyraźnie przekładała się na klikalność w pierwszej dekadzie istnienia „Szumu”, o tyle w ostatnich latach zainteresowanie przesunęło się w stronę wystaw queerowych i „nowej” męskości. Dodajmy: równolegle z zainteresowaniem osób artystycznych i kuratorskich, za którymi poszła refleksja krytyczna. W zestawieniach zaistniała więc recenzja podwójnego pokazu prac Przemka Branasa i Wojciecha Ćwiertniewicza (Karol Sienkiewicz, Erotyczne życie roślin, #15 2023), moja o Umarłej klasie Daniela Rycharskiego (Wystawa o tym, co zawsze, #12 2023), Karoliny Plinty o wystawie Patryka Różyckiego (Męskość: nowe otwarcie, #11 2024), Anny Pajęckiej o queerującej wystawie Rycharskiego z Hasiorem (Kto wyżywi się tą sztuką?, #12 2024) oraz Pawła Leszkowicza również o niej (Las znaczeń, #11 2025), a także Łucji Staszkiewicz o przekrojowej wystawie Strefy LGBT+ (Seksowne i niedopłacone, #12 2025), moja o Henelu (#4 2025) i wreszcie wspominana już Weroniki Wojdy o wystawie Moja dziewczyna jest dziewczyną mojego przyjaciela Patryka Różyckiego (Chciałabym tego nie wiedzieć, #2 2025).

1
Krytyka 14.11.2025

Chciałabym tego nie wiedzieć. „Moja dziewczyna jest dziewczyną mojego przyjaciela” Patryka Różyckiego w Polana Institute

Weronika Wojda

Czy ponad dwadzieścia popularnych tekstów o ciele i seksualności to zbyt dużo – czy może zbyt mało jak na trzynaście lat istnienia magazynu o sztuce współczesnej w Polsce? A mówiąc mniej żartobliwie: z jednej strony jest to oczywiście obraz funkcjonowania środowiska, które osiem z analizowanych trzynastu lat spędziło w warunkach tzw. dobrej zmiany, z drugiej zaś – wyraz szerszych debat o ruchu #MeToo, Czarnych Marszach czy po prostu o feminizmie jako strategii polityczno-estetycznej. To również obraz ostatnich kilku lat pozornego luzowania restrykcji światopoglądowych w sferze publicznej. W końcu – migawka środowiska mierzącego się coraz silniej z backlashem skierowanym nie tylko w stronę wystaw queerowych czy kobiecych, ale sztuki współczesnej w ogóle.

Wydaje się, iż w kontekście współczynnika seksu nie można nie wspomnieć o tzw. efekcie czystej ekspozycji (mere exposure effect). Najkrócej mówiąc, efekt ten zachodzi wtedy, gdy w wyniku wielokrotnego kontaktu z jakimś bodźcem – np. wizualnym – zaczynamy bardziej go lubić (zob. Hipoteza 6). Ma to zastosowanie w reklamie, ale także w social mediach. Jednak do czasu: nadmiarowa obecność jakichś treści, szczególnie „kontrowersyjnych”, może wzmacniać do nich niechęć, zwłaszcza podsycaną wojnami kulturowymi. Czyli, uogólniając, istnieje szansa, iż popularność treści queerowych mimowolnie nakręca gapiów o niecnych politycznie zamiarach. Tak w tej chwili wygląda ryzyko zawodowe.

Skoro już wiemy, co statystycznie pomaga w pisaniu hitowych recenzji i co się klika – czas pomyśleć, w jakim stylu i celu będzie się je pisało.

Podsumowanie, czyli wiadomo, które teksty zażrą

Czy istnieje zatem sprawdzony przepis na tekst, który będzie głośny i nośny? Wnioski z trzynastu lat statystyk „Szumu” zdają się być oczywiste.

Należy celować w wystawy w instytucjach konsekrujących – skoro aż 31 tekstów dotyczyło tychże (trzynaście Muzeum Sztuki Nowoczesnej, dziesięć Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki i osiem Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski); najlepiej w pokazy zbiorowe, najlepiej osób młodych (a przynajmniej żyjących) – każdy uczestnik będzie mieć własną publiczność i skuteczne kanały nadawcze. Hitem mogą się również okazać teksty o wystawach problemowych, zwłaszcza dotyczących aktualnych zagadnień pozaartystycznych, a także o wystawach pokonkursowych (trzynaście tekstów tego typu w zestawieniu) – zwłaszcza o ile konkurs jest rozpoznawalny lub malarski, a wydźwięk recenzji będzie negatywny lub bardzo negatywny, zwłaszcza w stosunku do werdyktu jury. Pewną poczytnością będą się też odznaczać relacje z dużych imprez – w tej kategorii triumfuje Warsaw Gallery Weekend z pięcioma tekstami. Przegląd lokalnej sceny lub zjawiska ma podobny potencjał, podobnie jak diagnozy „pokoleniowe”.

Wśród wystaw indywidualnych opłacalną pod względem poczytności strategią jest wybór szeroko rozpoznawalnej osoby o twórczości mogącej budzić kontrowersje lub młodej osoby, która maluje i właśnie zaczyna być sezonową sensacją rynku. Równie nisko wiszącym owocem poczytności jest wybór artysty lub artystki (ewentualnie kuratora/kuratorki) niedarzonego zaufaniem w polu z powodu jakichś kontrowersji lub politycznej afiliacji, ewentualnie wystawy z łatką skandalu. Generalnie należy celować w negatywne recenzje z tytułem, który zdradza (lub obiecuje) niechęć – taki tekst można dodatkowo otworzyć nagłówkiem z subtelną nagością. Objętość? 7–8 stron (~16 min czytania), czytelnicy przez cały czas są w stanie tyle wytrzymać, tylko trzeba ich czymś zabawić – najlepiej silnymi emocjami. Performans też się nada, zwłaszcza jako wabik dla publiczności negatywnej.

A teraz, skoro już wiemy, co statystycznie pomaga w pisaniu hitowych recenzji i co się klika – czas pomyśleć, w jakim stylu i celu będzie się je pisało. A teksty spoza topki trzynastolecia? To temat na zupełnie inną analizę.

Idź do oryginalnego materiału